kochani,zapraszam!
sobota, 23 sierpnia 2014
sobota, 24 maja 2014
Nowe opowiadanie
Jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda - zapraszam serdecznie na prolog mojego nowego opowiadania!
http://without-depending.blogspot.com/
http://without-depending.blogspot.com/
sobota, 3 sierpnia 2013
9.
-Rozmawiałem z Paulem.-oznajmił Zayn kolejnego dnia.-Przedstawiłem mu całą tą chorą sytuację i postanowiłem,że trzeba gdzieś wyjechać.Na trochę,dopóki ta sytuacja się nieco uspokoi.
Spojrzałam na jego pewną siebie minę i uśmiechnęłam się lekko.
-No dobrze,tylko gdzie? Los Angeles?
-Nie,Matt wie,że może Cię tam znaleźć,od razu by Cię tam szukał.To musi być miejsce gdzie będziecie czuć się na tyle bezpiecznie aby wyściubić nos za drzwi bez obawy,że on was tam znajdzie.
Na te słowa odłożyłam listy i kluczyk od skrzynki pocztowej,a potem podeszłam do niego opierając ręce na biodrach.
-Słucham? Jakie ''wy''?
-No ty i dzieciaki.-przysiadł na oparciu fotela.
-A co z tobą? Myślisz,że zostawimy Cię tu tak po prostu i sobie wyjedziemy?-podniosłam ton.
-Nie mogę z wami jechać,mam tu pracę i obowiązki.A kiedy w końcu zajmiemy się całą tą sprawą muszę być pewien,że jesteście bezpieczni.
-To śmieszne,Zayn!-prawie krzyknęłam.-To Ciebie napadli! I to Ciebie pobili! Jeśli już mamy wyjeżdżać to wszyscy razem.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie będę nigdzie uciekał,nie jestem tchórzem.
-W takim razie my też nigdzie nie jedziemy.-odpowiedziałam pewnym głosem.
-Mary...-zaczął,ale przerwałam mu gestem dłoni.
-Gdziekolwiek pojadę bez Ciebie,będę zamartwiała się nieustannie czy nic Ci się nie stało.Będąc tutaj mam pewność,że jesteś cały.
-Ale ja pracując nie będę miał takiej pewności co do was!
-Więc wszystko jasne,zostańmy tutaj,tylko załatwmy więcej ochrony.-wzruszyłam ramionami.
-Nie.To nie jest wyjście.-pokiwał przecząco głową.
-Ucieczka tym bardziej!-zaperzyłam się.-Trzeba coś z tym zrobić,najlepiej teraz,nie ma na co czekać!-ruszyłam do drzwi,ale on złapał mnie w pasie.
-Nie tak prędko! Takiej sprawy nie załatwia się od tak! Tak się składa,że to ja jestem głową tej rodziny i ja decyduję!-wrzasnął wstając.-Wyjedziecie na trochę,aż sprawa się nie unormuje.
-Nie zgadzam się...
-To moje ostatnie słowo.-spojrzał na mnie surowo.Widząc,że nic już nie wskóram,zacisnęłam zęby na dolnej wardze i powstrzymując łzy pobiegłam po schodach na górę.
Rano sytuacja już trochę się złagodziła,ale Zayn nadal nie dał sobie przegadać.Jedynym domownikiem u którego mogłam szukać pocieszenia był Harry,bo przecież dzieci nie miały o niczym bladego pojęcia.Problem w tym,że on podzielał zdanie Zayna.Reszta zespołu,włącznie z Meggie,Eleanor i Danielle również uważała,że najlepiej będzie abym wyjechała.Wszyscy starali zrozumieć się Zayna,ale dlaczego nikt nie próbował postawić się w mojej sytuacji? Jedynie Lizzie stała po środku,mówiąc że wie jak oboje musimy się czuć.Chociaż to i tak mi w niczym nie pomogło.
Przeglądałam właśnie rachunku,kiedy do domu wszedł Harry,niosąc coś w ręku.
-Właśnie szedł listonosz.Przyniósł to.-powiedział podając mi rozerwaną kopert.Zmierzyłam go wzrokiem na co on szybko zareagował.
-To nie ja,nie jestem aż taki wścibski!-uniósł ręce w geście poddania się.-Ochrona musiała zweryfikować co to jest.
Westchnęłam głośno i wyciągnęłam list.Kopera pochodziła z ... Indii.
-Co to?-spytała Anjali wychylając głowę znad swojego talerza.Naina skorzystała z okazji i skubnęła jej kanapkę z masłem orzechowym.
-Zaproszenie...-przeczytałam głośno.-...na ślub Kareeny!
-Kto to Kareena?-mały Harry zmrużył brwi nalewając sobie soku i standardowo rozlewając połowę poza szklankę.Styles szybko ruszył mu z pomocą,wycierając stół ścierką.
-No właśnie,kto to Kareena?-Zayn zeskoczył ze schodów,pocałował mnie w policzek i czytał razem ze mną.
-Moja kuzynka z New Delhi.
-Och,to wspaniale!-zawołał Zayn,a jego oczy rozbłysnęły.
-Wspaniale? Ślub jest w Indiach!
-Otóż to! Powinnaś tam pojechać razem z dzieciakami!-klasnął w dłonie wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu.-Matt nigdy Cię tam nie znajdzie!
-Co za Matt?-mruknął znów Harry,niebezpiecznie wymachując widelcem.
-To jest na drugim końcu świata! Ja nawet nigdy tam nie byłam!
-I o to chodzi,kochanie! To dobra okazja aby zwiedzić kraj w którym masz swoje korzenie!-uśmiechnął się do mnie szeroko i usiadł obok.Niestety ja nie podzielałam jego entuzjazmu.
-Nie zgadzam się.
-Rozmawialiśmy o tym wczoraj.-powiedział a uśmiech znikł mu z twarzy.-Twoja mama też na pewno z chęcią z wami poleci.
-Jesteś niemożliwy,Zayn.-wstałam od stołu i zanim zniknęłam za drzwiami łazienki,usłyszałam jak mówi do Loczka: Co ja takiego zrobiłem?
-Nie...-odpowiedział krótko.
-Błagam...Indie są bardzo daleko,nie chcę tam lecieć!
Naina w biegu przewróciła się i do pomocy ruszyło jej z pięciu ochroniarzy.
-Dajcie mi ją.-wzięłam córkę na ręce i zawiesiłam sobie na biodrze.-Zayn...
-Nie.
-...ale błagam...dzieci,błagajcie ojca!-zawołałam.
-Kurcze,tato,zgódź się..-odezwał się zadyszany Harry.-Chociaż...chociaż nie mam pojęcia o co chodzi.
Zatrzymaliśmy się przy odprawie.Zayn bez słowa uściskał dzieci i kazał pójść im za moją mamą.Poprawiłam hinduską chustę od babci,którą założyłam aby ją tym uszczęśliwić,i otarłam łzy grzbietem dłoni.
-Nie płacz,głupia.-Zayn chwycił mnie za rękę i sam otarł moje policzki.-Wyjeżdżasz góra na dwa tygodnie!
Nic nie odpowiedziałam,tylko rozpłakałam się jeszcze bardziej.Zayn westchnął i oparł ręce na biodrach.
-Słyszałem,że hinduski są uczuciowe...ale kobieto,ty jesteś w połowie angielką!
-Jesteś okropny.-wyjąkałam pociągając nosem.
-Już pora.-jeden z ochroniarzy położył mi dłoń na ramieniu.
-Idę idę.-jęknęłam,a oczy znów napełniły mi się łzami.Zayn złapał mnie za szyję i przyciągnął do siebie.
-Kocham Cię.-wyszeptał mi do ucha,a ja przywarłam do niego całym swoim ciałem.
-To poleć z nami.
-Naprawdę musimy iść.-pogonili mnie.Odwróciłam się i miałam odejść kiedy mąż pociągnął mnie za chustę i jeszcze raz do siebie przyciągnął.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
8.
muzyka
Nie było lepszego sposobu na zabicie długotrwałej tęsknoty za dziećmi,jak zaśnięcie i obudzenie się mając je utulone wokół siebie.Patrząc z perspektywy czasu,nigdy nie pomyślałabym,że tak szybko to wszystko nastąpi.Około siódmej rano Anjali zaczęła wiercić się i wymieniać uwagi z Harrym.Nie miałam wyjścia,uchyliłam powieki co od razu przykuło ich uwagę.
-Mamo!-szepnęła Anjali-Ktoś chyba jest na dole.
Poderwałam się niespokojna,ale po chwili ochłonęłam i odgarnęłam włosy do tyłu.
-Spokojnie,to na pewno wujek poszedł zrobić sobie kawę.-pogłaskałam ich po głowie.Naina nadal spała,mówiąc coś cichutko pod nosem.
-Poszedłem sprawdzić do pokoju i wujek ciągle chrapał w twoim łóżku.-powiedział Harry.
-Na dodatek nie dało się go nie słyszeć.-dodała.
Spojrzałam na ich przerażone twarzyczki i wstałam wzdychając.Gdy podeszłam do drzwi,one jak dwa małe cienie,podążyły za mną.Zatrzymałam się nagle,a oni zagapiając się wpadli na moje nogi.
-Poczekajcie tu na mnie,dobrze?
-Nie ma mowy.-zaperzyli się.-Idziemy z tobą,co jeśli to jakiś włamywacz?
Wystawiłam głowę zza drzwi i ujrzałam Harry'ego Seniora stojącego przy schodach.Przykładając palec do ust szepnął abym była cicho.
-Umówmy się tak,że my z wujkiem zobaczymy kto to,a wy zejdziecie na dół za 15 minut,dobra?
-Okej.Będę tu stał na czatach.
Ucałowałam ich w czoło i zamknęłam delikatnie drzwi.Bezszelestnie zeszliśmy z Harrym po schodach,a następnie skierowaliśmy się do kuchni skąd dochodziły odgłosy.Zbliżając się zauważyłam czarną czuprynę Zayna,więc uspokoiłam się w duchu.Gdy usłyszał,że nadchodzimy,odwrócił się i jego widok totalnie mnie zszokował.Był cały pokiereszowany...Z nosa i wargi płynęła krew a koszulka i dłonie były całe nią ubrudzone.Powstrzymując łzy zasłoniłam usta dłonią.
-Zayn...Co ci się stało?-jęknęłam i chciałam podbiec do niego,ale Harry przytrzymywał mnie ręką.
-Puść ją,jeśli tego chce.-Mój mąż nakazał mu,a Styles delikatnie poluzował uścisk.Uwiesiłam mu się na szyi,a on objął mnie delikatnie w pasie otaczając przy tym bezpieczeństwem jakiego nie czułam przy nikim innym.Kiedy pocałowałam go w poharatany policzek,syknął cicho z bólu.Nie czułam od niego ani kropli alkoholu.
-Kto Ci to zrobił,kochanie?
Już otwierał usta aby odpowiedzieć,kiedy na dół zbiegły dzieciaki.
-Sorki,mamo,ale nie wytrzyma...O mój Boże...TATO!-podbiegli całą trójką i objęli go jak najwyżej zdołali.Pochylił się nad nimi i starając aby nikogo nie ubrudzić,pogłaskał po głowie.
-Jak to możli...
-CO SIĘ STAŁO?!
-Boziu,jak ty wyglądasz...
-Mamo,czemu tak stoisz!
-Plastry,plastry! Trzeba go zakleić!
Zaczęli się przekrzykiwać i Zayn uśmiechnął się delikatnie,choć mi wcale nie było do śmiechu.
-To tylko tak źle wygląda,czuję się świetnie.-powiedział kucając przy nich.-Nic mi nie jest.
-To ciemu...klew...tyle...tato...-Naina rozpłakała się i zawiesiła swoje małe rączki na jego szyi.
-Ciii...Byłem wczoraj u wujka Paula żeby trochę nauczyć się samoobrony,ale jak widać nie poszło mi zbyt dobrze.-skłamał a Harry (Styles) zachichotał po cichu.-Skopał mi tyłek,ale obiecałem,że jeszcze mu się odwdzięczę.A teraz idźcie proszę się ubrać,bo trochę splamiłem wam piżamki.Potem porozmawiamy,dobrze?
Potulnie pokiwali głową i bez słowa pobiegli na górę.
-Przyniosę apteczkę.-oznajmiłam wychodząc na zaplecze kuchni.Już po chwili Zayn rozsiadł się w salonie czekając aż skończę go opatrywać,a tymczasem Harry zaparzał kawę.
-To teraz poproszę wersję dla dorosłych.-powiedziałam z powagą,patrząc mu w oczy.Brunet westchnął,a Loczek usiadł naprzeciwko.
-Wczoraj jak wracałem ze sklepu,poszedłem po te nieszczęsne kiełbaski,było już ciemno i nawet nie zauważyłem jak otoczyło mnie kilku gostków.Było ich chyba z pięciu,każdy miał na głowie kaptur.Znałem tylko jednego z nich,rozpoznałem po głosie.
-Kto to był?
-Matthew.
Na moment przystanęło mi serce.Nie,to nie może być ON.
-Tt..ten Matthew?-wyjąkałam,a Zayn pokiwał głową.
-Zaszantażował mnie,że jeśli nie dam mu jako zaliczki trzech milionów,to w szybkim tempie z powrotem pojawi się w naszym życiu...
-Co?! Jak...dlaczego...
-Mów dalej.-odezwał się Harry,wertując każde jego słowo w skupieniu.
-...Pokazał mi zdjęcia na których widać dzieci,wtedy kiedy były u Lizzie.Było też tam kilka twoich zdjęć.
-Obserwował nas?-spytałam przerażona.Nastała chwila ciszy.-Zayn chyba nie dasz mu tych pieniędzy?
-Nie pozwolę was skrzywdzić.-powiedział patrząc mi prosto w oczy.Styles wstał i zaczął spacerować w te i we w te.
-Musimy poinformować Paula.-odezwał się po kilku minutach.
-I co to da?-spojrzałam na niego.
-Trzeba wam zapewnić stałą ochronę i...
-Harry,przecież ochrona nie może chodzić za nami przez cały czas! Dzieciaki nie są głupie,szybko się zorientują,że coś jest nie tak.
-Nie ma innego wyjścia,chyba że chcecie co po chwila pozbywać się kilku milionów.
-Na to bym nie liczył.-mruknął Zayn.-Postawiłem się im,powiedziałem,że nie dostaną ani grosza,dlatego wyglądam jak wyglądam...
-I tak miałeś dużo szczęścia.-wtuliłam się w niego.Zayn już otwierał usta żeby coś powiedzieć,ale do salonu zbiegły dzieci.
-Tatoo,a mogę iść z tobą na następną naukę samoobrony?-Mały Harry stanął przed nami wymachując rękami.-Wiesz,tak na wszelki wypadek.
-Jasne.-odpowiedział.-Myślę,że teraz wszystkim nam się to przyda.-dodał patrząc porozumiewawczo to na mnie,to na Lokowatego.

No nie miałam wyjścia,musiałam się w końcu przycisnąć,bo ALL nie dawała spokoju :D Masz bejbe,to z dedykacją dla Ciebie :* Kochani,kawał czasu minął odkąd ostatnio się tu odzywałam,ale kończąc Steal Heart obiecałam,że nie będę dodawała systematycznie.Cały czas,na bieżąco znajdziecie mnie TU (na unusual) i TU ;) Zapraszam xx
Jeśli chcecie follow back:
@always_potato - bardzo chciałabym follownąć osoby,które czytały Steal,bo mam do tego opowiadania wielki sentyment,a jego czytelnikom wiele zawdzięczam ;* podawajcie swoje tt!
Nie było lepszego sposobu na zabicie długotrwałej tęsknoty za dziećmi,jak zaśnięcie i obudzenie się mając je utulone wokół siebie.Patrząc z perspektywy czasu,nigdy nie pomyślałabym,że tak szybko to wszystko nastąpi.Około siódmej rano Anjali zaczęła wiercić się i wymieniać uwagi z Harrym.Nie miałam wyjścia,uchyliłam powieki co od razu przykuło ich uwagę.
-Mamo!-szepnęła Anjali-Ktoś chyba jest na dole.
Poderwałam się niespokojna,ale po chwili ochłonęłam i odgarnęłam włosy do tyłu.
-Spokojnie,to na pewno wujek poszedł zrobić sobie kawę.-pogłaskałam ich po głowie.Naina nadal spała,mówiąc coś cichutko pod nosem.
-Poszedłem sprawdzić do pokoju i wujek ciągle chrapał w twoim łóżku.-powiedział Harry.
-Na dodatek nie dało się go nie słyszeć.-dodała.
Spojrzałam na ich przerażone twarzyczki i wstałam wzdychając.Gdy podeszłam do drzwi,one jak dwa małe cienie,podążyły za mną.Zatrzymałam się nagle,a oni zagapiając się wpadli na moje nogi.
-Poczekajcie tu na mnie,dobrze?
-Nie ma mowy.-zaperzyli się.-Idziemy z tobą,co jeśli to jakiś włamywacz?
Wystawiłam głowę zza drzwi i ujrzałam Harry'ego Seniora stojącego przy schodach.Przykładając palec do ust szepnął abym była cicho.
-Umówmy się tak,że my z wujkiem zobaczymy kto to,a wy zejdziecie na dół za 15 minut,dobra?
-Okej.Będę tu stał na czatach.
Ucałowałam ich w czoło i zamknęłam delikatnie drzwi.Bezszelestnie zeszliśmy z Harrym po schodach,a następnie skierowaliśmy się do kuchni skąd dochodziły odgłosy.Zbliżając się zauważyłam czarną czuprynę Zayna,więc uspokoiłam się w duchu.Gdy usłyszał,że nadchodzimy,odwrócił się i jego widok totalnie mnie zszokował.Był cały pokiereszowany...Z nosa i wargi płynęła krew a koszulka i dłonie były całe nią ubrudzone.Powstrzymując łzy zasłoniłam usta dłonią.
-Zayn...Co ci się stało?-jęknęłam i chciałam podbiec do niego,ale Harry przytrzymywał mnie ręką.
-Puść ją,jeśli tego chce.-Mój mąż nakazał mu,a Styles delikatnie poluzował uścisk.Uwiesiłam mu się na szyi,a on objął mnie delikatnie w pasie otaczając przy tym bezpieczeństwem jakiego nie czułam przy nikim innym.Kiedy pocałowałam go w poharatany policzek,syknął cicho z bólu.Nie czułam od niego ani kropli alkoholu.
-Kto Ci to zrobił,kochanie?
Już otwierał usta aby odpowiedzieć,kiedy na dół zbiegły dzieciaki.
-Sorki,mamo,ale nie wytrzyma...O mój Boże...TATO!-podbiegli całą trójką i objęli go jak najwyżej zdołali.Pochylił się nad nimi i starając aby nikogo nie ubrudzić,pogłaskał po głowie.
-Jak to możli...
-CO SIĘ STAŁO?!
-Boziu,jak ty wyglądasz...
-Mamo,czemu tak stoisz!
-Plastry,plastry! Trzeba go zakleić!
Zaczęli się przekrzykiwać i Zayn uśmiechnął się delikatnie,choć mi wcale nie było do śmiechu.
-To tylko tak źle wygląda,czuję się świetnie.-powiedział kucając przy nich.-Nic mi nie jest.
-To ciemu...klew...tyle...tato...-Naina rozpłakała się i zawiesiła swoje małe rączki na jego szyi.
-Ciii...Byłem wczoraj u wujka Paula żeby trochę nauczyć się samoobrony,ale jak widać nie poszło mi zbyt dobrze.-skłamał a Harry (Styles) zachichotał po cichu.-Skopał mi tyłek,ale obiecałem,że jeszcze mu się odwdzięczę.A teraz idźcie proszę się ubrać,bo trochę splamiłem wam piżamki.Potem porozmawiamy,dobrze?
Potulnie pokiwali głową i bez słowa pobiegli na górę.
-Przyniosę apteczkę.-oznajmiłam wychodząc na zaplecze kuchni.Już po chwili Zayn rozsiadł się w salonie czekając aż skończę go opatrywać,a tymczasem Harry zaparzał kawę.
-To teraz poproszę wersję dla dorosłych.-powiedziałam z powagą,patrząc mu w oczy.Brunet westchnął,a Loczek usiadł naprzeciwko.
-Wczoraj jak wracałem ze sklepu,poszedłem po te nieszczęsne kiełbaski,było już ciemno i nawet nie zauważyłem jak otoczyło mnie kilku gostków.Było ich chyba z pięciu,każdy miał na głowie kaptur.Znałem tylko jednego z nich,rozpoznałem po głosie.
-Kto to był?
-Matthew.
Na moment przystanęło mi serce.Nie,to nie może być ON.
-Tt..ten Matthew?-wyjąkałam,a Zayn pokiwał głową.
-Zaszantażował mnie,że jeśli nie dam mu jako zaliczki trzech milionów,to w szybkim tempie z powrotem pojawi się w naszym życiu...
-Co?! Jak...dlaczego...
-Mów dalej.-odezwał się Harry,wertując każde jego słowo w skupieniu.
-...Pokazał mi zdjęcia na których widać dzieci,wtedy kiedy były u Lizzie.Było też tam kilka twoich zdjęć.
-Obserwował nas?-spytałam przerażona.Nastała chwila ciszy.-Zayn chyba nie dasz mu tych pieniędzy?
-Nie pozwolę was skrzywdzić.-powiedział patrząc mi prosto w oczy.Styles wstał i zaczął spacerować w te i we w te.
-Musimy poinformować Paula.-odezwał się po kilku minutach.
-I co to da?-spojrzałam na niego.
-Trzeba wam zapewnić stałą ochronę i...
-Harry,przecież ochrona nie może chodzić za nami przez cały czas! Dzieciaki nie są głupie,szybko się zorientują,że coś jest nie tak.
-Nie ma innego wyjścia,chyba że chcecie co po chwila pozbywać się kilku milionów.
-Na to bym nie liczył.-mruknął Zayn.-Postawiłem się im,powiedziałem,że nie dostaną ani grosza,dlatego wyglądam jak wyglądam...
-I tak miałeś dużo szczęścia.-wtuliłam się w niego.Zayn już otwierał usta żeby coś powiedzieć,ale do salonu zbiegły dzieci.
-Tatoo,a mogę iść z tobą na następną naukę samoobrony?-Mały Harry stanął przed nami wymachując rękami.-Wiesz,tak na wszelki wypadek.
-Jasne.-odpowiedział.-Myślę,że teraz wszystkim nam się to przyda.-dodał patrząc porozumiewawczo to na mnie,to na Lokowatego.

