środa, 25 lipca 2012

50 Rozdział

 Kocham go tak naprawdę mocno. Kocham go za wszystko. za to, że jest, za jego słodki uśmiech, czułe słowa. kocham go za to, że jest mój. kocham jego usta, policzki, szyję i ręce, którymi mnie przytula. kocham go za wszystko i za nic. kocham go całym sercem i nie zamierzam tego zmieniać.

Nie dałam rady w to uwierzyć...w dalszym ciągu nie dochodziło do mnie to,że jestem zaręczona.I mimo to,że skończyłam dopiero 18 lat,wiedziałam że dobrze robię...Zayn był chłopakiem z którym chciałam spędzić resztę mojego życia i wiedziałam o tym na pewno.
-Denerwujesz się?-spytał mnie gdy samochodem przemierzaliśmy drogę z lotniska,do domu Państwa Malików.Postanowiliśmy wybrać się do Bradford i przekazać dobrą nowinę naszym rodzinom jak najszybciej było to możliwe.Reszta ekipy miała zostać w LA do końca tygodnia i wszyscy mieliśmy się spotkać już w Londynie.
-Ja? Nieee,no coś ty.-skłamałam a on zachichotał i wyszedł pierwszy otwierając przede mną drzwi taksówki.-Dziękuję.Co robimy z bagażami?
-Weźmiemy je do mnie.Ale powiedz mi czy chcesz zostać tu u mnie,czy wolisz iść do rodziców?
-Myślę,że mogliby się obrazić,że jestem w Bradford i nie zostaję na noc u nich.-stwierdziłam.
-W takim razie każdy pójdzie w swoją stronę,ale najpierw się przywitajmy.-pociągnął mnie za rękę i stanęliśmy przed dużymi,śnieżnobiałymi drzwiami,które idealnie dopasowały się kolorem do leżącego wszędzie śniegu.Zayn zadzwonił na dzwonek i już po chwili drzwi otworzyły się,a w nich stanął Pan Malik.
-No nareszcie jesteście,już myśleliśmy,że coś się stało.-powiedział z uśmiechem.Uściskał się z synem,a mnie pocałował w czoło i zaprowadził w stronę kuchni gdzie czekała reszta rodziny.Wszystko w domu Malików wprost biło miłością i ciepłem rodzinnym.
-Marino,skarbie!-zawołała mama Zayna wychodząc już do przedpokoju jak tylko mnie zobaczyła a ja zachichotałam na widok jego miny.Kobieta podbiegła do mnie,ucałowała w oba policzki po czym przytuliła mocno do siebie.-Jak ja się cieszę,że mogę Cię wreszcie poznać!
-Dziękuję Pani,mnie też jest bardzo miło.-uśmiechnęłam się szeroko.
-A za swoim synem to już się nie stęskniłaś?-zapytał ironicznie brunet,a ona posłała mi znaczące spojrzenie.
-Nic się nie zmieniłeś,SYNU.-dała nacisk na ostatnie słowa po czym objęła jego twarz w dłonie.Ja w tym czasie ruszyłam do kuchni i podeszłam do trzech sióstr mojego narzeczonego,które w fartuchach pracowały nad czymś zawzięcie, odwrócone do nas tyłem.
-Cześć! Mogę wiedzieć co tak pięknie pachnie?
-AAAA!-pisnęła najstarsza z nich,Doniyah i złapała się za serce sprawiając przy tym,że zrzuciła na ziemię wielkie worek z mąką.Wszystkie naraz krzyknęłyśmy kiedy mąka wybuchnęła w powietrze obsypując wszystko dookoła,włącznie z nami.-O matko,ale mnie...wystra..wystraszyłaś!
-Wybaczcie...nie chciałam!-zawołałam i zaczęłyśmy kaszleć odganiając od siebie spadającą mąkę.
-Co się tutaj dzieje??-do pomieszczenia wbiegli Państwo Malikowie wraz synem,który jak tylko nas zobaczył wybuchnął ogromnym śmiechem.
-Dziewczyny,co wy to narobiłyście?!-Mama Zayna oparła ręce na biodrach,a ja szybko do niej podbiegłam.
-Nie nie,to wszystko moja wina,chciałam się tylko przywitać,ale nie pomyślałam,że mogą się mnie wystraszyć...-przygryzłam dolną wargę i otrzepałam włosy z mąki.-Bardzo Panią przepraszam...
-Ależ daj spokój,to przecież tylko mąką!-machnęła ręką,poklepała mnie po ramieniu po czym podeszła do dziewczyn i powiedziała,że mają to posprzątać.-Yasser,weź dzieci do salonu,ja zaraz przyniosę herbatę.
-Nie nie nie,ja muszę im pomóc posprzątać,w końcu to moja...-zaczęłam ale ona mi przerwała.
-Nie wygłupiaj się,jesteś naszym gościem!
-Gościem,który zrobił w Państwa domu niezłą rozróbę przebywając tu jedyne pięć minut.-skrzywiłam się a Zayn i jego tata zaśmiali się jednocześnie.-Muszę pomóc,inaczej zrobię coś wbrew sobie,a tego nie lubię.-dodałam i nie czekając na jej pozwolenie,wyrwałam najmłodszej Saffie miotłę z ręki i uśmiechnęłam się do niej,a ona to odwzajemniła.
-Ekhm,mamo...ja bym z nią na twoim miejscu nie dyskutował.-odparł Zayn kiedy ta już otwierała usta.-Wybacz,ale tylko ja mogę się z nią kłócić w takich czy innych sprawach.-szepnął,a ja głośno odchrząknęłam