No nie miałam wyjścia,musiałam się w końcu przycisnąć,bo ALL nie dawała spokoju :D Masz bejbe,to z dedykacją dla Ciebie :* Kochani,kawał czasu minął odkąd ostatnio się tu odzywałam,ale kończąc Steal Heart obiecałam,że nie będę dodawała systematycznie.Cały czas,na bieżąco znajdziecie mnie TU (na unusual) i TU ;) Zapraszam xx
Jeśli chcecie follow back:
@always_potato - bardzo chciałabym follownąć osoby,które czytały Steal,bo mam do tego opowiadania wielki sentyment,a jego czytelnikom wiele zawdzięczam ;* podawajcie swoje tt!
czwartek, 31 stycznia 2013
New!
Postanowiłam sobie,a potem mój plan wcieliłam w życie,a mianowicie
założyłam NOWE OPOWIADANIE na które mam wielką nadzieję,że będziecie
wpadać.Chciałabym się rozkręcić,ale wiadomo,że blog nie istnieje bez
czytelników bo pisanie dla samej siebie nie ma zbytniego sensu...więc
liczę,że wam się spodoba i napiszecie mi co o tym sądzicie! ;) Chętnie
przyjmę krytykę,bo wtedy będę mogła się bardziej postarać.
Jeszcze raz zapraszam! xxx
http://www.alwaysgleamofhope.blogspot.com/
Jeszcze raz zapraszam! xxx
http://www.alwaysgleamofhope.blogspot.com/
piątek, 25 stycznia 2013
7.
To zabawne, że potrafimy czekać tak wiele lat, aby usłyszeć tak niewiele słów.
-Wiecie,tak sobie teraz siedzę i myślę,że niewiele się zmieniło odkąd się poznaliśmy.-wypaliłam.
-Pewnie,że niewiele.Nadal jesteśmy piękni i młodzi.-odezwał się Lou upijając swojego drinka z parasolką.Pogoda była wprost przecudowna.
-Tak jak w te pierwsze dni naszej znajomości wygrzewamy się na słoneczku w tym samym towarzystwie...tylko szumu morza brak.
-Nie maaarudź.-machnął ręką.-Mogę Ci zrobić szum,jak chcesz.

Spojrzałam na niego znad swoich okularów przeciwsłonecznych.Za moim wzrokiem poszła także Eleanor,która przechyliła ku niemu głowę.
-Tylko żartowałem..weźcie się tak nie patrzcie..
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i przymknęłam oczy.Nie mogąc wyrzucić tych myśli z głowy,znowu się odezwałam.
-No ale pamiętacie jak dawno to było? Życie było wtedy takie...beztroskie.Nie przejmowaliśmy się tym,że musimy przyszykować dzieciom kanapki do szkoły,żeby zrobić zakupy...
-My nadal nie przejmujemy się tym,że musimy robić jakieś kanapki.-parsknął Lou,a Eleanor westchnęła.
-No właśnie,komu ty o tym mówisz.-powiedziała i pokręciła z niedowierzaniem głową patrząc na swojego ukochanego.Ten speszony znowu szepnął: nie patrz tak na mnie!
-Tylko Niall z nas tu zebranych mężczyzn przejmuje się żeby zrobić zakupy.-ciągnął Louis.-I nie myśli tu o naszym młodym pokoleniu,tylko o samym sobie.
-A ty nagle święty się zrobiłeś!
-Nie podnoś na mnie głosu,Eleanor!
-Bo co?
-Hej,dobra już dobra! Spokój.Tak w ogóle czemu tylko wasza dwójka się odzywa?
-Bo nam się nie chce udzielać...-przeciągnął się Liam a Danielle mruknęła na niego,że przez niego jest jej teraz niewygodnie.Zerknęłam za resztą,ale jak się okazało byliśmy tylko w piątkę na tarasie.
-A gdzie reszta? Na moją wspaniałą pamięć,od kiedy ich nie ma?
-Jakąś godzinę temu Meggie poszła uśpić małą,Niall zakochany po uszy podreptał za nią a twój mąż...-rozejrzał się.-..koń wie gdzie on jest.Plus,brawo za spostrzegawczość,siostro.
-Och,dziękuję Ci bardzo.-spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu 'po przejściach' (pamiętacie ten rozdział co Mary,wtedy Ivy,nim rzucała? xD) ale nie było żadnych wiadomości i połączeń.-Dziwne...
Mijała godzina za godziną,zaczęło się ściemniać więc przenieśliśmy się do salonu ale Zayna jak nie było tak nie ma.Dopiero kiedy wybiła 21 zaczęłam się poważnie martwić.Jako pierwsi z domu Horanów wykruszyli się Lou i Eleanor.Brunetka stwierdziła,że dirnki Nialla źle na niego podziałały i powinien już pójść spać,na co z resztą zgodziła się większość z nas.Następnie pojechali Liam i Danielle,a ja już kompletnie zmartwiona siedziałam w fotelu i popijałam trzecią filiżankę herbaty.
-A co jeśli coś mu się stało?-spytałam patrząc na nich.
-Nie,na pewno nie.Zayn jest silny,przecież wiesz.-uspokoił mnie Niall.
Poczekałam jeszcze pół godziny aż w końcu wróciłam do siebie bo niebawem miał zjawić się Harry z dzieciakami.Prawie gdy przeszukałam cały dom z nadzieją,że gdzieś go zastanę,do drzwi zadzwonił Loczek.Otworzyłam mu i w moje ramiona momentalnie rzuciła się trójka moich małych małpiszonów za którymi tęskniłam od tak dawna.
-Nareszcie w domu! Nie rób nam tak nigdy więcej!-ostrzegła mnie Anjali.
-Obiecuję,że nie będę.Idźcie się szybko umyć i przebrać w piżamy a potem opowiecie mi co robiliście jak mnie nie było,hm?
Na szczęście posłuchali i już po chwili podreptali na górę.
-No to teraz ja...-Harry nadal stojąc w drzwiach wyciągnął ręce i z piskiem rzucił mi się na szyje.-Łiiii!
-Mam nadzieję,że nic nie piłeś,Harry?
-Nie.-odchrząknął i zaczął udawać poważnego.-Picie jest dla...cieniasów.
Zaprosiłam go do środka i zamykając za nim drzwi westchnęłam.
-W takim razie mój mąż jest cieniasem...
-Co? Gdzie jest Zayn?
-Nie wiem.Byliśmy u Meggie i Nialla jak nagle zniknął.Powiedział im pierwsze,że skoczy po kiełbaski na grilla,ale do tej pory nie wrócił.-oparłam ręce na biodrach i zaprowadziłam go do kuchni.-Napijesz się czegoś? Kawy?
-Ale jak to...Przecież to nie jest w stylu Zayna.Robił tak tylko gdy...-tu nagle urwał i spojrzał na mnie.
-No dokończ.Gdy odnawiał swoje kontakty z kumplami.
-Ale wątpię...dopiero co znów Cię odzyskał,nie śmiałby...
-Nie wiem już co o tym myśleć i najwyraźniej nie ma po co,skoro on nie umiał pomyśleć o nas.Wybrał to co chciał,to jego sprawa.Jak będzie z tą kawą? Przesiedzisz tu i nic się nie napijesz?
-No właśnie,jest sprawa...mógłbym zostać na noc? Choćby na kanapie,obiecuję,że nie będę przeszkadzał!-dodał szybko.
Przyjrzałam mu się badawczo i skrzyżowałam ręce na piersi gdy on patrzył na mnie z nadzieją.
-A cóż tak? Samochód nawalił?
-Nie..-westchnął.-Chciałoby Ci się wracać codziennie do pustego domu,na dodatek kawał drogi od najlepszych przyjaciół?-spuścił wzrok.
-No to czemu nie przeprowadzisz się gdzieś bliżej?-usiadłam obok niego.-Bylibyśmy w stałym kontakcie.
-Myślałem nad tym,ale jeszcze nie wiem.To jak będzie? Przynajmniej będzie Ci raźniej w nocy jak on...no wiesz.
Przechyliłam głowę w bok i uśmiechnęłam się lekko.
-Pewnie,że możesz.
-Dzięki!-pisnął i szczerząc zęby pocałował mnie w policzek.-To ja zrobię kawy!
Zaśmiałam się i podpierając głowę na dłoni przyglądałam się jak sprawnie krząta się po naszej kuchni.O nic nie pytał,ani nie wahał się przy żadnym ruchu.Wyglądał jakby znał naszą kuchnię jak własną kieszeń,i wtedy przypomniałam sobie słowa Nialla: Przykro mi Mary,ale nie mogę Ci powiedzieć,że Zayn podczas twojej nieobecności niekiedy wyskakiwał do baru. (...) Myślę,że Liam,Louis i Harry obraziliby się gdyby usłyszeli,że nazywasz ich pracę kobiecą ręką! Harry przez moją nieobecność musiał być tu nie raz,i nie raz opiekować się dziećmi.Nawaliłeś Zayn.
-Dzięki za opiekę nad dziećmi.Teraz i ostatnio,jak mnie nie było.
-Och,nie ma sprawy,to sama przyjemność dla mnie,przynajmniej był ktoś z kim mogłem pogadać.
-Harry...-wstałam i podeszłam do niego.
-Co?
-Mówisz jakbyś był sam na tym świecie.Przecież masz nas.Masz rodzinę,fanów! No i jest Lizzy.
-Lizzy chyba nie czuje do mnie tego co ja...
-Jak to? Myślałam,że już wszystko fajnie między wami.
-No niby tak...ale..ale z drugiej strony coś się nie klei.Ja się staram jak mogę,ale ona chyba tego nie odbiera.Może po prostu jestem skazany na samotność.

-Gdyby to usłyszała któraś z twoich fanek to prawdopodobnie ten dom byłby już namierzony,a jego drzwi wyważone!-zawołałam dźgając go lekko w bok co sprawiło,że się uśmiechnął.
-Czas pokaże,jak nie to dam sobie z nią spokój.
-Miłość przychodzi wtedy kiedy się jej nie spodziewamy.-puściłam mu oczko i przetransportowaliśmy się do salonu.Po chwili przybiegły dzieciaki i z przejęciem opowiadały mi co się działo gdy mnie nie było,co po chwila przerywając żeby odgryźć się Harry'emu.
Gdy dochodziła północ zanieśliśmy je na rękach do ich sypialni.Powiedziałam Loczkowi,że idę się umyć i gdy po momencie zawróciłam po piżamę,zauważyłam przez drzwi jak rzuca się na moje łóżko.Nie kłócąc się,tylko zachichotałam i z powrotem skierowałam się do łazienki.

Dzisiaj taki Hazzowaty rozdział.A wy,moje drogie,co byście zrobiły gdybyście usłyszały z ust Harry'ego słowa,że jest skazany na samotność? ;)
Oprócz tego chciałam wam bardzo podziękować za ten niezwykły ROK.Tak,tak...Steal-Heart obchodzi swoje pierwsze urodziny! dokładnie w niedzielę,22 stycznia 2012 roku dodałam prolog na tego bloga.Jest to dla mnie bardzo ważne wspomnienie,ponieważ był to moje pierwsze opowiadanie 1D i najbardziej udany blog ze wszystkich,które w swoim życiu miałam.Powiem wam...że prawie 95 tysięcy wyświetleń przez ten rok to wcale nie tak mało! To wszystko dzięki wam,już zawsze będę dłużniczką.
Budzę się we wtorek,22.01.2013 i uświadamiam sobie:

Na samą myśl,że byliście ze mną AŻ rok:

I na myśl,że mam prawie 95 tysięcy wyświetleń:

Gdy przez kilka dni poszukuję weny aby napisać nowy rozdział:

I po kilku dniach wreszcie się zjawia:

W szkole znowu sobie uświadamiam czego dokonałam więc wybiegam z klasy:

Kupuję tort:

i JEDNOGŁOŚNIE STWIERDZAM:

Jako czytelnicy jesteście częścią tego bloga,więc życzę wam WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! xxx
niedziela, 20 stycznia 2013
Zaczęło się w Polsce - pomógł cały świat.#PolandNeedsTMHTour
Trwa niesamowita akcja na twitterze,aby sprowadzić 1D do naszej Narnii! a więc wbijajcie na twittery,jeśli nie macie kont to zakładajcie i pomóżcie! :D cały czas dostajemy się do trends i mówili już o nas w Wielkiej Brytanii,Stanach,Szwecji i Irlandii a więc to jest niepowtarzalna okazja i całkowity SUKCES.
Wspaniałe jest też to,że niektóre fanki z innych krajów starają nam się pomagać,co oznacza,że directionerki naprawdę potrafią się zjednoczyć.

Nasze siostry wysyłały już wiadomości na kontakt24.tvn.pl i mamy nadzieję,że coś z tego wyniknie.Na pewno mówiono o nas w teleexpresie i po tej krótkotrwałej wzmiance,mnóstwo Polek pokochało Macieja Orłosia! xD
padają hasła takie jak: 'Orłoś na prezydenta!' czy 'Zawsze wiedziałam,że Maciej Orłoś jest nadzieją polskiej telewizji!' xDD
Rzeczywiście mamy się czym chwalić.Dobra,nie rozpisuję się już tylko lecę dalej spamować i wam też tak radzę,sisters! :) xxx

#PolandNeedsTMHTour
Wspaniałe jest też to,że niektóre fanki z innych krajów starają nam się pomagać,co oznacza,że directionerki naprawdę potrafią się zjednoczyć.

Nasze siostry wysyłały już wiadomości na kontakt24.tvn.pl i mamy nadzieję,że coś z tego wyniknie.Na pewno mówiono o nas w teleexpresie i po tej krótkotrwałej wzmiance,mnóstwo Polek pokochało Macieja Orłosia! xD
padają hasła takie jak: 'Orłoś na prezydenta!' czy 'Zawsze wiedziałam,że Maciej Orłoś jest nadzieją polskiej telewizji!' xDD
Rzeczywiście mamy się czym chwalić.Dobra,nie rozpisuję się już tylko lecę dalej spamować i wam też tak radzę,sisters! :) xxx

#PolandNeedsTMHTour
piątek, 18 stycznia 2013
6.
Prawdziwa miłość
to nie związek idealny, bo taki nie istnieje,ale pełen
kłótni i godzenia, łez i uśmiechów. I mimo, że jest ciężko i ma się dość,
nie poddajesz się, bo wiesz że z Tą osobą jesteś szczęśliwszy niż z
kimkolwiek innym.*
I tak też było.Wszystko dobrze,chociaż nie do końca w to wierzyłam.Gdy wysiadłyśmy z taksówki,Meggie złapała mnie za dłoń i pociągnęła za sobą w kierunku swojego domu.Lodowata ręka cała się trzęsła,wargi były lekko sinawe,a wzrok pełen strachu.Taak,okropnie się bała,a najgorsze było to,że ja nie wiedziałam jak jej pomóc.Stanęła przed drzwiami i spojrzała na mnie.
-Dasz radę.-zapewniłam ją.-Zobaczysz,bądź silna.
Kiwnęła głową i zapukała oddychając głęboko.Naszych uszu dobiegły czyjeś kroki,a po chwili drzwi uchyliły się a w nich zobaczyłyśmy sylwetkę Nialla.
Stał chwilę wpatrując się w swoją żonę po czym jednym,obojętnym gestem zaprosił ją do środka.Gdy przyjaciółka wtargała się ze swoim bagażem,bez słowa podeszłam do blondyna,przytuliłam go i szepnęłam: Zrobiłam co mogłam,teraz wasza kolej.
Pocałował mnie w czoło i zamknął drzwi,a ja...ja wzdychając zwróciłam oczy ku niebu,z którego powoli zaczynały spadać krople deszczu.
I wtedy doszło do mnie,że nie mam mojego bagażu.
-Fuck!-przeklęłam głośno i szybko złapałam za telefon dzwoniąc po taksówkę i modląc się aby mój kierowca szybko się znalazł.Jednak nie było tak łatwo jak oczekiwałam; musiałam stawić się w biurze taksówek w centrum Londynu,a następnie czekać dobre dwie godziny aż mój taksówkarz wróci na przerwę.Gdy wreszcie do tego doszło postanowiłam,że zadzwonię tym razem po jednego z przyjaciół z ochrony i w nieco bezpieczniejszy sposób wrócę do domu.
Po dwudziestu minutach,włączając w to korki,wysiadłam z samochodu i pomachałam odjeżdżającemu Prestonowi.Chwilę potem zauważyłam dym papierosowy unoszący się w powietrzu.Spoglądnęłam w prawo i ujrzałam Zayna siedzącego na schodkach przed domem.
W momencie poczułam mocne szarpnięcie w okolicy serca.Jakby...jakby wyrywało się ono w jego kierunku,jakby...tęskniło.Zrobiłam kilka niepewnych kroków pchając za sobą walizkę i wtedy ON podniósł swój wzrok.Myślałam,że z wyrzutem zacznie wykrzykiwać jak mogłam zostawić go samego z dziećmi bez słowa pożegnania,dlaczego jestem taka nie dojrzała,dlaczego mu to zrobiłam,ale on po prostu wstał i podbiegł do mnie biorąc w ramiona i mocno przyciskając do klatki piersiowej.
Z zaskoczenia,smutku,radości i z TĘSKNOTY wypuściłam z oczu łzy,zawiesiłam się na jego szyi i tak pozostałam przez kilka kolejnych minut,po prostu ciesząc się chwilą.
-Błagam,nie zostawiaj mnie więcej w tak brutalny sposób.-szepnął mi do ucha ściskając jeszcze mocniej.Tylko w jego uścisku czułam się tak bezpiecznie jak nigdzie indziej.
-Obiecuję.-odszepnęłam.-Przepraszam,Zayn.
-Zapomnijmy o tym,kochanie.-otarł łzy z moich policzków i pocałował w wilgotne od płaczu usta.-Moja mała Mary,wiecznie troszcząca się o innych.-zachichotał.-Jesteś niesamowita.Plan się powiódł?
-Sama nie wiem...-westchnęłam.-Obydwoje bardzo to przeżywają.
-Kochają się,to najważniejsze.Miłość zrobi swoje...
Chwycił moją dłoń,zabrał walizkę i trzymając mocno u swego boku zaprowadził do domu.Było tam dziwnie cicho i spokojnie,gdzieniegdzie plątały się rzeczy Zayna i dzieciaków.No właśnie...
-Gdzie są dzieci?
-Lizzie zabrała je na kilka dni do siebie.-powiedział i jeszcze raz przytulił.
-Dlaczego?
-No bo...-zawahał się.-Ostatnio źle znosiłem brak twojej obecności i nie byłem zbyt dobrym ojcem.
-Zaczynam się bać.-wyznałam szczerze.
-Nie nie,nie zrozum mnie źle!-zawołał szybko-Nie wyżywałem się na nich fizycznie ani psychicznie.-uśmiechnął się delikatnie.-Po prostu poświęcałem im mniej czasu niż tego wymagali.
Oparłam się o poręcz od schodów i spojrzałam na niego.
-Co jest?
-To wszystko moja wina.Zaczęło się ode mnie,bo wyjechałam..dzieci niczemu winne zostały bez matki,a teraz jeszcze bez ojca.-Przez chwilę poczułam jakbym mówiła to co wyznawała mi Meggie i poczułam się jeszcze głupiej,o ile było to możliwe.
-Mary...
-Nie,nie winię Ciebie Zayn,jak mówię to...
-Daj spokój,ok? Liczy się to,że już wróciłaś.
-Lizzie wzięła je trzy dni temu a zgodnie z planem ma z nimi wrócić jutro co oznacza,że mamy wieczór...-poprawił kosmyk moich włosów.-.. całą noc...-delikatnie musnął ustami moją szyję.-..i ranek dla siebie.-szepnął,a ja uśmiechnęłam się.-Mamusi i tatusiowi też się coś należy,prawda?
-No prawda prawda.-zawiesiłam ręce na jego szyi a on wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.
Położył mnie na łóżku i jednym ruchem ściągnął ze mnie koszulkę.
-Czekaj...-powstrzymałam go.-Myślałam,że miałeś na myśli przygotowanie mi gorącej kąpieli.Z bąbelkami,płatkami róż,kieliszkiem czerwonego wina...-zaczęłam wyliczać a on pochylony nade mną uniósł brew.Widząc jego zdezorientowaną minę wybuchnęłam śmiechem.
-Osz ty...tak się bawisz?-uśmiechnął się i zaczął rozbierać mnie coraz zachłanniej a w jego oczach ujrzałam iskierki.Przez chwilę przypomniał mi dawnego Zayna,ale patrząc z perspektywy czasu nic się nie zmienił.Nie opierając mu się dłużej ściągnęłam z niego koszulkę,a on zatopił się w moich włosach.
-Stęskniłem się za tobą i za zapachem twojego ciała.-szepnął mi do ucha.

Rankiem obudziło mnie ostre słońce przedzierające się przez niezasłonięte okna.Uchyliłam lekko powieki i szukałam wzrokiem mojego męża,ale Zayna nigdzie nie było.Rozciągając się zwlekłam się z łóżka i zarzucając na siebie satynowy szlafrok zeszłam do kuchni,skąd dochodził mnie piękny zapach.
-Stęskniłam się za twoimi śniadankami.-powiedziałam podchodząc do mulata i obejmując go od tyłu.
-Grazie seniorita.Lizzie dzwoniła.
-I co mówiła?-spytałam siadając przy stole.
-Że Harry przywiezie ich wieczorem.
-Harry?-powtórzyłam zdziwiona.-A czemu on?
-Bo przyjechał do niej przed chwilą i gdy będzie wracał do Londynu to przy okazji ich podrzuci,a ona na tym zaoszczędzi paliwa.-zaśmiał się i podał mi talerz.

-Mmm smakowicie wygląda.-przyznałam,a on postawił obok mnie drugi talerzyk na widok którego zachichotałam.-Jakie to słodkie! Dziękuuję.-pocałowałam go w policzek i jeszcze raz spojrzałam na tosty.

-Dżem nie chciał współpracować tak jak masło orzechowe,które uwielbiasz,ale wiedz,że się starałem.-powiedział udając powagę.
-Doceniam Pańskie starania,Panie Malik.-uścisnęłam mu dłoń.
-Zaiste to,dziękuję Pani Malik.
Po śniadaniu przywróciłam się do porządku.Wchodząc do sypialni już całkowicie ubrana (strój) zastałam Zayna,który nadal był w samych bokserkach.
-Nudzi mi się!-zawołał.
-Dokładnie wiem co powinniśmy zrobić.-mrugnęłam i popchałam go na łóżko,a on uśmiechnął się szeroko.W momencie rzuciłam na poduszki Monopoly,a on zrobił zdziwioną minę.
-No a o czym ty myślałeś,kochanie?
Śmiejąc się złapał mnie w pasie i zrzucił na siebie całując zachłannie.
-Uspokój się,Malik bo dopiero co zrobiłam sobie makijaż.-podniosłam się z uśmiechem,a on obserwował mnie podpierając się na łokciu.
-I tak piękniejsza jesteś bez niego.Taka..natural.
-Sranie w banie.Ubierz się i może chodźmy do Horanów,co? Nie wiemy czy się dogadali,czy pozabijali...-na to drugie aż mnie otrzepało.
-Nie widziałem żadnego FBI pod naszym domem.-ruszył w kierunku łazienki.
-Bo byłeś w nocy zajęty czymś innym!-zawołałam za nim i usłyszałam jego cichy śmiech zza drzwi.
Po pół godzinie wreszcie zszedł na dół i przegadując się ruszyliśmy do apartamentu Horanów,który mieścił się naprzeciwko apartamentu Malików.Zanim zapukaliśmy Zayn przyłożył ucho do drzwi nasłuchując.
-Nie słyszę tłuczonego szkła.
-Przestań.-zachichotałam i zapukałam.Po chwili drzwi otworzył nam nie kto inny jak uśmiechnięty blondyn.
-No no no,Horanisko nareszcie się uśmiecha!
-Coś chyba jesteś dziś w za dobrym humorze,Malik.-zauważył i uściskał go.-Chyba wiem czyja to sprawka.-zerknął na mnie i jak zwykle ucałował mnie.-Wejdźcie.
Zaprosił nas do środka.Z tarasu dochodziły nas głosy Meggie i Suzie więc udaliśmy się w tamtym kierunku.
-Napijecie się z nami drinka? Właśnie miałem robić.
Spojrzałam na Zayna i już miałam podziękować kiedy on mnie uprzedził.
-Oczywiście! Boże,brakowało mi alkoholu.-uśmiechnął się do Nialla a ten zmrużył brew.
-Akurat!

-Co masz na myśli,Niall?-spytałam a Zayn wybałuszył oczy i nieudolnie pokazał mu aby nie otwierał ust.
-Oooch,a więc Mary nic nie wie,tak? Przykro mi Mary,ale nie mogę Ci powiedzieć,że Zayn podczas twojej nieobecności niekiedy wyskakiwał do baru.Z naciskiem na niekiedy.-uśmiechnął się szeroko i wybuchając śmiechem pobiegł do kuchni.Oparłam ręce na biodrach.
-Chcesz mi coś powiedzieć,Zayn?
-To było..ee raz za czas...nie miałem co robić sam...dzieci czasem zabierała Danielle,albo Eleanor...
-A więc wciskałeś je pod opiekę naszych przyjaciół,hm?
-Niee,to nie tak...oni sami proponowali że się nimi trochę zaopiekują..Nie ma to jak kobieca ręka,nie?-wyszczerzył zęby.
-Myślę,że Liam,Louis i Harry obraziliby się gdyby usłyszeli,że nazywasz ich pracę kobiecą ręką!-zawołał z kuchni Niall a Zayn nabrał powietrza.
-Może ty się już zamkniesz i przygotujesz te drinki,co?!-warknął.-Mary co się stało to się nie odstanie...
-Jaasne.-skrzyżowałam ręce na piersi,ale po chwili się uśmiechnęłam.
Po godzinie dołączyła do nas reszta bandu (z wyjątkiem Harry'ego,który był u Lizzie w Watford) wraz z Eleanor i Danielle.

No cóż...jeśli ktoś tęsknił za rozdziałem na steal,z naciskiem na jeśli xDD to przepraszam,że dopiero teraz.Nie będę już się rozpisywać tylko powiem:
kłótni i godzenia, łez i uśmiechów. I mimo, że jest ciężko i ma się dość,
nie poddajesz się, bo wiesz że z Tą osobą jesteś szczęśliwszy niż z
kimkolwiek innym.*
I tak też było.Wszystko dobrze,chociaż nie do końca w to wierzyłam.Gdy wysiadłyśmy z taksówki,Meggie złapała mnie za dłoń i pociągnęła za sobą w kierunku swojego domu.Lodowata ręka cała się trzęsła,wargi były lekko sinawe,a wzrok pełen strachu.Taak,okropnie się bała,a najgorsze było to,że ja nie wiedziałam jak jej pomóc.Stanęła przed drzwiami i spojrzała na mnie.
-Dasz radę.-zapewniłam ją.-Zobaczysz,bądź silna.
Kiwnęła głową i zapukała oddychając głęboko.Naszych uszu dobiegły czyjeś kroki,a po chwili drzwi uchyliły się a w nich zobaczyłyśmy sylwetkę Nialla.
Stał chwilę wpatrując się w swoją żonę po czym jednym,obojętnym gestem zaprosił ją do środka.Gdy przyjaciółka wtargała się ze swoim bagażem,bez słowa podeszłam do blondyna,przytuliłam go i szepnęłam: Zrobiłam co mogłam,teraz wasza kolej.
Pocałował mnie w czoło i zamknął drzwi,a ja...ja wzdychając zwróciłam oczy ku niebu,z którego powoli zaczynały spadać krople deszczu.
I wtedy doszło do mnie,że nie mam mojego bagażu.
-Fuck!-przeklęłam głośno i szybko złapałam za telefon dzwoniąc po taksówkę i modląc się aby mój kierowca szybko się znalazł.Jednak nie było tak łatwo jak oczekiwałam; musiałam stawić się w biurze taksówek w centrum Londynu,a następnie czekać dobre dwie godziny aż mój taksówkarz wróci na przerwę.Gdy wreszcie do tego doszło postanowiłam,że zadzwonię tym razem po jednego z przyjaciół z ochrony i w nieco bezpieczniejszy sposób wrócę do domu.
Po dwudziestu minutach,włączając w to korki,wysiadłam z samochodu i pomachałam odjeżdżającemu Prestonowi.Chwilę potem zauważyłam dym papierosowy unoszący się w powietrzu.Spoglądnęłam w prawo i ujrzałam Zayna siedzącego na schodkach przed domem.
W momencie poczułam mocne szarpnięcie w okolicy serca.Jakby...jakby wyrywało się ono w jego kierunku,jakby...tęskniło.Zrobiłam kilka niepewnych kroków pchając za sobą walizkę i wtedy ON podniósł swój wzrok.Myślałam,że z wyrzutem zacznie wykrzykiwać jak mogłam zostawić go samego z dziećmi bez słowa pożegnania,dlaczego jestem taka nie dojrzała,dlaczego mu to zrobiłam,ale on po prostu wstał i podbiegł do mnie biorąc w ramiona i mocno przyciskając do klatki piersiowej.
Z zaskoczenia,smutku,radości i z TĘSKNOTY wypuściłam z oczu łzy,zawiesiłam się na jego szyi i tak pozostałam przez kilka kolejnych minut,po prostu ciesząc się chwilą.
-Błagam,nie zostawiaj mnie więcej w tak brutalny sposób.-szepnął mi do ucha ściskając jeszcze mocniej.Tylko w jego uścisku czułam się tak bezpiecznie jak nigdzie indziej.
-Obiecuję.-odszepnęłam.-Przepraszam,Zayn.
-Zapomnijmy o tym,kochanie.-otarł łzy z moich policzków i pocałował w wilgotne od płaczu usta.-Moja mała Mary,wiecznie troszcząca się o innych.-zachichotał.-Jesteś niesamowita.Plan się powiódł?
-Sama nie wiem...-westchnęłam.-Obydwoje bardzo to przeżywają.
-Kochają się,to najważniejsze.Miłość zrobi swoje...
Chwycił moją dłoń,zabrał walizkę i trzymając mocno u swego boku zaprowadził do domu.Było tam dziwnie cicho i spokojnie,gdzieniegdzie plątały się rzeczy Zayna i dzieciaków.No właśnie...
-Gdzie są dzieci?
-Lizzie zabrała je na kilka dni do siebie.-powiedział i jeszcze raz przytulił.
-Dlaczego?
-No bo...-zawahał się.-Ostatnio źle znosiłem brak twojej obecności i nie byłem zbyt dobrym ojcem.
-Zaczynam się bać.-wyznałam szczerze.
-Nie nie,nie zrozum mnie źle!-zawołał szybko-Nie wyżywałem się na nich fizycznie ani psychicznie.-uśmiechnął się delikatnie.-Po prostu poświęcałem im mniej czasu niż tego wymagali.
Oparłam się o poręcz od schodów i spojrzałam na niego.
-Co jest?
-To wszystko moja wina.Zaczęło się ode mnie,bo wyjechałam..dzieci niczemu winne zostały bez matki,a teraz jeszcze bez ojca.-Przez chwilę poczułam jakbym mówiła to co wyznawała mi Meggie i poczułam się jeszcze głupiej,o ile było to możliwe.
-Mary...
-Nie,nie winię Ciebie Zayn,jak mówię to...
-Daj spokój,ok? Liczy się to,że już wróciłaś.
-Lizzie wzięła je trzy dni temu a zgodnie z planem ma z nimi wrócić jutro co oznacza,że mamy wieczór...-poprawił kosmyk moich włosów.-.. całą noc...-delikatnie musnął ustami moją szyję.-..i ranek dla siebie.-szepnął,a ja uśmiechnęłam się.-Mamusi i tatusiowi też się coś należy,prawda?
-No prawda prawda.-zawiesiłam ręce na jego szyi a on wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.
Położył mnie na łóżku i jednym ruchem ściągnął ze mnie koszulkę.
-Czekaj...-powstrzymałam go.-Myślałam,że miałeś na myśli przygotowanie mi gorącej kąpieli.Z bąbelkami,płatkami róż,kieliszkiem czerwonego wina...-zaczęłam wyliczać a on pochylony nade mną uniósł brew.Widząc jego zdezorientowaną minę wybuchnęłam śmiechem.
-Osz ty...tak się bawisz?-uśmiechnął się i zaczął rozbierać mnie coraz zachłanniej a w jego oczach ujrzałam iskierki.Przez chwilę przypomniał mi dawnego Zayna,ale patrząc z perspektywy czasu nic się nie zmienił.Nie opierając mu się dłużej ściągnęłam z niego koszulkę,a on zatopił się w moich włosach.
-Stęskniłem się za tobą i za zapachem twojego ciała.-szepnął mi do ucha.

Rankiem obudziło mnie ostre słońce przedzierające się przez niezasłonięte okna.Uchyliłam lekko powieki i szukałam wzrokiem mojego męża,ale Zayna nigdzie nie było.Rozciągając się zwlekłam się z łóżka i zarzucając na siebie satynowy szlafrok zeszłam do kuchni,skąd dochodził mnie piękny zapach.
-Stęskniłam się za twoimi śniadankami.-powiedziałam podchodząc do mulata i obejmując go od tyłu.
-Grazie seniorita.Lizzie dzwoniła.
-I co mówiła?-spytałam siadając przy stole.
-Że Harry przywiezie ich wieczorem.
-Harry?-powtórzyłam zdziwiona.-A czemu on?
-Bo przyjechał do niej przed chwilą i gdy będzie wracał do Londynu to przy okazji ich podrzuci,a ona na tym zaoszczędzi paliwa.-zaśmiał się i podał mi talerz.

-Mmm smakowicie wygląda.-przyznałam,a on postawił obok mnie drugi talerzyk na widok którego zachichotałam.-Jakie to słodkie! Dziękuuję.-pocałowałam go w policzek i jeszcze raz spojrzałam na tosty.

-Dżem nie chciał współpracować tak jak masło orzechowe,które uwielbiasz,ale wiedz,że się starałem.-powiedział udając powagę.
-Doceniam Pańskie starania,Panie Malik.-uścisnęłam mu dłoń.
-Zaiste to,dziękuję Pani Malik.
Po śniadaniu przywróciłam się do porządku.Wchodząc do sypialni już całkowicie ubrana (strój) zastałam Zayna,który nadal był w samych bokserkach.
-Nudzi mi się!-zawołał.
-Dokładnie wiem co powinniśmy zrobić.-mrugnęłam i popchałam go na łóżko,a on uśmiechnął się szeroko.W momencie rzuciłam na poduszki Monopoly,a on zrobił zdziwioną minę.
-No a o czym ty myślałeś,kochanie?
Śmiejąc się złapał mnie w pasie i zrzucił na siebie całując zachłannie.
-Uspokój się,Malik bo dopiero co zrobiłam sobie makijaż.-podniosłam się z uśmiechem,a on obserwował mnie podpierając się na łokciu.
-I tak piękniejsza jesteś bez niego.Taka..natural.
-Sranie w banie.Ubierz się i może chodźmy do Horanów,co? Nie wiemy czy się dogadali,czy pozabijali...-na to drugie aż mnie otrzepało.
-Nie widziałem żadnego FBI pod naszym domem.-ruszył w kierunku łazienki.
-Bo byłeś w nocy zajęty czymś innym!-zawołałam za nim i usłyszałam jego cichy śmiech zza drzwi.
Po pół godzinie wreszcie zszedł na dół i przegadując się ruszyliśmy do apartamentu Horanów,który mieścił się naprzeciwko apartamentu Malików.Zanim zapukaliśmy Zayn przyłożył ucho do drzwi nasłuchując.
-Nie słyszę tłuczonego szkła.
-Przestań.-zachichotałam i zapukałam.Po chwili drzwi otworzył nam nie kto inny jak uśmiechnięty blondyn.
-No no no,Horanisko nareszcie się uśmiecha!
-Coś chyba jesteś dziś w za dobrym humorze,Malik.-zauważył i uściskał go.-Chyba wiem czyja to sprawka.-zerknął na mnie i jak zwykle ucałował mnie.-Wejdźcie.
Zaprosił nas do środka.Z tarasu dochodziły nas głosy Meggie i Suzie więc udaliśmy się w tamtym kierunku.
-Napijecie się z nami drinka? Właśnie miałem robić.
Spojrzałam na Zayna i już miałam podziękować kiedy on mnie uprzedził.
-Oczywiście! Boże,brakowało mi alkoholu.-uśmiechnął się do Nialla a ten zmrużył brew.
-Akurat!

-Co masz na myśli,Niall?-spytałam a Zayn wybałuszył oczy i nieudolnie pokazał mu aby nie otwierał ust.
-Oooch,a więc Mary nic nie wie,tak? Przykro mi Mary,ale nie mogę Ci powiedzieć,że Zayn podczas twojej nieobecności niekiedy wyskakiwał do baru.Z naciskiem na niekiedy.-uśmiechnął się szeroko i wybuchając śmiechem pobiegł do kuchni.Oparłam ręce na biodrach.
-Chcesz mi coś powiedzieć,Zayn?
-To było..ee raz za czas...nie miałem co robić sam...dzieci czasem zabierała Danielle,albo Eleanor...
-A więc wciskałeś je pod opiekę naszych przyjaciół,hm?
-Niee,to nie tak...oni sami proponowali że się nimi trochę zaopiekują..Nie ma to jak kobieca ręka,nie?-wyszczerzył zęby.
-Myślę,że Liam,Louis i Harry obraziliby się gdyby usłyszeli,że nazywasz ich pracę kobiecą ręką!-zawołał z kuchni Niall a Zayn nabrał powietrza.
-Może ty się już zamkniesz i przygotujesz te drinki,co?!-warknął.-Mary co się stało to się nie odstanie...
-Jaasne.-skrzyżowałam ręce na piersi,ale po chwili się uśmiechnęłam.
Po godzinie dołączyła do nas reszta bandu (z wyjątkiem Harry'ego,który był u Lizzie w Watford) wraz z Eleanor i Danielle.

No cóż...jeśli ktoś tęsknił za rozdziałem na steal,z naciskiem na jeśli xDD to przepraszam,że dopiero teraz.Nie będę już się rozpisywać tylko powiem:
czwartek, 29 listopada 2012
5 i Liebster Award.
Ciao :) Zanim będziecie mogli przeczytać rozdział,na sam początek muszę ogłosić,że zostałam nominowana i to dwukrotnie (za to wielkie dzięki) do Liebster Award,przez Mrs.Horan i Milly :)
Nominacja ta jest otrzymana od innego bloggera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'.Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,która Cię nominowała.Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.Nie wolno nominować bloga,który Cię nominował. (c) http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com/
A więc:
1.Od jak dawna jesteś Directionerką?
~Myślę,że będzie coś koło półtora roku.
2.Lubisz pisać bloga? Dlaczego?
~Bardzo lubię,bo wtedy zapominam o wszystkim co mnie trapi :)
3.Za co kochasz 1D?
~Pokochałam ich za tych przezabawnych,wariackich i jedynych w swoim rodzaju chłopców z X-Factor'a.
4.Ulubiona piosenka z TMH i UAN.
~Hmm...trudno powiedzieć.Z UAN może Stole My Heart i One Thing,a z TMH jak narazie Little Things.
5.Którego z chłopaków lubisz najbardziej?
~Ich nie da się lubić mniej i bardziej,ale w swoich marzeniach zawsze zaczynałam od Zayna :D
6.Jakie jest twoje największe marzenie?
~Znaleźć TĄ jedną,prawdziwą miłość.
7.Ile masz lat?
~W lutym dobije 17.
8.Co sądzisz o hejtowaniu dziewczyn 1D?
~Sądzę,że to okropna rzecz,oceniać innych jeśli nie zna się ich osobiście.
9.Prowadzisz fanpage o 1D?
~Nie.Bardzo chciałam,ale nie mam na to czasu.
10.Byłaś kiedyś w Londynie?
~Ciałem niestety nie,ale duszą i myślą jestem tam na co dzień :)
11.Czytasz mojego bloga? (http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com)
~Zaczęłam czytać,ale nie zawsze mam kiedy ;)
1.Czy należysz jeszcze do jakichś innych fandomów?
~Tak,jestem PotterHead :D + fanka Vampire Diaries
2.Dobrze się uczysz?
~Och...przeciętnie.Najlepiej idzie mi angielski ;)
3.Co lubisz robić w wolnym czasie?
~Spotykać się ze znajomymi,trochę odpoczywać.
4.Masz jakiegoś zwierzaka?
~Tak,suczkę rasy york,Bajkę.
5.Masz jakieś marzenie?
~Mam mnóstwo marzeń! :]
6.Pamiętasz pierwsze 'spotkanie' z One Direction?
~Oczywiście.Pierwszy raz zetknęłam się z nimi na tumblrze jednej fanki.
7.Ulubiona książka lub film?
~Seria ''Harry Potter''
8.Masz rodzeństwo?
~Si,starszą siostrę i brata.
9.Słuchasz jeszcze innej muzyki oprócz 1D?
~Jasne,nie zamykam się tylko na jednym gatunku.Oprócz nich uwielbiam Florence,McFly,Brathanki,Happysad i mnóóstwo innych zespołów.
10.Który z 1D jest twoim faworytem?
~Patrz tu: Ich nie da się lubić mniej i bardziej,ale w swoich marzeniach zawsze zaczynałam od Zayna :D
Nominuję blogi:
http://live-while-you-are-young.blogspot.com/
http://i-swear-on-my-life.blogspot.com/
http://littlethingshx.blogspot.com/
http://i-can-be-your-shelter.blogspot.com/
http://wanna-save-your-heart-tonight.blogspot.com/
http://i-wanna-be-drunk-with1d.blogspot.com/
http://you-can-count-on-me-lila.blogspot.com/
http://giveyourhearta1d.blogspot.com/
http://thisismyparadisebitch.blogspot.com/
http://dont-leave-tonight-stay.blogspot.com/
http://spotkanie-po-koncercie-1d.blogspot.com/
Moje pytania:
1.Opisz w kilku słowach w jaki sposób stałaś się Directionerką.
2.Jakie zdanie o twojej miłości do 1D mają twoi przyjaciele?
3.Kim pragniesz zostać w przyszłości? :)
4.Masz chłopaka? Jeśli tak to co on sądzi o twoim zamiłowaniu? (patrz pkt.2)
5.Wolałabyś: romantyczną kolację z Liamem czy piknik w parku z Niallem?
6.Wolałabyś: wejściówkę na koncert w Polsce czy rozmowę z chłopcami przez skype?
7.Do której chodzisz klasy?
8.Uważasz,że chłopcy się zmienili,jeśli tak to dlaczego?
9.Pamiętasz dobrze czasy x-factora?
10.Marchewki czy twixy? ^^
11.Wyobraź sobie,że masz TYLKO JEDNO ZDANIE,które możesz powiedzieć chłopcom do telefonu.Ale tylko jedno.Co byś im powiedziała?
Uff,nareszcie.Dziękuję jeszcze raz za nominację,to kochana gra :D A teraz zapraszam na niewielki rozdział.
może wszystko to, co było między nami zgasło, może nie damy sobie drugiej szansy,
tak jak nie zapalimy dwa razy tej samej zapałki. może..
a może właśnie za jakiś czas znów będziemy budować wszystko od podstaw,
poznawać siebie na nowo, już jako innych ludzi. może gdy się zmienimy,
nie będziemy już w pełni siebie akceptować. będzie nas różniło coraz więcej rzeczy.
może wtedy stwierdzimy, że już do siebie nie pasujemy, że nie jesteśmy jak rodzeństwo,
że to wszystko przepadło.
-Meggie...Meggie,kochanie,co się stało?-podeszłam do niej,a ona powoli utuliła się we mnie.
-On...Jego głos...tak cudownie było go znowu usłyszeć...
-Więc dlaczego płaczesz?
Odwróciła się w momencie zadania tego pytania.Pomału opadła na najbliższy fotel i zamknęła twarz w dłoniach.Pociągnęła rozpaczliwie nosem.
-Nienawidzi mnie.
-Och...-poczułam jak coś ciężkiego opada mi na serce.To niemożliwe.Nie Niall! Podejrzewałabym wszystkich,ale nie Niall'a.
-Nienawidzi mnie,rozumiesz?-wyszeptała.-Zostawiłam go i teraz mnie nienawidzi...
-Ale..niee,Meggie,musiałaś go źle zrozumieć..
-Źle zrozumieć? ''Poważnie,Meggie? Zostawiasz mnie samego z naszym małym dzieckiem,bez słowa pożegnania.Przez kilka tygodni nie odzywasz się,nie dajesz znaku życia...Ja już nie mówię o sobie,ale do cholery,ty masz córkę!-tu przerwała i wybuchnęła płaczem.Po chwili kontynuowała: ,,Naprawdę myślisz,że dzwoniąc po tylu dniach twojej nieobecności przy mnie i przy Suzie,po tym jednym telefonie powiem Ci,że tak naprawdę nic się nie stało? Stało się.Nie wyobrażasz sobie jak mocno przeżywałem każdy dzień,każdą noc...wciąż złudnie mając nadzieję,że otworzysz drzwi z hukiem,a potem z uśmiechem na twarzy położysz zakupy...-tu wzięła głęboki oddech.-Dzisiaj już na to nie liczyłem.Dzisiaj jest mi po prostu przykro''.-dokończyła i zalała się łzami na dobre.
Uspokoiła się choć trochę.Przestała się trząść i mieć niespokojne drgawki,gdy skulona zaczęła wpatrywać się w kominek.Zaparzając gorącą herbatę zdałam sobie sprawę,że tak naprawdę ja wcale nie byłam lepsza.Chociaż w mniejszym stopniu...ale postąpiłam tak samo jak moja przyjaciółka.Tylko czy sensem było użalać się nad sobą? Nie mówię tu o Meggie..ona jednak ma gorszą sytuację.Ale ja...uspokoiłam się tym telefonem do dzieci.Jedyne czego żałuję to to,że nie porozmawiałam z Zaynem,a w głębi duszy czuję,że bardzo się tego boję.
-Proszę Meggie.-podałam jej kubek,a ta ani drgnęła.
-Nie chcę.
-Nie wygłupiaj się,dobrze Ci zrobi.-zaczekałam cierpliwie kilka minut aż się przekonała.
-Wiesz...jeszcze nie wszystko stracone.Możesz to wszystko odbudować.
-Co odbudować? Nie mam już nic...mój mąż mnie nienawidzi.
-Nnnie...nie brałam bym tego tak dosłownie...Bez względu na to co postąpiłaś,on nadal Cię kocha.To w końcu Niall Horan,a nie jakiś nastolatek zmieniający dziewczyny jak skarpetki.Wasza miłość była dla mnie wzorem,nie możesz się poddawać,słyszysz? Warto o nią powalczyć.
Nic nie odpowiedziała.Dopiero po kilku minutach usiadła i pociągnęła nosem.
-Przestraszyłam się.Przestraszyłam się tego..tego nawału odpowiedzialności.Dopiero co byłam beztroską nastolatką...-spuściła wzrok oglądając swoje dłonie i bawiąc się obrączką.-A teraz mam męża i małe dziecko.Mój świat w tak niedługim czasie odwrócił się o 180 stopni i to mnie przeraziło.
Uchwyciłam jej dłoń.
-Wiem.Wiem,że może wydawać się to straszne...nawet nie wyobrażasz ile razy ja panikowałam,mam o dwóch chuliganów więcej od Ciebie.-powiedziałam a ona się zaśmiała.-Dzwoniłam do mamy wypłakując się jej w słuchawkę,nie dawałam rady...
-Ty? Zawsze wyglądałaś na taką silną!
-Pozory.-uśmiechnęłam się blado.-Bywało nawet bardzo ciężko..i jedyną osobą,która potrafiła mnie wtedy uspokoić był Zayn.On jest o wiele lepszym rodzicem ode mnie.Potrafi zachować zimną krew kiedy sytuacja tego wymaga.I wtedy kiedy było ze mnę naprawdę źle,powiedział mi słowa dzięki którym się podniosłam.
-Co to za słowa?-spytała.
-''Rozumiem,że się boisz.Strach jest normalną rzeczą,tym bardziej strach przed odpowiedzialnością.Zostałaś matką w tak młodym wieku,to naturalne,że musisz się bać.Ale pomyśl o tym z innej strony...Nosiłaś każde z tych szkrabów pod swoim sercem przez 9 miesięcy.Pielęgnowałaś i dbałaś o siebie idealnie,mało która kobieta oczekująca dziecka,dba o siebie tak jak ty! Nie wypiłaś ani łyczka alkoholu,nie paliłaś papierosów,nie przemęczałaś się,nie piłaś kawy,dotrzymywałaś diety...mógłbym tak wymieniać bez liku.Robiłaś to wszystko i po porodzie.Nawet wtedy kiedy jedno dziecko próbowało odebrać Ci życie...pokochałaś je.A teraz pomyśl jak te maleństwa,które dopiero teraz wkraczają w wielki świat,jak to one muszą się bać.Boją się nieznanego,tego co ich czeka.Potrzebują kogoś kto pomoże im wejść w ten świat,kto pokaże im jak właściwie żyć.My jako rodzice musimy...musimy pomóc im w tym,chociaż wcale nie jesteśmy idealni.Musimy ich przestrzec żeby nie popełnili błędów,które my popełniliśmy i teraz ich żałujemy.''
Spojrzałyśmy na siebie i zaśmiałyśmy się jednocześnie przez łzy.
-Masz naprawdę MEGA MĄDREGO MĘŻA!-zawołała.
-Wiem...I ty też.
-Tak...Zayn ma rację,musimy nauczyć dzieci,żeby nie popełniły tych błędów co my.Tego błędu co ja...Suzie jest jeszcze taka mała,jak ja mogłam ją zostawić?
-Strach.-uśmiechnęłam się.-Co ty na to...żeby niedługo wrócić?
-Już? Tak szybko?
-Uważam,że Suzie już dość długo wytęskniła się za swoją mamą.Nawet najlepszy ojciec nie zastąpi jej matki,pamiętaj o tym.
-Chyba masz rację.Ale co jeśli Niall mnie nie przyjmie z powrotem? Co jeśli będzie chciał się...
-Nie.Przestań tak myśleć,na pewno będzie wszystko dobrze,zobaczysz.
Na koniec jeszcze tylko wiadomość do All: piosenki z playlisty są wykonania Florence + the machine,jedna to Shake it out a druga Kiss with a Fist.
Nominacja ta jest otrzymana od innego bloggera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'.Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,która Cię nominowała.Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.Nie wolno nominować bloga,który Cię nominował. (c) http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com/
A więc:
1.Od jak dawna jesteś Directionerką?
~Myślę,że będzie coś koło półtora roku.
2.Lubisz pisać bloga? Dlaczego?
~Bardzo lubię,bo wtedy zapominam o wszystkim co mnie trapi :)
3.Za co kochasz 1D?
~Pokochałam ich za tych przezabawnych,wariackich i jedynych w swoim rodzaju chłopców z X-Factor'a.
4.Ulubiona piosenka z TMH i UAN.
~Hmm...trudno powiedzieć.Z UAN może Stole My Heart i One Thing,a z TMH jak narazie Little Things.
5.Którego z chłopaków lubisz najbardziej?
~Ich nie da się lubić mniej i bardziej,ale w swoich marzeniach zawsze zaczynałam od Zayna :D
6.Jakie jest twoje największe marzenie?
~Znaleźć TĄ jedną,prawdziwą miłość.
7.Ile masz lat?
~W lutym dobije 17.
8.Co sądzisz o hejtowaniu dziewczyn 1D?
~Sądzę,że to okropna rzecz,oceniać innych jeśli nie zna się ich osobiście.
9.Prowadzisz fanpage o 1D?
~Nie.Bardzo chciałam,ale nie mam na to czasu.
10.Byłaś kiedyś w Londynie?
~Ciałem niestety nie,ale duszą i myślą jestem tam na co dzień :)
11.Czytasz mojego bloga? (http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com)
~Zaczęłam czytać,ale nie zawsze mam kiedy ;)
1.Czy należysz jeszcze do jakichś innych fandomów?
~Tak,jestem PotterHead :D + fanka Vampire Diaries
2.Dobrze się uczysz?
~Och...przeciętnie.Najlepiej idzie mi angielski ;)
3.Co lubisz robić w wolnym czasie?
~Spotykać się ze znajomymi,trochę odpoczywać.
4.Masz jakiegoś zwierzaka?
~Tak,suczkę rasy york,Bajkę.
5.Masz jakieś marzenie?
~Mam mnóstwo marzeń! :]
6.Pamiętasz pierwsze 'spotkanie' z One Direction?
~Oczywiście.Pierwszy raz zetknęłam się z nimi na tumblrze jednej fanki.
7.Ulubiona książka lub film?
~Seria ''Harry Potter''
8.Masz rodzeństwo?
~Si,starszą siostrę i brata.
9.Słuchasz jeszcze innej muzyki oprócz 1D?
~Jasne,nie zamykam się tylko na jednym gatunku.Oprócz nich uwielbiam Florence,McFly,Brathanki,Happysad i mnóóstwo innych zespołów.
10.Który z 1D jest twoim faworytem?
~Patrz tu: Ich nie da się lubić mniej i bardziej,ale w swoich marzeniach zawsze zaczynałam od Zayna :D
Nominuję blogi:
http://live-while-you-are-young.blogspot.com/
http://i-swear-on-my-life.blogspot.com/
http://littlethingshx.blogspot.com/
http://i-can-be-your-shelter.blogspot.com/
http://wanna-save-your-heart-tonight.blogspot.com/
http://i-wanna-be-drunk-with1d.blogspot.com/
http://you-can-count-on-me-lila.blogspot.com/
http://giveyourhearta1d.blogspot.com/
http://thisismyparadisebitch.blogspot.com/
http://dont-leave-tonight-stay.blogspot.com/
http://spotkanie-po-koncercie-1d.blogspot.com/
Moje pytania:
1.Opisz w kilku słowach w jaki sposób stałaś się Directionerką.
2.Jakie zdanie o twojej miłości do 1D mają twoi przyjaciele?
3.Kim pragniesz zostać w przyszłości? :)
4.Masz chłopaka? Jeśli tak to co on sądzi o twoim zamiłowaniu? (patrz pkt.2)
5.Wolałabyś: romantyczną kolację z Liamem czy piknik w parku z Niallem?
6.Wolałabyś: wejściówkę na koncert w Polsce czy rozmowę z chłopcami przez skype?
7.Do której chodzisz klasy?
8.Uważasz,że chłopcy się zmienili,jeśli tak to dlaczego?
9.Pamiętasz dobrze czasy x-factora?
10.Marchewki czy twixy? ^^
11.Wyobraź sobie,że masz TYLKO JEDNO ZDANIE,które możesz powiedzieć chłopcom do telefonu.Ale tylko jedno.Co byś im powiedziała?
Uff,nareszcie.Dziękuję jeszcze raz za nominację,to kochana gra :D A teraz zapraszam na niewielki rozdział.
może wszystko to, co było między nami zgasło, może nie damy sobie drugiej szansy, tak jak nie zapalimy dwa razy tej samej zapałki. może..
a może właśnie za jakiś czas znów będziemy budować wszystko od podstaw,
poznawać siebie na nowo, już jako innych ludzi. może gdy się zmienimy,
nie będziemy już w pełni siebie akceptować. będzie nas różniło coraz więcej rzeczy.
może wtedy stwierdzimy, że już do siebie nie pasujemy, że nie jesteśmy jak rodzeństwo,
że to wszystko przepadło.
-Meggie...Meggie,kochanie,co się stało?-podeszłam do niej,a ona powoli utuliła się we mnie.
-On...Jego głos...tak cudownie było go znowu usłyszeć...
-Więc dlaczego płaczesz?
Odwróciła się w momencie zadania tego pytania.Pomału opadła na najbliższy fotel i zamknęła twarz w dłoniach.Pociągnęła rozpaczliwie nosem.
-Nienawidzi mnie.
-Och...-poczułam jak coś ciężkiego opada mi na serce.To niemożliwe.Nie Niall! Podejrzewałabym wszystkich,ale nie Niall'a.
-Nienawidzi mnie,rozumiesz?-wyszeptała.-Zostawiłam go i teraz mnie nienawidzi...
-Ale..niee,Meggie,musiałaś go źle zrozumieć..
-Źle zrozumieć? ''Poważnie,Meggie? Zostawiasz mnie samego z naszym małym dzieckiem,bez słowa pożegnania.Przez kilka tygodni nie odzywasz się,nie dajesz znaku życia...Ja już nie mówię o sobie,ale do cholery,ty masz córkę!-tu przerwała i wybuchnęła płaczem.Po chwili kontynuowała: ,,Naprawdę myślisz,że dzwoniąc po tylu dniach twojej nieobecności przy mnie i przy Suzie,po tym jednym telefonie powiem Ci,że tak naprawdę nic się nie stało? Stało się.Nie wyobrażasz sobie jak mocno przeżywałem każdy dzień,każdą noc...wciąż złudnie mając nadzieję,że otworzysz drzwi z hukiem,a potem z uśmiechem na twarzy położysz zakupy...-tu wzięła głęboki oddech.-Dzisiaj już na to nie liczyłem.Dzisiaj jest mi po prostu przykro''.-dokończyła i zalała się łzami na dobre.
Uspokoiła się choć trochę.Przestała się trząść i mieć niespokojne drgawki,gdy skulona zaczęła wpatrywać się w kominek.Zaparzając gorącą herbatę zdałam sobie sprawę,że tak naprawdę ja wcale nie byłam lepsza.Chociaż w mniejszym stopniu...ale postąpiłam tak samo jak moja przyjaciółka.Tylko czy sensem było użalać się nad sobą? Nie mówię tu o Meggie..ona jednak ma gorszą sytuację.Ale ja...uspokoiłam się tym telefonem do dzieci.Jedyne czego żałuję to to,że nie porozmawiałam z Zaynem,a w głębi duszy czuję,że bardzo się tego boję.
-Proszę Meggie.-podałam jej kubek,a ta ani drgnęła.
-Nie chcę.
-Nie wygłupiaj się,dobrze Ci zrobi.-zaczekałam cierpliwie kilka minut aż się przekonała.
-Wiesz...jeszcze nie wszystko stracone.Możesz to wszystko odbudować.
-Co odbudować? Nie mam już nic...mój mąż mnie nienawidzi.
-Nnnie...nie brałam bym tego tak dosłownie...Bez względu na to co postąpiłaś,on nadal Cię kocha.To w końcu Niall Horan,a nie jakiś nastolatek zmieniający dziewczyny jak skarpetki.Wasza miłość była dla mnie wzorem,nie możesz się poddawać,słyszysz? Warto o nią powalczyć.
Nic nie odpowiedziała.Dopiero po kilku minutach usiadła i pociągnęła nosem.
-Przestraszyłam się.Przestraszyłam się tego..tego nawału odpowiedzialności.Dopiero co byłam beztroską nastolatką...-spuściła wzrok oglądając swoje dłonie i bawiąc się obrączką.-A teraz mam męża i małe dziecko.Mój świat w tak niedługim czasie odwrócił się o 180 stopni i to mnie przeraziło.
Uchwyciłam jej dłoń.
-Wiem.Wiem,że może wydawać się to straszne...nawet nie wyobrażasz ile razy ja panikowałam,mam o dwóch chuliganów więcej od Ciebie.-powiedziałam a ona się zaśmiała.-Dzwoniłam do mamy wypłakując się jej w słuchawkę,nie dawałam rady...
-Ty? Zawsze wyglądałaś na taką silną!
-Pozory.-uśmiechnęłam się blado.-Bywało nawet bardzo ciężko..i jedyną osobą,która potrafiła mnie wtedy uspokoić był Zayn.On jest o wiele lepszym rodzicem ode mnie.Potrafi zachować zimną krew kiedy sytuacja tego wymaga.I wtedy kiedy było ze mnę naprawdę źle,powiedział mi słowa dzięki którym się podniosłam.
-Co to za słowa?-spytała.
-''Rozumiem,że się boisz.Strach jest normalną rzeczą,tym bardziej strach przed odpowiedzialnością.Zostałaś matką w tak młodym wieku,to naturalne,że musisz się bać.Ale pomyśl o tym z innej strony...Nosiłaś każde z tych szkrabów pod swoim sercem przez 9 miesięcy.Pielęgnowałaś i dbałaś o siebie idealnie,mało która kobieta oczekująca dziecka,dba o siebie tak jak ty! Nie wypiłaś ani łyczka alkoholu,nie paliłaś papierosów,nie przemęczałaś się,nie piłaś kawy,dotrzymywałaś diety...mógłbym tak wymieniać bez liku.Robiłaś to wszystko i po porodzie.Nawet wtedy kiedy jedno dziecko próbowało odebrać Ci życie...pokochałaś je.A teraz pomyśl jak te maleństwa,które dopiero teraz wkraczają w wielki świat,jak to one muszą się bać.Boją się nieznanego,tego co ich czeka.Potrzebują kogoś kto pomoże im wejść w ten świat,kto pokaże im jak właściwie żyć.My jako rodzice musimy...musimy pomóc im w tym,chociaż wcale nie jesteśmy idealni.Musimy ich przestrzec żeby nie popełnili błędów,które my popełniliśmy i teraz ich żałujemy.''
Spojrzałyśmy na siebie i zaśmiałyśmy się jednocześnie przez łzy.
-Masz naprawdę MEGA MĄDREGO MĘŻA!-zawołała.
-Wiem...I ty też.
-Tak...Zayn ma rację,musimy nauczyć dzieci,żeby nie popełniły tych błędów co my.Tego błędu co ja...Suzie jest jeszcze taka mała,jak ja mogłam ją zostawić?
-Strach.-uśmiechnęłam się.-Co ty na to...żeby niedługo wrócić?
-Już? Tak szybko?
-Uważam,że Suzie już dość długo wytęskniła się za swoją mamą.Nawet najlepszy ojciec nie zastąpi jej matki,pamiętaj o tym.
-Chyba masz rację.Ale co jeśli Niall mnie nie przyjmie z powrotem? Co jeśli będzie chciał się...
-Nie.Przestań tak myśleć,na pewno będzie wszystko dobrze,zobaczysz.

Na koniec jeszcze tylko wiadomość do All: piosenki z playlisty są wykonania Florence + the machine,jedna to Shake it out a druga Kiss with a Fist.
sobota, 3 listopada 2012
4.
O najważniejszych sprawach najtrudniej opowiedzieć.Najważniejsze sprawy leżą zbyt blisko najskrytszego miejsca twej duszy.
Taki czas,kiedy byłyśmy całkowicie same,z dala od codziennych problemów,był nam potrzebny.Nie tylko Meggie,która zagubiła się w swoim idealnym świecie,ale też mnie...Ja też w pewnym sensie się zagubiłam.Choć nie do końca wiedziałam jak mam się odnaleźć i co jest w tym wszystkim moją metą.
Przegadałyśmy razem pół nocy po czym zmęczone zasnęłyśmy na kanapie objęte jak za dawnych czasów,kiedy mieszkałyśmy wspólnie w Londynie.Ta noc była niezwykła.W ciągu kilku dobrych godzin byłyśmy w stanie przegadać całe nasze życie.I to niesamowite jak szybko ten czas leci,jeszcze przed chwilą urządzałyśmy ten salon,malowałyśmy te ściany,przestawiałyśmy meble...
Obudziłam się w dość drastyczny sposób,bo popchnięta przez kolano ''rudowłosej'' spadłam z kanapy i wylądowałam z hukiem na podłodze.
-Co sie...co jest...-mruknęła Meg podnosząc się gwałtownie.-Mary,gdzie zniknęłaś?
-Jestem...tutaj...auć..-jęknęłam i wstałam powoli ocierając głowę dłonią.-Nic się nie zmieniło,nadal okropnie się rozpychasz.
-W takim razie co ma powiedzieć Niall?-zaśmiała się a po chwili spuściła wzrok.
-Nie chcesz do niego zadzwonić? Napisać?
-Jeszcze nie jestem na to gotowa.Mogę go tym jeszcze bardziej zranić,a tego...tego chyba bym nie przeżyła.
-No dobrze!-zaklaskałam w dłonie.-Mój brzuch daje mi znać,że chętnie by coś przekąsił...jednak z bólem serca muszę to powiedzieć...lodówka jest całkowicie puściutka,w końcu nikogo tu nie było.A więc ja będę odważna i pójdę do sklepu z rozmazanym makijażem i we wczorajszych ciuchach,prosto na pożarcie fotoreporterów.Mam nadzieję,że będziesz ze mnie dumna kiedy jutro pojawi się moje zdjęcie na okładce...Wiedz,że to specjalnie dla Ciebie.-puściłam jej oczko a ona parsknęła.
-Będę się czuła nie tyle dumna jak i zaszczycona.-wygramoliła się i poprawiła poduszki.-To leć,ja w tym czasie się trochę ogarnę.-powiedziała i każda z nas udała się w swoją stronę.
Po piętnastu minutach spotkałyśmy się w kuchni i zamieniłyśmy rolami.Ja poszłam się umyć,a Meg zabrała się za przygotowanie śniadania.
-Masz na dzisiaj jakieś plany?-spytała mnie kiedy pozmywałyśmy i wyłożone przed telewizorem oglądałyśmy poranne wiadomości.(strój Meg)
-Chętnie trochę bym się powygłupiała.-przyznałam i nie musiałam długo czekać na jej odpowiedź.(strój Mary)
Przegadałyśmy razem pół nocy po czym zmęczone zasnęłyśmy na kanapie objęte jak za dawnych czasów,kiedy mieszkałyśmy wspólnie w Londynie.Ta noc była niezwykła.W ciągu kilku dobrych godzin byłyśmy w stanie przegadać całe nasze życie.I to niesamowite jak szybko ten czas leci,jeszcze przed chwilą urządzałyśmy ten salon,malowałyśmy te ściany,przestawiałyśmy meble...
Obudziłam się w dość drastyczny sposób,bo popchnięta przez kolano ''rudowłosej'' spadłam z kanapy i wylądowałam z hukiem na podłodze.
-Co sie...co jest...-mruknęła Meg podnosząc się gwałtownie.-Mary,gdzie zniknęłaś?
-Jestem...tutaj...auć..-jęknęłam i wstałam powoli ocierając głowę dłonią.-Nic się nie zmieniło,nadal okropnie się rozpychasz.
-W takim razie co ma powiedzieć Niall?-zaśmiała się a po chwili spuściła wzrok.
-Nie chcesz do niego zadzwonić? Napisać?
-Jeszcze nie jestem na to gotowa.Mogę go tym jeszcze bardziej zranić,a tego...tego chyba bym nie przeżyła.
-No dobrze!-zaklaskałam w dłonie.-Mój brzuch daje mi znać,że chętnie by coś przekąsił...jednak z bólem serca muszę to powiedzieć...lodówka jest całkowicie puściutka,w końcu nikogo tu nie było.A więc ja będę odważna i pójdę do sklepu z rozmazanym makijażem i we wczorajszych ciuchach,prosto na pożarcie fotoreporterów.Mam nadzieję,że będziesz ze mnie dumna kiedy jutro pojawi się moje zdjęcie na okładce...Wiedz,że to specjalnie dla Ciebie.-puściłam jej oczko a ona parsknęła.
-Będę się czuła nie tyle dumna jak i zaszczycona.-wygramoliła się i poprawiła poduszki.-To leć,ja w tym czasie się trochę ogarnę.-powiedziała i każda z nas udała się w swoją stronę.
Po piętnastu minutach spotkałyśmy się w kuchni i zamieniłyśmy rolami.Ja poszłam się umyć,a Meg zabrała się za przygotowanie śniadania.
-Masz na dzisiaj jakieś plany?-spytała mnie kiedy pozmywałyśmy i wyłożone przed telewizorem oglądałyśmy poranne wiadomości.(strój Meg)
-Chętnie trochę bym się powygłupiała.-przyznałam i nie musiałam długo czekać na jej odpowiedź.(strój Mary)
Rozpoczęłyśmy od całkowicie szalonego karaoke.Choć żadna z nas nie śpiewała nadzwyczajnie to i tak świetnie się bawiłyśmy,a to było najważniejsze.Tak samo było i z tańcem,choć to,muszę skromnie przyznać,wychodziło nam całkiem całkiem.Pamiętam,że jako mała dziewczynka pragnęłam zapisać się na lekcje tańca.Baletu,tańca nowoczesnego,towarzyskiego...cokolwiek! Jednak moja mama powiedziała,że to wielka strata czasu i pieniędzy i sama zabrała się za nauczanie mnie,rzecz jasna tańców hinduskich.
Gdy to wspomniałam,nastąpiło przekazanie pałeczki dla Meggie.
-Jak ty to robisz?! To jakieś niezwykłe,ja tak nie umiem!
-Musisz tak...no...cholera,nie wiem czemu Ci to nie wychodzi.-podrapałam się po głowie i zmęczona opadłam na poduszki.Rozglądnęłam się po salonie.Wszędzie panowała niesamowita atmosfera...Ciemną noc przysłaniały kolorowe zasłony,w głośnikach rozbrzmiewała bollywoodzka muzyka,a światło wydobywało się jedynie od kilkunastu pachnących,kolorowych świeczek.
-Może po prostu masz to w genach.Ja nie jestem nadzwyczajna,tak jak ty...Jestem zwykłym,bladym,rudzielcem.-klapnęła obok mnie.
-Małe sprostowanie; nie jesteś już rudzielcem.-zauważyłam.-Po za tym jesteś niezwykła! W końcu jesteś moją przyjaciółką,musisz taka być.-poruszałam zabawnie brwiami a ona się rozchmurzyła.-Robisz przecudowne zdjęcia,masz kochającego męża....-tu wciągnęłam powietrze.-i przepiękną córeczkę,która na pewno teraz za tobą tęskni.
Meggie zastanowiła się chwilę po czym chwyciła za telefon,przytuliła mnie i wyszła na taras.A ja westchnęłam.Westchnęłam z...bezradności? Siedziałam kilka minut wpatrując się tępo w jedną ze świeczek i doszłam do wniosku,że muszę być rozsądna.Przekonywałam Meg żeby odezwała się do Nialla,a sama zostawiłam swoją rodzinę bez żadnego słowa pożegnania.Przyłożyłam komórkę do ucha.Moje połączenie zostało odebrane już po pierwszym sygnale.
-Mama? Mamo,to ty?-po drugiej stronie słuchawki rozbrzmiał mnie głos Anjali.Można było w nim wyczuć mnóstwo nadziei.I wtedy uświadomiłam sobie jaką okropną byłam matką.
-Tak,słoneczko,to ja.-odpowiedziałam pociągając nosem.
-Jak mogłaś nas tak zostawić! Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknimy!
-Uwierz mi,że ja tęsknie za wami sto razy mocniej.Przepraszam,ale musiałam...obiecuję,że jakoś wam to wynagrodzę kiedy wrócę,zgoda?
-A kiedy to będzie? Auuć...Harry,spadaj,ja rozmawiam z mamą!
-Teraz moja kolej!-usłyszałam głos syna i od razu się zaśmiałam.Znowu się kłócili.
-Anjali,kochanie,może ustawisz na głośnomówiący? Chciałabym porozmawiać z wami obojga.
-Jak to się ustawia...-jęknęła.
-Daj,ja to zrobię.
-Nie! Ja sama...
-Ale źle to robisz! Anja...Anjali,to nie ten! Oddawaj!
Musiałam odczekać dobre trzy minuty kiedy w końcu przestali się sprzeczać.Przez ten czas nie mogłam powstrzymać się od śmiechu połączonego z łzami.
-To mamo,kiedy wracasz?-spytał Harry.
-Nie mogę dokładnie powiedzieć,ale postaram się jak najszybciej.
-Wyjechałaś do pracy? Nagrywasz jakiś film?
-Nie,Anjali...Razem z ciocią Meggie miałyśmy bardzo pilną sprawę,wiesz?
-Czyli ciocia jest z tobą? Dzięki Bogu! My wszyscy tak się o nią martwiliśmy!
-Nooo! Jedynie Wujek Liam i Ciocia Danielle mówią,że wszystko jest w porządku.A nawet sam wujek Niall chodzi przybity,więc musi być coś...
-Siedź Cicho,Harry! Miałeś tego nie mówić!-syknęła Anjali i znowu zaczęła się kłótnia.
-A jak tam Naina?!-zawołałam przekrzykując ich przez co się uciszyli.-i...i wasz tata?
-Naina w porządku,ciągle śpi,je i bawi się z ciocią Lizzie.Czyli standard.-powiedziała Anjali.
-A tata chodzi ciągle zamyślony i mamy wrażenie jakby go nie było.Chyba musi bardzo za tobą tęsknić.
Słowa Harry'ego przysporzyły mnie o dziwne poczucie winy.Po kilku minutach przekonań,że nie zapomnę odezwać się do nich jutro,pożegnałam się bo do pokoju wróciła Meggie.Jej wyraz twarzy był nijaki.Na początku się uśmiechnęła,a potem...a potem niespodziewanie wybuchnęła płaczem.
Gdy to wspomniałam,nastąpiło przekazanie pałeczki dla Meggie.
-Jak ty to robisz?! To jakieś niezwykłe,ja tak nie umiem!
-Musisz tak...no...cholera,nie wiem czemu Ci to nie wychodzi.-podrapałam się po głowie i zmęczona opadłam na poduszki.Rozglądnęłam się po salonie.Wszędzie panowała niesamowita atmosfera...Ciemną noc przysłaniały kolorowe zasłony,w głośnikach rozbrzmiewała bollywoodzka muzyka,a światło wydobywało się jedynie od kilkunastu pachnących,kolorowych świeczek.
-Może po prostu masz to w genach.Ja nie jestem nadzwyczajna,tak jak ty...Jestem zwykłym,bladym,rudzielcem.-klapnęła obok mnie.
-Małe sprostowanie; nie jesteś już rudzielcem.-zauważyłam.-Po za tym jesteś niezwykła! W końcu jesteś moją przyjaciółką,musisz taka być.-poruszałam zabawnie brwiami a ona się rozchmurzyła.-Robisz przecudowne zdjęcia,masz kochającego męża....-tu wciągnęłam powietrze.-i przepiękną córeczkę,która na pewno teraz za tobą tęskni.
Meggie zastanowiła się chwilę po czym chwyciła za telefon,przytuliła mnie i wyszła na taras.A ja westchnęłam.Westchnęłam z...bezradności? Siedziałam kilka minut wpatrując się tępo w jedną ze świeczek i doszłam do wniosku,że muszę być rozsądna.Przekonywałam Meg żeby odezwała się do Nialla,a sama zostawiłam swoją rodzinę bez żadnego słowa pożegnania.Przyłożyłam komórkę do ucha.Moje połączenie zostało odebrane już po pierwszym sygnale.
-Mama? Mamo,to ty?-po drugiej stronie słuchawki rozbrzmiał mnie głos Anjali.Można było w nim wyczuć mnóstwo nadziei.I wtedy uświadomiłam sobie jaką okropną byłam matką.
-Tak,słoneczko,to ja.-odpowiedziałam pociągając nosem.
-Jak mogłaś nas tak zostawić! Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknimy!
-Uwierz mi,że ja tęsknie za wami sto razy mocniej.Przepraszam,ale musiałam...obiecuję,że jakoś wam to wynagrodzę kiedy wrócę,zgoda?
-A kiedy to będzie? Auuć...Harry,spadaj,ja rozmawiam z mamą!
-Teraz moja kolej!-usłyszałam głos syna i od razu się zaśmiałam.Znowu się kłócili.
-Anjali,kochanie,może ustawisz na głośnomówiący? Chciałabym porozmawiać z wami obojga.
-Jak to się ustawia...-jęknęła.
-Daj,ja to zrobię.
-Nie! Ja sama...
-Ale źle to robisz! Anja...Anjali,to nie ten! Oddawaj!
Musiałam odczekać dobre trzy minuty kiedy w końcu przestali się sprzeczać.Przez ten czas nie mogłam powstrzymać się od śmiechu połączonego z łzami.
-To mamo,kiedy wracasz?-spytał Harry.
-Nie mogę dokładnie powiedzieć,ale postaram się jak najszybciej.
-Wyjechałaś do pracy? Nagrywasz jakiś film?
-Nie,Anjali...Razem z ciocią Meggie miałyśmy bardzo pilną sprawę,wiesz?
-Czyli ciocia jest z tobą? Dzięki Bogu! My wszyscy tak się o nią martwiliśmy!
-Nooo! Jedynie Wujek Liam i Ciocia Danielle mówią,że wszystko jest w porządku.A nawet sam wujek Niall chodzi przybity,więc musi być coś...
-Siedź Cicho,Harry! Miałeś tego nie mówić!-syknęła Anjali i znowu zaczęła się kłótnia.
-A jak tam Naina?!-zawołałam przekrzykując ich przez co się uciszyli.-i...i wasz tata?
-Naina w porządku,ciągle śpi,je i bawi się z ciocią Lizzie.Czyli standard.-powiedziała Anjali.
-A tata chodzi ciągle zamyślony i mamy wrażenie jakby go nie było.Chyba musi bardzo za tobą tęsknić.
Słowa Harry'ego przysporzyły mnie o dziwne poczucie winy.Po kilku minutach przekonań,że nie zapomnę odezwać się do nich jutro,pożegnałam się bo do pokoju wróciła Meggie.Jej wyraz twarzy był nijaki.Na początku się uśmiechnęła,a potem...a potem niespodziewanie wybuchnęła płaczem.

poniedziałek, 29 października 2012
magiczne opowiadanie.
wszystkich fanów i fanki Harryego Pottera serdecznie zapraszam na moje nowe opowiadanie,którego akcja toczy się w Hogwarcie! mam nadzieję,że część z was wpadnie :) xx
http://hogwartismyhome.blogspot.com
http://hogwartismyhome.blogspot.com
piątek, 26 października 2012
3.
Chyba się bałam. Tak to na pewno był strach. Ale czy Ty byś się nie bał? Ryzykować utratę wszystkiego,
aby zyskać coś co może ulotnić się równie szybko jak przybyło? Mam prawo się bać, każdy ma.
Nie wiem dlaczego tak zareagował...myślałam,że kto jak kto,ale on na prawdę mnie zrozumie.Tak dużo wymagałam? Nie wydaje mi się.
W każdym bądź razie,ja uważam,że dobrze zrobiłam.Może to i mnie przyda się odpoczynek od tej codzienności w której chyba sama zaczęłam się gubić...Gdy dojechałam taksówką pod dom i wysiadłam z samochodu,moją twarz uderzył świeży,orzeźwiający powiew przyniesiony z plaży.Spojrzałam w kierunku morza i uśmiechnęłam się słysząc fale obijające się o brzeg.Tak..to tu wszystko się zaczęło.
Chwyciłam walizkę w dłoń i pociągnęłam ku drzwiom.Wyciągnęłam kluczę i przekręciłam zamek w drzwiach co od razu,chodź niepozorne,połączyło się z narastającą ekscytacją.To w tym domu zakochałam się i praktycznie pod tym domem zakochiwałam się,po raz pierwszy tak naprawdę.
Przeszłam kilka kroków,postawiłam walizę w przedpokoju a sama udałam się w kierunku salonu.
-Meggie?-spytałam niepewnie z nadzieją,że rudowłosa za chwilę zmaterializuje się przede mną i zdziwiona rozdziawi usta,wypytując skąd się tu wzięłam.Po dokładnym przeszukaniu każdego kąta w domu,mogłam stwierdzić,że niestety nikogo w nim nie ma.Lekko zawiedziona położyłam się na kanapie i patrząc w sufit zaczęłam zastanawiać się.Spytacie nad czym? Nad życiem...nad życiem swoim i Zayna.Próbowałam udawać,że wszystko jest w porządku ale już od dawna odczuwałam,że coś jest nie tak.Ale nie z mojej strony,Broń Boże! Kochałam go jak nigdy,był moją jedyną miłością.Więc może to on...może po prostu już mu się znudziłam?
Tym pytaniem zakończyłam swoje rozmyślanie,gdyż mój umysł skoncentrował się na śnie,który wkrótce mnie nawiedził.Był to dziwny sen...miejsce,które było mi na pewno znane,ale była w nim jakaś osoba,której twarzy nie mogłam zapamiętać...Gdy tylko podbiegła w moją stronę,jej twarz rozmyła się i nie mogłam stwierdzić niczego,nawet jej płci.
Przebudziłam się i zabrałam za małe przywrócenie tego domu do porządku.Jak na razie było tam zimno,chłodno i nieprzyjemnie,dlatego sprzątnęłam to co tego wymagało,włączyłam telewizor,wymieniłam zasłony na kolorowe aby ocieplić pomieszczenie a przy okazji zasłoniłam je gdyż zaczynało się ściemniać.Nastawiłam wodę na herbatę,włączyłam ogrzewanie i z uśmiechem na twarzy wyłożyłam się pod kocem.Nareszcie...nareszcie mogłam pobyć trochę w samotności,bez zmartwień czy dzieci już śpią,czy Zayn w trasie jest cały i zdrowy i czy aby o czymś nie zapomniałam.Wreszcie tak jak za dawnych czasów mogłam pocieszyć się sama sobą.
Jak tylko zegar wybił 21,usłyszałam przekręcanie zamka i stukot czyichś stóp.Ktoś widząc zapalone światła i odgłos telewizora,jakby zatrzymał się na chwilę i dopiero po chwili zbliżył się do salonu z pytaniem:
-Kto tu jest?
I mnie zrobiło się lżej na sercu,kiedy usłyszałam głos Meggie.
-Meg!-zawołałam i podbiegłam przytulając się do niej.Tak jak przypuszczałam,nie małe było jej zdziwienie.
-Co ty tu...skąd się wzięłaś?
-Przeczytałam...no wiesz...Musiałam być z tobą w takiej chwili.-spuściłam wzrok.
-Głuptasie...
-No co?
-Nie mam pojęcia....-westchnęła ale uśmiechnęła się pod nosem.-Nie mam pojęcia,która normalna przyjaciółka przyjechałaby dla mnie na drugi koniec świata.
-Ja.-także się uśmiechnęłam i ponownie się uściskałyśmy.
W każdym bądź razie,ja uważam,że dobrze zrobiłam.Może to i mnie przyda się odpoczynek od tej codzienności w której chyba sama zaczęłam się gubić...Gdy dojechałam taksówką pod dom i wysiadłam z samochodu,moją twarz uderzył świeży,orzeźwiający powiew przyniesiony z plaży.Spojrzałam w kierunku morza i uśmiechnęłam się słysząc fale obijające się o brzeg.Tak..to tu wszystko się zaczęło.
Chwyciłam walizkę w dłoń i pociągnęłam ku drzwiom.Wyciągnęłam kluczę i przekręciłam zamek w drzwiach co od razu,chodź niepozorne,połączyło się z narastającą ekscytacją.To w tym domu zakochałam się i praktycznie pod tym domem zakochiwałam się,po raz pierwszy tak naprawdę.
Przeszłam kilka kroków,postawiłam walizę w przedpokoju a sama udałam się w kierunku salonu.
-Meggie?-spytałam niepewnie z nadzieją,że rudowłosa za chwilę zmaterializuje się przede mną i zdziwiona rozdziawi usta,wypytując skąd się tu wzięłam.Po dokładnym przeszukaniu każdego kąta w domu,mogłam stwierdzić,że niestety nikogo w nim nie ma.Lekko zawiedziona położyłam się na kanapie i patrząc w sufit zaczęłam zastanawiać się.Spytacie nad czym? Nad życiem...nad życiem swoim i Zayna.Próbowałam udawać,że wszystko jest w porządku ale już od dawna odczuwałam,że coś jest nie tak.Ale nie z mojej strony,Broń Boże! Kochałam go jak nigdy,był moją jedyną miłością.Więc może to on...może po prostu już mu się znudziłam?
Tym pytaniem zakończyłam swoje rozmyślanie,gdyż mój umysł skoncentrował się na śnie,który wkrótce mnie nawiedził.Był to dziwny sen...miejsce,które było mi na pewno znane,ale była w nim jakaś osoba,której twarzy nie mogłam zapamiętać...Gdy tylko podbiegła w moją stronę,jej twarz rozmyła się i nie mogłam stwierdzić niczego,nawet jej płci.
Przebudziłam się i zabrałam za małe przywrócenie tego domu do porządku.Jak na razie było tam zimno,chłodno i nieprzyjemnie,dlatego sprzątnęłam to co tego wymagało,włączyłam telewizor,wymieniłam zasłony na kolorowe aby ocieplić pomieszczenie a przy okazji zasłoniłam je gdyż zaczynało się ściemniać.Nastawiłam wodę na herbatę,włączyłam ogrzewanie i z uśmiechem na twarzy wyłożyłam się pod kocem.Nareszcie...nareszcie mogłam pobyć trochę w samotności,bez zmartwień czy dzieci już śpią,czy Zayn w trasie jest cały i zdrowy i czy aby o czymś nie zapomniałam.Wreszcie tak jak za dawnych czasów mogłam pocieszyć się sama sobą.
Jak tylko zegar wybił 21,usłyszałam przekręcanie zamka i stukot czyichś stóp.Ktoś widząc zapalone światła i odgłos telewizora,jakby zatrzymał się na chwilę i dopiero po chwili zbliżył się do salonu z pytaniem:
-Kto tu jest?
I mnie zrobiło się lżej na sercu,kiedy usłyszałam głos Meggie.
-Meg!-zawołałam i podbiegłam przytulając się do niej.Tak jak przypuszczałam,nie małe było jej zdziwienie.
-Co ty tu...skąd się wzięłaś?
-Przeczytałam...no wiesz...Musiałam być z tobą w takiej chwili.-spuściłam wzrok.
-Głuptasie...
-No co?
-Nie mam pojęcia....-westchnęła ale uśmiechnęła się pod nosem.-Nie mam pojęcia,która normalna przyjaciółka przyjechałaby dla mnie na drugi koniec świata.
-Ja.-także się uśmiechnęłam i ponownie się uściskałyśmy.

Nagle wybuchnęłam śmiechem a ona spojrzała na mnie zdziwiona.
-Co jest?
-Nic...po prostu...bo widzisz..w głowie nadal nazywam Cię rudowłosą a kompletnie zapomniałam,że obydwie się przefarbowałyśmy!-zawołałam i tym razem ona do mnie dołączyła.
-Może tak już będzie.Dla siebie już zawsze takie będziemy.Takimi siebie zapamiętamy.
-Tęsknie za czasami kiedy naszym jedynym problemem było to,że spóźnia się promocja w centrum handlowym...-westchnęłam i znowu obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem,lądując przy tym na kanapie.
-Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.Dziękuję,że przyjechałaś tutaj za mną.To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
-Czyli się nie gniewasz?
-Gniewam? No jasne,że nie!
-Co jest?
-Nic...po prostu...bo widzisz..w głowie nadal nazywam Cię rudowłosą a kompletnie zapomniałam,że obydwie się przefarbowałyśmy!-zawołałam i tym razem ona do mnie dołączyła.
-Może tak już będzie.Dla siebie już zawsze takie będziemy.Takimi siebie zapamiętamy.
-Tęsknie za czasami kiedy naszym jedynym problemem było to,że spóźnia się promocja w centrum handlowym...-westchnęłam i znowu obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem,lądując przy tym na kanapie.
-Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.Dziękuję,że przyjechałaś tutaj za mną.To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
-Czyli się nie gniewasz?
-Gniewam? No jasne,że nie!
I wtedy przypomniały mi się słowa Zayna.Momentalnie do ust nasunęła mi się odpowiedź 'To przyjaźń,Zayn...Wiem kiedy moja przyjaciółka mnie potrzebuje,a ty,nawet jeśli jesteś moim mężem,nie powinieneś tego kwestionować'.Teraz na pewno trochę za nim tęsknie.I czekam.I na pewno nie wiem co dalej.
Dziękuję,że jeszcze tu wchodzicie.Mniej was,o wiele mniej...ale warto czasem odezwać się dla tych kilku osób :) Grazie,xoxo.
poniedziałek, 8 października 2012
2.
Wyprzeć się tego, co się ma najlepszego, to podłość.
-Może chciałbyś się gdzieś przejść? Posiedzę z Suzie.-zaproponowałam zabawiając małą.-Niall? Słuchasz mnie?
-A powiedz mi,co mi to da?
-No nie wiem...Pomyślisz o wszystkim na spokojnie,świeże powietrze dobrze Ci zrobi.Zawsze lepsze to niż siedzenie w zamkniętych czterech ścianach.-powiedziałam spokojnie a on spuścił wzrok.Po kilku minutach podniósł się i wychodząc kiwnął głową.Uznałam to za podziękowanie.
Jako,że nastał wieczór,nakarmiłam Suzie a następnie postawiłam przed wieczorynką,przy której i tak zasnęła.Korzystając z wolnej chwili,wspięłam się po schodach i uchyliłam drzwi sypialni Meggie i Nialla.Chciałam poszukać czegoś...czegoś co mogłoby mi podpowiedzieć gdzie ona może się podziewać.Problem tkwił w tym,że wszystko na pierwszy rzut oka było normalnie...
Powoli podeszłam do szafy i otworzyłam ją.Tak jak podejrzewałam,zniknęła spora część ubrań.Już sięgałam do biurka kiedy usłyszałam otwieranie wejściowych drzwi,więc zeszłam na dół.Blady uśmiech Nialla - to zawsze coś.
-Poradzisz sobie?-spytałam i poczochrałam go pieszczotliwie po włosach.Blondyn kiwnął,pocałował mnie w czoło i skierował się do salonu.Wzdychając wyszłam na ciemną już ulicę i powolnym krokiem wróciłam do siebie.Dzieci już spały a ich opiekunką nie była Lizzie tylko Zayn,który od razu zauważył,że coś jest nie tak.Opowiedziałam mu o wszystkim,a on przytulił mnie do siebie i pogłaskał po głowie.
-Jak myślisz,gdzie mogła wyjechać?-spytał.
-Nie wiem...nie mam bladego pojęcia.Wątpię żeby pojechała do Leeds.
-No a może jest miejsce w którym mogłaby odpocząć? Gdzieś gdzie bardzo lubi przebywać?
Zastanowiłam się chwilę.Nie pamiętałam żeby było miejsce w którym Meg czułaby się lepiej niż w domu.
-Jej miejsce zawsze było przy Niallu.-powiedziałam równocześnie z myślami.
-Miałem na myśli miejsce,zanim związała się z Niallem.
Spojrzał na mnie znacząco i wtedy pojawiła się w mojej głowie nowa myśl.
-Los..Los Angeles! Tam gdzie się poznaliśmy...-podniosłam się.-Wydaje Ci się,że może tam być?
-Nie wiem,to ty znasz ją dłużej.Ale z tego co wiem,czuła się tam bardzo dobrze,tak?
Pokiwałam głową,ucałowałam go w policzek i popędziłam na górę zostawiając go zdziwionego.Po chwili zbiegłam na dół.
-Masz rację,ona musi tam być! Dlatego jutro z samego rana wylatuję.Zostaniesz z dziećmi? Lizzie na pewno Ci pomoże,poradzicie sobie we dwójkę...
-Stop stop stoop! Opowiadasz mi o tym,że Niall został sam a teraz ty też chcesz mnie zostawić?-uniósł brew.-To jest ich sprawa,Mary.
-No przecież sam podpowiedziałeś mi gdzie ona może być.To chyba jasne,że chcę im pomóc.
-Miałem na myśli telefon..skype'a,jakiegoś maila,ale nie żebyś od razu pakowała się do samolotu!
-Meggie jest moją przyjaciółką,Niall też,a ich małżeństwo potrzebuje pomocy! Spróbuj mnie zrozumieć.
-Już raz próbowałaś się wtrącać w ich sprawy,pamiętasz? I doskonale poradzili sobie bez Ciebie.
-Co nie znaczy,że teraz sobie poradzą.Jeśli nie chcesz zostawać z dziećmi sam,wystarczy powiedzieć,coś wymyślę.Myślałam jednak,że chociaż trochę mnie wesprzesz.-rzuciłam i zdenerwowana zamknęłam się w sypialni.Rano wstałam,spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy,ucałowałam śpiące dzieciaki i samochodem pojechałam na lotnisko.Jak tylko wylądowałam zadzwoniłam do George'a z prośbą odebrania auta z lotniska,miał zapasowe kluczyki.Nie powiem,miał nie małe zdziwko jak dowiedział się,że jestem w Los Angeles.

nie nazwałabym tego nowym początkiem...jednakże,przyszła mi myśl i nie chciałam jej zapodziać.pomyślałam też,że się ucieszycie :) a i mnie jest fajnie znowu tu coś dodać.jednakże nie będę tego ciągnęła tak jak wcześniej.ciao ;*
-Może chciałbyś się gdzieś przejść? Posiedzę z Suzie.-zaproponowałam zabawiając małą.-Niall? Słuchasz mnie?
-A powiedz mi,co mi to da?
-No nie wiem...Pomyślisz o wszystkim na spokojnie,świeże powietrze dobrze Ci zrobi.Zawsze lepsze to niż siedzenie w zamkniętych czterech ścianach.-powiedziałam spokojnie a on spuścił wzrok.Po kilku minutach podniósł się i wychodząc kiwnął głową.Uznałam to za podziękowanie.
Jako,że nastał wieczór,nakarmiłam Suzie a następnie postawiłam przed wieczorynką,przy której i tak zasnęła.Korzystając z wolnej chwili,wspięłam się po schodach i uchyliłam drzwi sypialni Meggie i Nialla.Chciałam poszukać czegoś...czegoś co mogłoby mi podpowiedzieć gdzie ona może się podziewać.Problem tkwił w tym,że wszystko na pierwszy rzut oka było normalnie...
Powoli podeszłam do szafy i otworzyłam ją.Tak jak podejrzewałam,zniknęła spora część ubrań.Już sięgałam do biurka kiedy usłyszałam otwieranie wejściowych drzwi,więc zeszłam na dół.Blady uśmiech Nialla - to zawsze coś.
-Poradzisz sobie?-spytałam i poczochrałam go pieszczotliwie po włosach.Blondyn kiwnął,pocałował mnie w czoło i skierował się do salonu.Wzdychając wyszłam na ciemną już ulicę i powolnym krokiem wróciłam do siebie.Dzieci już spały a ich opiekunką nie była Lizzie tylko Zayn,który od razu zauważył,że coś jest nie tak.Opowiedziałam mu o wszystkim,a on przytulił mnie do siebie i pogłaskał po głowie.
-Jak myślisz,gdzie mogła wyjechać?-spytał.
-Nie wiem...nie mam bladego pojęcia.Wątpię żeby pojechała do Leeds.
-No a może jest miejsce w którym mogłaby odpocząć? Gdzieś gdzie bardzo lubi przebywać?
Zastanowiłam się chwilę.Nie pamiętałam żeby było miejsce w którym Meg czułaby się lepiej niż w domu.
-Jej miejsce zawsze było przy Niallu.-powiedziałam równocześnie z myślami.
-Miałem na myśli miejsce,zanim związała się z Niallem.
Spojrzał na mnie znacząco i wtedy pojawiła się w mojej głowie nowa myśl.
-Los..Los Angeles! Tam gdzie się poznaliśmy...-podniosłam się.-Wydaje Ci się,że może tam być?
-Nie wiem,to ty znasz ją dłużej.Ale z tego co wiem,czuła się tam bardzo dobrze,tak?
Pokiwałam głową,ucałowałam go w policzek i popędziłam na górę zostawiając go zdziwionego.Po chwili zbiegłam na dół.
-Masz rację,ona musi tam być! Dlatego jutro z samego rana wylatuję.Zostaniesz z dziećmi? Lizzie na pewno Ci pomoże,poradzicie sobie we dwójkę...
-Stop stop stoop! Opowiadasz mi o tym,że Niall został sam a teraz ty też chcesz mnie zostawić?-uniósł brew.-To jest ich sprawa,Mary.
-No przecież sam podpowiedziałeś mi gdzie ona może być.To chyba jasne,że chcę im pomóc.
-Miałem na myśli telefon..skype'a,jakiegoś maila,ale nie żebyś od razu pakowała się do samolotu!
-Meggie jest moją przyjaciółką,Niall też,a ich małżeństwo potrzebuje pomocy! Spróbuj mnie zrozumieć.
-Już raz próbowałaś się wtrącać w ich sprawy,pamiętasz? I doskonale poradzili sobie bez Ciebie.
-Co nie znaczy,że teraz sobie poradzą.Jeśli nie chcesz zostawać z dziećmi sam,wystarczy powiedzieć,coś wymyślę.Myślałam jednak,że chociaż trochę mnie wesprzesz.-rzuciłam i zdenerwowana zamknęłam się w sypialni.Rano wstałam,spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy,ucałowałam śpiące dzieciaki i samochodem pojechałam na lotnisko.Jak tylko wylądowałam zadzwoniłam do George'a z prośbą odebrania auta z lotniska,miał zapasowe kluczyki.Nie powiem,miał nie małe zdziwko jak dowiedział się,że jestem w Los Angeles.

nie nazwałabym tego nowym początkiem...jednakże,przyszła mi myśl i nie chciałam jej zapodziać.pomyślałam też,że się ucieszycie :) a i mnie jest fajnie znowu tu coś dodać.jednakże nie będę tego ciągnęła tak jak wcześniej.ciao ;*
niedziela, 7 października 2012
1.
A może warto byłoby się zastanowić, czego tak naprawdę oczekujemy od życia i dopiero później decydować o niektórych sprawach?
-To wszystko stało się za szybko...o wiele za szybko.-usłyszałam w słuchawce telefonu,a potem się rozłączyła.Nie wiem o co jej chodziło,ale sądząc po tonie jej głosu,wiedziałam,że nic dobrego.Zostawiłam dzieci pod opieką Lizzie i przebiegłam przez ulicę.Naiwna zapukałam do drzwi,mając nadzieję,że to ona otworzy,ale nie...w drzwiach stanął Niall.
-Nie ma jej.-usłyszałam jego pusty głos.-Nie ma jej,i nie pytaj gdzie wyszła bo nie wiem.-odwrócił się na pięcie i skierował do kuchni a ja pomału podążyłam za nim.
-Chcesz herbaty?-spytał gdy usiadłam niepewnie przy blacie.
-Poproszę.A gdzie Suzie?
-Śpi.-odpowiedział bez większych emocji.Po raz pierwszy widziałam go tak...obojętnego.
-Powiedz mi,co się wydarzyło?-spytałam ale nie dostałam odpowiedzi.Złapałam go za dłoń.-Niall...
-Nic się nie wydarzyło! Obudziłem się i już jej nie było.Zostawiła tylko tą głupią kartkę!
Chwyciłam ją i przeczytałam kilkakrotnie.
Nie wiem czy dobrze robię...nie wiem czy dobrze zrobiłam.Zastanawiam się od pewnego czasu...A może warto byłoby się zastanowić,czego tak naprawdę oczekujemy od życia i dopiero później decydować o niektórych sprawach? Może to wszystko stało się za szybko?
-Nie ma jej.-usłyszałam jego pusty głos.-Nie ma jej,i nie pytaj gdzie wyszła bo nie wiem.-odwrócił się na pięcie i skierował do kuchni a ja pomału podążyłam za nim.
-Chcesz herbaty?-spytał gdy usiadłam niepewnie przy blacie.
-Poproszę.A gdzie Suzie?
-Śpi.-odpowiedział bez większych emocji.Po raz pierwszy widziałam go tak...obojętnego.
-Powiedz mi,co się wydarzyło?-spytałam ale nie dostałam odpowiedzi.Złapałam go za dłoń.-Niall...
-Nic się nie wydarzyło! Obudziłem się i już jej nie było.Zostawiła tylko tą głupią kartkę!
Chwyciłam ją i przeczytałam kilkakrotnie.
Nie wiem czy dobrze robię...nie wiem czy dobrze zrobiłam.Zastanawiam się od pewnego czasu...A może warto byłoby się zastanowić,czego tak naprawdę oczekujemy od życia i dopiero później decydować o niektórych sprawach? Może to wszystko stało się za szybko?
Dopiero teraz uświadomiłam sobie co musiał czuć.Z widniejącą wściekłością podał mi przed nos filiżankę z herbatą.Po chwili zarzucił na swoje ramię pieluszkę,przelał mleko do butelki i zniknął na schodach,uspokajając bez przekonania swoją płaczącą córeczkę.
-Co ty narobiłaś,Meggie...-jęknęłam.-Co ty najlepszego zrobiłaś...

-Co ty narobiłaś,Meggie...-jęknęłam.-Co ty najlepszego zrobiłaś...

niedziela, 12 sierpnia 2012
Epilog.
- Liam,Danielle,Louis i Eleanor urządzili podwójne,huczne weselisko.
- Od samego początku wesela Niall był nawalony w trzy dupy i niespodziewanie oświadczył się Meggie...bez pierścionka.Biedaczka zemdlała z wrażenia.
- Harry zakochał się w opiekunce małych Malików,którą była...Lizzy!
- Mary wróciła do kariery aktorskiej jak tylko Naina skończyła dwa latka.
- Zayn i Marina nadali synowi imię swojego najlepszego przyjaciela dlatego,że chcieli go jakoś pocieszyć.
- Mimo długich oporów blondynki,Lizzy w końcu zgodziła się na randkę z Harrym.
- Kariera Mary rozwijała się do takiego stopnia,że utworzyła ona swój własny serial.
- Powstał film dokumentalny o życiu Mary,Zayna,Meggie,Nialla,Louisa,Liama,Harry'ego,
Danielle i Eleanor. - Anajli i Harry Jr. poszli w ślady mamy i od małego występowali w reklamach dziecięcych.
- W urodziny Nialla,Meggie oznajmiła wszystkim,że jest w ciąży,a ten poczuł się wtedy
najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. - Eleanor rozwijała swą karierę modelki.
- Liam i Danielle poważnie rozważają adoptowanie dziecka.
- Meggie ukończyła studia i stała się jednym z najlepszych fotografów Wielkiej Brytanii.
- One Direction nadal podbijało świat.
Smutno ogłaszać mi,że to koniec...ale zawsze to musi nadejść.Jestem zdumiona,że tyle ludzi zechciało czytać moje amatorskie wypociny...Tak naprawdę kiedy zakładałam tego bloga,nie myślałam,że je w ogóle zakończę,to była kompletnie niespodziewana decyzja,a tu proszę: 71 obserwatorów,ponad 67 tys.wyświetleń i mnóstwo komentarzy.Osobiście czuję się spełniona :')
Mam nadzieję,że nie zapomnicie o mnie,nadal piszę pozostałe opowiadania: Forgive me my weakness i Unusual Direction,na które serdecznie was zapraszam.
Nie będę zdradzała wam za wiele,bo sama nie wiem czy do tego w ogóle dojdzie,ale być może odezwę się tu czasem z jakimś 'ponadprogramowym' rozdzialikiem pisanym całkowicie spontanicznie? ^^ Kto jest za,niech da znać a ja obiecuję,że kiedyś to rozważę.
Przyszedł czas na podziękowania.Przede wszystkim,najbardziej pragnę podziękować mojej przyjaciółce Sabinie (na bloggerze JustNiall lub Malinowaa) za to,że była ze mną od samego początku.Śledziła każdy rozdział,każde zmiany,poganiała mnie do rozdziałów i przede wszystkim wspierała...Wy też możecie jej podziękować bo bez niej Steal Heart by nie powstało.No i tak jak już wspominałam..to właśnie ona była moją inspiracją do stworzenia naszej Meggie ;)
Wielkie podziękowania również dla Pauliny z m.in.TEGO bloga,która komentowała niemalże każdy rozdział.Nie obędzie się też bez wirtualnych całusów dla Mrs.Horan i All,które powalały mnie swoimi komentarzami,jesteście genialne dziewczyny :D No i nie zapomnę o Gajane,Gabrysi i Martynie z którymi piszę na gg i które też mnie dopingowały ;)
Na pewno nie uda mi się wymienić tu wszystkich osób,ale i do nich ślę serdeczne podziękowania:
Kiss Me,Tiger,Styles smilexx,kaya98,Essence,Caroline,Lila,Alex Glina,Dream,Malikowa,
Robin WOHOOO,Kaiss,Paula,Lena Olszewska,Shokrotka,gabejsjusz,malinowa mamba,
Alenka,meisie812,te wszystkie kochane Anonimki i inni...
TEN BLOG NIGDY BY BEZ WAS NIE ISTNIAŁ.AMEN.
Kiss Me,Tiger,Styles smilexx,kaya98,Essence,Caroline,Lila,Alex Glina,Dream,Malikowa,
Robin WOHOOO,Kaiss,Paula,Lena Olszewska,Shokrotka,gabejsjusz,malinowa mamba,
Alenka,meisie812,te wszystkie kochane Anonimki i inni...
niedziela, 5 sierpnia 2012
Pielgrzymka.
Moje kochane,myślałam,że wyrobię się z Epilogiem do poniedziałku,ale jednak nie dam rady.Cały ten stres (bo idę pierwszy raz),pakowanie itd.nie pozwalają mi myśleć teraz o tym,więc bardzo was przepraszam,ale musicie zaczekać do przyszłego tygodnia.Mam nadzieję,że dotrwacie.I kurcze,ja też się o mało co nie poryczałam przez te wasze komentarze! JA TEŻ WAS KOCHAM!!!
Ps.Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki :D

Ps.Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki :D

piątek, 3 sierpnia 2012
53 Rozdział
-Błagam Cię,Mary nie zostawiaj mnie...-załkałem ściskając mocno jej rękę.-Nie umieraj,proszę...
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie słabym wzrokiem,uśmiechając się delikatnie.
-Podaj mi swoją dłoń.-zrobiłem to o co poprosiła.Przyłożyła ją do swojej piersi.-Czujesz? To moje serce.Pamiętaj,że odkąd Cię poznałam biło tylko dla Ciebie.Teraz bije słabiej...ale bije.Jeszcze walczy.
-Kocham Cię.-pochyliłem się nad nią i pocałowałem ją w usta z okropnym bólem.Nie potrafiłem opanować emocji,nie obchodziło mnie to,że moi przyjaciele patrzą zza szyby jak płaczę...Już nic mnie nie obchodziło.Po kilku godzinach czuwania przy Mary,lekarz kazał zostawić mi ją samą żeby odpoczęła.Nie mogłem znieść myśli,że kiedy tam wrócę może nie być jej już..żywej.Przepłakałem całą noc wśród przyjaciół,którzy też nie stronili od łez.Gdy lekarze przenieśli ją do sali operacyjnej o trzeciej w nocy,przestraszeni czuliśmy jak odchodzi.Siedzieliśmy pod salą i dosłownie...umieraliśmy razem z nią.Po godzinie wyszedł jeden z lekarzy i spojrzał na nas ze współczuciem.Na moment zamarło we mnie serce.
-Opanowaliśmy sytuację.Będzie trudno...ale prawdopodobnie przeżyje.-odetchnęliśmy wtedy z tak okropną ulgą! Tak okropną,że aż ten spadający ciężar musiał zaboleć nas wszystkich.Odwróciłem się w ich kierunku,wszyscy zaczęli się ściskać aż w końcu podbiegli do mnie i tulili wszyscy naraz.Po raz pierwszy od dobrych kilku godzin...uśmiechnąłem się.
| Mary |
Rozchyliłam powoli powieki i pierwsze co rzuciło się moim oczom to widok śpiącego Zayna na krześle,z głową opartą o moją dłoń.Uśmiechnęłam się i spojrzałam w bok gdzie jak się okazało,na kanapie,jedna na drugiej,leżały Meggie,Danielle i Eleanor,a na ziemi tuż pod ich nogami Niall,Liam,Louis i Harry.Zachichotałam widząc jak Harry marszczy nos przez sen,i wtedy poczułam okropny ból.Byłam słaba,okropnie słaba ale czułam pełną parą,że żyję.Zauważyłam,że Meg zaczyna kręcić się niemiłosiernie aż w końcu otworzyła oczy.Kiedy zakapowała gdzie się znajduje,momentalnie jej wzrok przeniósł się na mnie.Wybałuszyła oczy a ja się wyszczerzyłam.
-Żyję,Meggie!-zawołałam cichutko i momentalnie złapałam się za brzuch,a ona podbiegła do mnie nie budząc przy tym nikogo i ni stąd ni zowąd przytuliła się do mnie.
-Ale mi Ciebie brakowało.-szepnęła a ja objęłam ją w pasie.
-Mnie Ciebie też,rudzielcu.Dziękuję,że byliście tu ze mną przez cały czas...To musiało być męczące.
-Męczące?-prychnęła.-Męczące? Nasza męka w porównaniu z twoją walką o życie...ech,nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę..-zasłoniła twarz w dłoniach a ja uśmiechnęłam się lekko.
-Jednak ten twardziel Cooper ma czasami ludzkie odruchy.-dźgnęłam ją w brzuch a ona zachichotała przez łzy i jeszcze raz mnie przytuliła.
-Tylko nie umieraj już więcej,dobra?-pociągnęła nosem.-Nie chce żeby wszyscy znowu widzieli jak...no wiesz,płaczę.
-Postaram się nie umierać.-wybuchnęłam cichutkim śmiechem i szybko tego pożałowałam.Czułam jak wszystko mnie boli.Kaszląc momentalnie złapałam się za brzuch i wtedy przebudził się Zayn.
-O matko,nic Ci nie jest?-Meggie pochyła się nade mną zmartwiona.-Ja już lepiej nic nie mówię!
Po kilku minutach udało mi się w końcu doprowadzić do porządku.Niedługo po Zaynie obudziła się i reszta.Posiedzieli ze mną godzinę kiedy wszyscy prócz Danielle poszli do domu coś zjeść i się przebrać.
-Jeszcze raz...witamy wśród żywych,Mary.-zachichotała i pocałowała mnie w policzek.Wcześniej choćby chciała nie mogła się do mnie dopchać bo chłopcy wyłożyli się na moim łóżku uniemożliwiając nawet doprowadzenie powietrza.
-Dzięki.Danielle...mogę mieć do Ciebie prośbę?
-Oczywiście.O co chodzi?
-Chciałabym zobaczyć moją córeczkę.-powiedziałam a ona pokiwała głową i wyszła z sali.Po dziesięciu minutach przyprowadziła do mnie malutkie zawiniątko.
-Naina...-szepnęłam a dzieciątko momentalnie się uspokoiło.Była taka cudowna...Tuliłam ją do swojej piersi i nie mogłam się na nią napatrzyć.Była wprost identyczna do Anjali kiedy ta się rodziła.Leżałyśmy tak we trzy dobrą godzinę kiedy przyszła pielęgniarka i zabrała małą na jakieś dodatkowe badania.Jednak nie na długo pozostałyśmy same,bo niebawem do sali wleciało sześć osób: moi rodzice,Kevin,Josh,Anjali i Harry.
-MAAMO!-bliźniaki zawołały w tym samym momencie i rzuciły się na mnie a ja nie zważając na okropny ból w okolicy brzucha,objęłam je z całej siły i wtuliłam do siebie.
-Jak ja się za wami stęskniłam!-zawołałam dość cicho,bo nie byłam w stanie głośniej.
-My za tobą tez.-powiedziała Anjali.
-Baldziej.-dodał Harry i obydwoje objęli mnie swoimi rączkami w pasie i nie puścili.
-Nie da rady,baldziej to tylko ja mogłam.-pocałowałam ich w czółka i przywitałam się z resztą.Moja mama oczywiście na samym początku wybuchnęła okropnym płaczem i zarażając też tym Danielle,która nadal siedziała obok mnie.Nie mogłam uwierzyć jak mój mały braciszek Kevin podrósł,nie mówiąc o Joshu,który wyglądał już jak prawdziwy mężczyzna.Minęły kolejne dwie godziny kiedy wrócił zespół wraz z Meggie i wtedy zrobił się już totalny chaos.Całe szczęście,że byłam przeniesiona na specjalną salę w której był totalny luksus,a o to wszystko zadbał Zayn.Gdy moja rodzina poszła zobaczyć małą Nainę,zostałam tylko z moim mężem i przyjaciółmi.Spojrzałam na nich wszystkich i uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam.
Wypisali mnie ze szpitala dopiero po tygodniu,lekarze nadal nie byli pewni więc woleli mieć mnie na wszelki wypadek pod obserwacją.Rodzice wrócili do Bradford,a ja z powrotem znalazłam się w naszym ukochanym domu.Nie minęły dwa tygodnie jak byłam już prawie w pełni sił.Chłopcy koncertowali,bliźniaki szalały jak zwykle,ale bardzo pokochały nową siostrzyczkę.Choć Meggie i Niall przeprowadzili się z powrotem do siebie,a wcale nie daleko bo do domu tuż po drugiej stronie ulicy (o to wszystko zadbał Malik i Horan),to Meg,Danielle i Eleanor przesiadywały u mnie codziennie.
Pewnego sierpniowego wieczora wyszłam na mój ukochany balkon z kubkiem herbaty i spojrzałam na księżyc,który właśnie wyłaniał się z poza dachu domu Meg i Nialla.O mało co nie zrzuciłam kubka na rabatkę kwiatów przed domem,kiedy poczułam jak Zayn staje obok mnie i opiera się o barierkę.Bez słowa objął mnie a ja oprócz jego pięknych perfum poczułam tą specyficzne uczucie otaczającego mnie bezpieczeństwa.Byliśmy razem.Obydwoje w piżamach i szlafrokach,w końcu we własnym domu,który tylko nocą wydaje się być spokojny,z niemowlakiem obok naszego łóżka i dwójką nieznośnych,chrapiących właśnie urwisów tuż za ścianą.Spojrzałam na Zayna i zachichotałam.
-No co?
-Niic,po prostu...kocham ten twój kilkudniowy zarost i poskręcaną grzyweczkę.

-Ech...ja też to kocham..-zarzucił grzywą ja zachichotałam.
-Nie uważasz,że to wszystkie jest takie jakby...magiczne?-spytałam.
-Magiczne? Co masz na myśli?
-No wiesz...natrafiliśmy na siebie niespodziewanie i zaprzyjaźniliśmy się już na drugi dzień.Przyjaźń przerodziła się w zauroczenie,potem zakochanie...aż w końcu w prawdziwą miłość.Mieliśmy lepsze i gorsze chwilę,nawet rozstaliśmy się przez mój jeden,głupi błąd.Ale coś z powrotem nas do siebie przywiodło,zakochaliśmy się w sobie na nowo,pewnie w głębi duszy nawet nigdy nie przestaliśmy się kochać...Żeby nie popełnić już żadnych głupich błędów oświadczyłeś mi się w moje urodziny i to jeszcze w miejscu w którym nasza wspólna historia się rozpoczęła,co było z twojej strony baardzo romantyczne.-uśmiechnęłam się.-Nasza miłość rozkwitła wydając na świat dwójkę dzieci.Po kilku latach wspaniałego życia zapragnęło nam się kolejnego dziecka i to właśnie wtedy omal nie umarłam.Ale żyję.Mamy swój własny dom,trójkę dzieci,grupę wspaniałych przyjaciół,ty nadal swoim głosem podbijasz świat i...och,czy to aby nie za dużo argumentów żeby wyczuć w tym magię?
-Jesteś dziś bardzo twórcza.-podsumował a ja się zaśmiałam.-Nazywaj to sobie jak chcesz...magią,przeznaczeniem,ale ja nie będę się w to wgłębiał.Kocham Cię i to jest najważniejsze!-chwycił moją twarz w swoje dłonie,pocałował mnie namiętnie po czym upił spory łyk herbaty.
-Wariat...-zaśmiałam się a on puścił mi oczko.Staliśmy tak w ciszy kiedy naprzeciwko nas zaświeciło się światło,rozsunęły drzwi i na balkonie pojawili się Niall i Meggie.Nie mogąc się powstrzymać zaśmiałam się i pomachałam do przyjaciółki.
-Jutro idę spać do was!!-zawołała a echo jej głosu potoczyło się po całej ulicy.-Ten dupek tak się rozpycha,że drugi raz spadłam z łóżka!
-Nie moja wina,że nie kontroluje swoich ruchów przez sen.-blondyn wzruszył ramionami a ja spojrzałam na Zayna,który aż popluł się swoją herbatą.
-Magia.-uśmiechnęłam się do niego,pocałowałam w usta po czym westchnęłam i spoglądnęłam w kierunku oświetlonego Big Bena,majaczącego w oddali.-Taak...to zdecydowanie magia.

ale ale...będzie jeszcze króciutki punktowy epilog,tuż przed moją pielgrzymką,którą ruszam w poniedziałek.Wraz z epilogiem pojawią się wszystkie podziękowania :) xxx
poniedziałek, 30 lipca 2012
52 Rozdział
-Witaj w domu,Zayn...-mruknąłem do siebie wysiadając z samolotu.Uwielbiałem Bradford,w końcu tam się urodziłem i tam miałem rodzinę..ale to właśnie w Londynie czułem,że jestem we właściwym miejscu.Czekali już na mnie na lotnisku.Meggie,Niall,Harry,Louis i Eleanor.A więc Liam i Danielle musieli być przy niej...
-Cześć stary,jak tam podróż?-spytał Harry i przywitałem się z męską częścią ekipy.Kiedy Meggie podeszła do mnie,uśmiechnęła się blado po czym zawiesiła na mojej szyi.Myślałem,że wybuchnę płaczem.
-Dobrze,że jesteś,Zayn.-szepnęła.
-Co z nią,Meg?-spytałem a ona...zawahała się.Oderwała się ode mnie po czym stanęła obok Nialla i spuściła wzrok.
-Pogorszyło się.-powiedziała smutno Eleanor.Wystarczyły tylko te dwa słowa.Przeprosiłem ich,zabrałem torbę i podbiegłem do pierwszej lepszej taksówki.
-Poczekaj! Jesteśmy samochodami!-zawołał Lou i rzucił mi kluczyki.Jak tylko je złapałem szybko wsiadłem do auta,a tuż za mną wgramolił się Lou i Eleanor.Nie czekaliśmy aż Harry do nas dojedzie tylko ruszyliśmy do szpitala najszybciej jak się dało.Po pięciu minutach byłem już pod salą gdzie czekali Liam i Danielle.Zobaczyłem ją przez szklaną szybę.Podłączona do wielu nieznanych mi aparatur po prostu spała...Nikt nie wiedziałby dlaczego ona się tutaj znajduje gdyby nie okropna bladość jej skóry i wielki brzuch.Tak...nie była sama.To już ósmy miesiąc.
-Zayn..-poderwała się Danielle i momentalnie przytuliła się do mnie,po chwili to samo zrobił Liam.
-Dziękuję,że przy niej zostaliście.-szepnąłem i wszedłem po cichu do środka.Bezszelestnie usiadłem na skraju łóżka i jedną dłonią objąłem jej rękę,podłączoną do wenflonów,a drugą położyłem na brzuchu.
Te dwa gesty wystarczyły żeby przerwać jej sen.
-Wróciłeś.-uśmiechnęła się blado choć na jej twarzy widniał ból.-Jak dzieci?
-Już tęsknią.-przyłożyłem sobie jej dłoń do ust i ucałowałem ją a ona odwzajemniła to muskając nią mój policzek.-Jak się czujesz? To znaczy...jak się czujecie?
-My czujemy się w miarę.-pogłaskała się po brzuchu.-Bywało lepiej.
-Nie mam pojęcia skąd ty bierzesz tyle uśmiechów.-przyznałem szczerze.
-A co,mam tak leżeć i się dołować? Wolę się pouśmiechać.
Wkrótce dołączyła do nas reszta i wspólnie przesiedzieliśmy z Mariną do wieczora,później kazano nam się z nią pożegnać bo ona i dziecko musieli odpocząć.Obiecałem,że przyjdę jutro.
Na całe szczęście nie musiałem być sam w domu,bo na czas ciąży,Niall i Meggie wprowadzili się do nas żeby pomóc.Kiedy my nagrywaliśmy płytę,albo wyjeżdżaliśmy w trasę,Marinie było łatwiej dzięki obecności Meg,przynajmniej zapanowały jakoś nad tymi dwoma urwisami.Gdy przewieziono ją do szpitala obiecali pomóc i mi.
-Ciesze się,że jesteście teraz ze mną.Nie chciałoby mi się wracać do pustego domu.-wyznałem a oni uśmiechnęli się i zabraliśmy się za kolacje.Następnego dnia z samego ranka odwiedziłem Mary,która przysięgła mi,że czuje się już dużo lepiej i wtedy spokojnie mogłem jechać na próbę.Kolejne dni przebiegały bez większych komplikacji.Lekarz codziennie rozmawiał ze mną nad jej stanem i trudno było cokolwiek przewidzieć...Z dnia na dzień było różnie: raz było wszystko w normie,a raz jej stan diametralnie się zmieniał.Dni mijały aż w końcu nadszedł dzień w którym mieliśmy zagrać pierwszy koncert z piosenkami z nowej płyty.Na całe szczęście nie musiałem nigdzie wyjeżdżać bo był on w Londynie.
Mijała już połowa koncertu kiedy Niall został po cichu ściągnięty ze sceny.Zauważyliśmy to z chłopakami kątem oka,ale kontynuowaliśmy skutecznie występ.Już miałem rozpoczynać moją moją solówkę kiedy Horan mi przerwał.
-Bardzo Was przepraszam,ale muszę przerwać.Zayn...zaczęło się.-podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach a ja stałem i patrzyłem na niego zdziwiony.
-Co się zaczęło?
-Twoje dziecko właśnie wychodzi na świat.
-Mary rodzi,no leć do niej,ciołku!!-zawołali jednocześnie Louis i Harry i wtedy dopiero to do mnie dotarło.Pierwsze co zrobiłem to wybałuszyłem oczy i złapałem się za głowę.
-Będę ojcem!
-Ty już jesteś ojcem,masz dwójkę dzieci!-zawołał nagle Paul wchodząc na scenę i podając mi telefon do ręki.-To telefon od twojej żony.No odbierz!
Spojrzałem na nich wszystkich zdziwionych,fanki najwyraźniej były zszokowane równie jak ja,ale wszyscy chórem zawołali żebym odebrał.Nadal nie dochodziło do mnie to co przed chwilą usłyszałem więc wziąłem tą komórkę.
-Ha..halo?-spytałem i mój głos rozbrzmiał się po całej sali.-Czemu jest takie echo...Podłączyliście moją rozmowę do głośników?!
-MALIK!-zaskrzeczał głos Mariny.-Dla twojej...wiadomości właśnie rodzę twoje trzecie...dziecko! AAAAAAA!
-Mary? Ja...o matko...
-Więc lepiej rusz dupę i przyłaź szybko do szpitala...bo jak nie...AAAAAA! TO ZABIJĘ CIĘ WŁASNYMI RĘKAMI!!!!-wrzasnęła i prawdopodobnie rzuciła telefonem bo coś huknęło.Z oddali ciągle słychać było jej okropne krzyki i uspokojenia pielęgniarek.
-NO LEĆ DO NIEJ!-krzyknął Liam a ja wcisnąłem mikrofon w ręce Hazzy i szybko wybiegłem ze sceny mijając przy tym wyszczerzony zespół.Aż do samego wyjścia towarzyszyły mi rozchodzące się oklaski fanów,ale ja nie skupiałem się na tym tylko wsiadłem szybko do samochodu,którym prędko podjechał Paul.Jak na złość na drodze zrobił się wielki korek.
-PAUL ZRÓB COŚ!!!-wrzasnąłem.
-Nie dam rady choć bym chciał! Chociaż...zapnij pasy!-jak rozkazał tak zrobiłem a ten wyminął ciężarówkę i pędem wyjechał na chodnik.Jechaliśmy tak dopóki nie było ludzi,a kiedy się pojawili wcisnęliśmy się pomiędzy pojazdy.Byliśmy już niedaleko szpitala kiedy usłyszeliśmy za sobą wycie radiowozu.
-Noo nieee....-jęknąłem i zakryłem twarz w dłoniach.-Ja pierdole,akurat dzisiaj?!
-Wysiadaj i leć,ja to załatwię.-powiedział z dziwnym spokojem.
-Serio?
-Tak tak,BIEGNIJ!
Pokiwałem głową po czym wygramoliłem się z auta i biegiem puściłem się w kierunku szpitala.Jak najszybciej dotarłem do sali,w której odbywał się poród i kiedy tam wszedłem zakręciło mi się w głowie na widok Mary,którą po głowie głaskały Eleanor i Danielle.Meggie trzymając ją za rękę wskazała żebym do niej podszedł.
-To twoje miejsce,no dalej!-zawołała a ja spojrzałem na Marinę,która gdyby tylko mogła naprawdę zabiłaby mnie swoim wzrokiem.
-SPÓŹNIŁEŚ SIĘ!!!-ryknęła a ja zdenerwowany przygryzłem dolną wargę.
-Oddychaj Mary,oddychaj...-doradziłem i sam tak zrobiłem,w przeciwieństwie do niej.-Oddychaj głęboko i...i przyj! Przyj cały czas! Pamiętasz jak to było z bliźniakami? Poradziłaś sobie świetnie!-goniłem raz z jednej i drugiej strony cały przejęty.-Przyj! Staraj się,jeszcze mocniej!
-CHCESZ ZA MNIE URODZIĆ TO DZIECKO?!-wybuchnęła cała czerwona kiedy pielęgniarka robiła jej okład na twarzy.-MYŚLISZ,ŻE CO JA ROBIĘ?
-Oj już dobrze,dobrze!-machnąłem ręką i dalej robiłem swoje.Po piętnastu minutach nawroty głowy znowu nastąpiły i to w takim stopniu,że musiałem się napić i przytrzymać stolika.
-Wszystko w porządku,tatuśku?-zapytała mnie Danielle a ja pokiwałem głową.Mary natychmiast odnalazła mnie wzrokiem.
-SPRÓBUJ MI TYLKO ZEMDLEĆ...-spiorunowała mnie wzrokiem i wtedy poczułem jak odpływam.
Rozchyliłem delikatnie powieki i ujrzałem okropnie bijące w oczy,białe światło.Otarłem oczy dłonią i wtedy zlokalizowałem swoje położenie: nadal znajdowałem się na ziemi,tyle że bliżej otwartego okna.Cały obolały wstałem rozmasowując sobie kark i wtedy ujrzałem śpiącą Mary.Chyba...chyba śpiącą.Momentalnie podbiegłem do łóżka i zaraz obok mnie pojawiła się pielęgniarka.
-Już się Pan obudził.Pańska córka została przeniesiona do sali obok,niech się Pan nie martwi,nikt jej nie porwał.-zachichotała widząc moją przerażoną minę.
-C..córka? Mam córkę?-wydukałem a ona z uśmiechem pokiwała głową.Ten gest zniknął z jej twarzy kiedy zerknęła w kierunku Mariny.
-Niestety z Pańską żoną jest bardzo źle.-szepnęła a ja podążyłem za jej wzrokiem.Mary była jeszcze bledsza niż ostatnio i wyraźnie osłabiona,wykończona.Podszedłem do niej i złapałem ją za lodowatą dłoń.
-Co jej się stało? Wyjdzie z tego?-spytałem z nadzieją w głosie a ona spojrzała na mnie smutno.
-Zrobimy co w naszej mocy.-odrzekła i wyszła z sali.Siedziałem tak wpatrując się w jej ciężki oddech kiedy do sali weszła Meggie.
-Zayn...-zaczęła powoli i zaszkliły się jej oczy patrząc na naszą dwójkę.-Mary...Mary jest strasznie słaba,ale wyjdzie z tego,zobaczysz.-zapewniła mnie i położyła rękę na moim ramieniu.
-A co jeśli nie?-zadałem to pytanie,które raniło nas wszystkich,a najbardziej mnie.
-Nie możemy myśleć w ten sposób.-załkała.-Daj jej odpocząć i choć zobaczyć małą.Ona też Cię potrzebuje.
Wtedy przypomniałem sobie o moim dziecku.Na lekko chwiejnych nogach,prowadzony przez Meg wszedłem do sali i stanąłem przy małym łóżeczku otoczonym szklaną powłoką,za którą znajdowała się moja córeczka.Na pierwszy rzut oka pomyślałem,że to Anjali pięć lat wcześniej bo rzeczywiście była identyczna.Uśmiechnąłem się kiedy jej mała rączka ścisnęła się w piąstkę.
-Jak ją nazwiecie?
-Naina.-odpowiedziałem z uśmiechem.-To po hindusku znaczy 'oczy'.
-No proszę...oczka to ona ma śliczne.Czyli tylko Harry ma w miarę normalne imię?-parsknęła a ja uniosłem brew.
-Masz coś do naszych azjatyckich imion? Obydwoje z Mary mamy stamtąd korzenie,dlatego postanowiliśmy ich tak nazwać.A Harry to kompletnie inna historia.
-Nie nie,absolutnie nic nie mam!-uniosła ręce w geście poddania się.-No właśnie,czemu Harry to Harry?
-No wiesz...Duży Harold był wtedy załamany...sama rozumiesz.-wzruszyłem ramionami.Po kilkunastu minutach wpatrywania się w córeczkę wyszliśmy na korytarz gdzie czekała cała reszta.
-Zayn...słyszeliśmy o Mary.Tak strasznie nam przykro...-zaczął Lou a ja spojrzałem na niego zaskoczony.Chyba nic się nie stało?!
-Ale z drugiej strony serdeczne gratulacje,masz kolejnego dzieciaka!-Liam szybko zmienił temat widząc moją minę.
-Dlaczego wam przykro?-ominąłem jego gratulacje.
-Pańska żona walczy o życie.-usłyszałem za sobą głos lekarza.

Widzę,że wszyscy przejęliście się tym co stało się z Mary.Muszę przyznać,że bardzo mnie to cieszy bo właśnie o to mi chodziło :) Teraz pozostaje czekać...
-Cześć stary,jak tam podróż?-spytał Harry i przywitałem się z męską częścią ekipy.Kiedy Meggie podeszła do mnie,uśmiechnęła się blado po czym zawiesiła na mojej szyi.Myślałem,że wybuchnę płaczem.
-Dobrze,że jesteś,Zayn.-szepnęła.
-Co z nią,Meg?-spytałem a ona...zawahała się.Oderwała się ode mnie po czym stanęła obok Nialla i spuściła wzrok.
-Pogorszyło się.-powiedziała smutno Eleanor.Wystarczyły tylko te dwa słowa.Przeprosiłem ich,zabrałem torbę i podbiegłem do pierwszej lepszej taksówki.
-Poczekaj! Jesteśmy samochodami!-zawołał Lou i rzucił mi kluczyki.Jak tylko je złapałem szybko wsiadłem do auta,a tuż za mną wgramolił się Lou i Eleanor.Nie czekaliśmy aż Harry do nas dojedzie tylko ruszyliśmy do szpitala najszybciej jak się dało.Po pięciu minutach byłem już pod salą gdzie czekali Liam i Danielle.Zobaczyłem ją przez szklaną szybę.Podłączona do wielu nieznanych mi aparatur po prostu spała...Nikt nie wiedziałby dlaczego ona się tutaj znajduje gdyby nie okropna bladość jej skóry i wielki brzuch.Tak...nie była sama.To już ósmy miesiąc.
-Zayn..-poderwała się Danielle i momentalnie przytuliła się do mnie,po chwili to samo zrobił Liam.
-Dziękuję,że przy niej zostaliście.-szepnąłem i wszedłem po cichu do środka.Bezszelestnie usiadłem na skraju łóżka i jedną dłonią objąłem jej rękę,podłączoną do wenflonów,a drugą położyłem na brzuchu.
Te dwa gesty wystarczyły żeby przerwać jej sen.
-Wróciłeś.-uśmiechnęła się blado choć na jej twarzy widniał ból.-Jak dzieci?
-Już tęsknią.-przyłożyłem sobie jej dłoń do ust i ucałowałem ją a ona odwzajemniła to muskając nią mój policzek.-Jak się czujesz? To znaczy...jak się czujecie?
-My czujemy się w miarę.-pogłaskała się po brzuchu.-Bywało lepiej.
-Nie mam pojęcia skąd ty bierzesz tyle uśmiechów.-przyznałem szczerze.
-A co,mam tak leżeć i się dołować? Wolę się pouśmiechać.
Wkrótce dołączyła do nas reszta i wspólnie przesiedzieliśmy z Mariną do wieczora,później kazano nam się z nią pożegnać bo ona i dziecko musieli odpocząć.Obiecałem,że przyjdę jutro.
Na całe szczęście nie musiałem być sam w domu,bo na czas ciąży,Niall i Meggie wprowadzili się do nas żeby pomóc.Kiedy my nagrywaliśmy płytę,albo wyjeżdżaliśmy w trasę,Marinie było łatwiej dzięki obecności Meg,przynajmniej zapanowały jakoś nad tymi dwoma urwisami.Gdy przewieziono ją do szpitala obiecali pomóc i mi.
-Ciesze się,że jesteście teraz ze mną.Nie chciałoby mi się wracać do pustego domu.-wyznałem a oni uśmiechnęli się i zabraliśmy się za kolacje.Następnego dnia z samego ranka odwiedziłem Mary,która przysięgła mi,że czuje się już dużo lepiej i wtedy spokojnie mogłem jechać na próbę.Kolejne dni przebiegały bez większych komplikacji.Lekarz codziennie rozmawiał ze mną nad jej stanem i trudno było cokolwiek przewidzieć...Z dnia na dzień było różnie: raz było wszystko w normie,a raz jej stan diametralnie się zmieniał.Dni mijały aż w końcu nadszedł dzień w którym mieliśmy zagrać pierwszy koncert z piosenkami z nowej płyty.Na całe szczęście nie musiałem nigdzie wyjeżdżać bo był on w Londynie.
Mijała już połowa koncertu kiedy Niall został po cichu ściągnięty ze sceny.Zauważyliśmy to z chłopakami kątem oka,ale kontynuowaliśmy skutecznie występ.Już miałem rozpoczynać moją moją solówkę kiedy Horan mi przerwał.
-Bardzo Was przepraszam,ale muszę przerwać.Zayn...zaczęło się.-podszedł do mnie i poklepał mnie po plecach a ja stałem i patrzyłem na niego zdziwiony.
-Co się zaczęło?
-Twoje dziecko właśnie wychodzi na świat.
-Mary rodzi,no leć do niej,ciołku!!-zawołali jednocześnie Louis i Harry i wtedy dopiero to do mnie dotarło.Pierwsze co zrobiłem to wybałuszyłem oczy i złapałem się za głowę.
-Będę ojcem!
-Ty już jesteś ojcem,masz dwójkę dzieci!-zawołał nagle Paul wchodząc na scenę i podając mi telefon do ręki.-To telefon od twojej żony.No odbierz!
Spojrzałem na nich wszystkich zdziwionych,fanki najwyraźniej były zszokowane równie jak ja,ale wszyscy chórem zawołali żebym odebrał.Nadal nie dochodziło do mnie to co przed chwilą usłyszałem więc wziąłem tą komórkę.
-Ha..halo?-spytałem i mój głos rozbrzmiał się po całej sali.-Czemu jest takie echo...Podłączyliście moją rozmowę do głośników?!
-MALIK!-zaskrzeczał głos Mariny.-Dla twojej...wiadomości właśnie rodzę twoje trzecie...dziecko! AAAAAAA!
-Mary? Ja...o matko...
-Więc lepiej rusz dupę i przyłaź szybko do szpitala...bo jak nie...AAAAAA! TO ZABIJĘ CIĘ WŁASNYMI RĘKAMI!!!!-wrzasnęła i prawdopodobnie rzuciła telefonem bo coś huknęło.Z oddali ciągle słychać było jej okropne krzyki i uspokojenia pielęgniarek.
-NO LEĆ DO NIEJ!-krzyknął Liam a ja wcisnąłem mikrofon w ręce Hazzy i szybko wybiegłem ze sceny mijając przy tym wyszczerzony zespół.Aż do samego wyjścia towarzyszyły mi rozchodzące się oklaski fanów,ale ja nie skupiałem się na tym tylko wsiadłem szybko do samochodu,którym prędko podjechał Paul.Jak na złość na drodze zrobił się wielki korek.
-PAUL ZRÓB COŚ!!!-wrzasnąłem.
-Nie dam rady choć bym chciał! Chociaż...zapnij pasy!-jak rozkazał tak zrobiłem a ten wyminął ciężarówkę i pędem wyjechał na chodnik.Jechaliśmy tak dopóki nie było ludzi,a kiedy się pojawili wcisnęliśmy się pomiędzy pojazdy.Byliśmy już niedaleko szpitala kiedy usłyszeliśmy za sobą wycie radiowozu.
-Noo nieee....-jęknąłem i zakryłem twarz w dłoniach.-Ja pierdole,akurat dzisiaj?!
-Wysiadaj i leć,ja to załatwię.-powiedział z dziwnym spokojem.
-Serio?
-Tak tak,BIEGNIJ!
Pokiwałem głową po czym wygramoliłem się z auta i biegiem puściłem się w kierunku szpitala.Jak najszybciej dotarłem do sali,w której odbywał się poród i kiedy tam wszedłem zakręciło mi się w głowie na widok Mary,którą po głowie głaskały Eleanor i Danielle.Meggie trzymając ją za rękę wskazała żebym do niej podszedł.
-To twoje miejsce,no dalej!-zawołała a ja spojrzałem na Marinę,która gdyby tylko mogła naprawdę zabiłaby mnie swoim wzrokiem.
-SPÓŹNIŁEŚ SIĘ!!!-ryknęła a ja zdenerwowany przygryzłem dolną wargę.
-Oddychaj Mary,oddychaj...-doradziłem i sam tak zrobiłem,w przeciwieństwie do niej.-Oddychaj głęboko i...i przyj! Przyj cały czas! Pamiętasz jak to było z bliźniakami? Poradziłaś sobie świetnie!-goniłem raz z jednej i drugiej strony cały przejęty.-Przyj! Staraj się,jeszcze mocniej!
-CHCESZ ZA MNIE URODZIĆ TO DZIECKO?!-wybuchnęła cała czerwona kiedy pielęgniarka robiła jej okład na twarzy.-MYŚLISZ,ŻE CO JA ROBIĘ?
-Oj już dobrze,dobrze!-machnąłem ręką i dalej robiłem swoje.Po piętnastu minutach nawroty głowy znowu nastąpiły i to w takim stopniu,że musiałem się napić i przytrzymać stolika.
-Wszystko w porządku,tatuśku?-zapytała mnie Danielle a ja pokiwałem głową.Mary natychmiast odnalazła mnie wzrokiem.
-SPRÓBUJ MI TYLKO ZEMDLEĆ...-spiorunowała mnie wzrokiem i wtedy poczułem jak odpływam.
Rozchyliłem delikatnie powieki i ujrzałem okropnie bijące w oczy,białe światło.Otarłem oczy dłonią i wtedy zlokalizowałem swoje położenie: nadal znajdowałem się na ziemi,tyle że bliżej otwartego okna.Cały obolały wstałem rozmasowując sobie kark i wtedy ujrzałem śpiącą Mary.Chyba...chyba śpiącą.Momentalnie podbiegłem do łóżka i zaraz obok mnie pojawiła się pielęgniarka.
-Już się Pan obudził.Pańska córka została przeniesiona do sali obok,niech się Pan nie martwi,nikt jej nie porwał.-zachichotała widząc moją przerażoną minę.
-C..córka? Mam córkę?-wydukałem a ona z uśmiechem pokiwała głową.Ten gest zniknął z jej twarzy kiedy zerknęła w kierunku Mariny.
-Niestety z Pańską żoną jest bardzo źle.-szepnęła a ja podążyłem za jej wzrokiem.Mary była jeszcze bledsza niż ostatnio i wyraźnie osłabiona,wykończona.Podszedłem do niej i złapałem ją za lodowatą dłoń.
-Co jej się stało? Wyjdzie z tego?-spytałem z nadzieją w głosie a ona spojrzała na mnie smutno.
-Zrobimy co w naszej mocy.-odrzekła i wyszła z sali.Siedziałem tak wpatrując się w jej ciężki oddech kiedy do sali weszła Meggie.
-Zayn...-zaczęła powoli i zaszkliły się jej oczy patrząc na naszą dwójkę.-Mary...Mary jest strasznie słaba,ale wyjdzie z tego,zobaczysz.-zapewniła mnie i położyła rękę na moim ramieniu.
-A co jeśli nie?-zadałem to pytanie,które raniło nas wszystkich,a najbardziej mnie.
-Nie możemy myśleć w ten sposób.-załkała.-Daj jej odpocząć i choć zobaczyć małą.Ona też Cię potrzebuje.
Wtedy przypomniałem sobie o moim dziecku.Na lekko chwiejnych nogach,prowadzony przez Meg wszedłem do sali i stanąłem przy małym łóżeczku otoczonym szklaną powłoką,za którą znajdowała się moja córeczka.Na pierwszy rzut oka pomyślałem,że to Anjali pięć lat wcześniej bo rzeczywiście była identyczna.Uśmiechnąłem się kiedy jej mała rączka ścisnęła się w piąstkę.
-Jak ją nazwiecie?
-Naina.-odpowiedziałem z uśmiechem.-To po hindusku znaczy 'oczy'.
-No proszę...oczka to ona ma śliczne.Czyli tylko Harry ma w miarę normalne imię?-parsknęła a ja uniosłem brew.
-Masz coś do naszych azjatyckich imion? Obydwoje z Mary mamy stamtąd korzenie,dlatego postanowiliśmy ich tak nazwać.A Harry to kompletnie inna historia.
-Nie nie,absolutnie nic nie mam!-uniosła ręce w geście poddania się.-No właśnie,czemu Harry to Harry?
-No wiesz...Duży Harold był wtedy załamany...sama rozumiesz.-wzruszyłem ramionami.Po kilkunastu minutach wpatrywania się w córeczkę wyszliśmy na korytarz gdzie czekała cała reszta.
-Zayn...słyszeliśmy o Mary.Tak strasznie nam przykro...-zaczął Lou a ja spojrzałem na niego zaskoczony.Chyba nic się nie stało?!
-Ale z drugiej strony serdeczne gratulacje,masz kolejnego dzieciaka!-Liam szybko zmienił temat widząc moją minę.
-Dlaczego wam przykro?-ominąłem jego gratulacje.
-Pańska żona walczy o życie.-usłyszałem za sobą głos lekarza.

Widzę,że wszyscy przejęliście się tym co stało się z Mary.Muszę przyznać,że bardzo mnie to cieszy bo właśnie o to mi chodziło :) Teraz pozostaje czekać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





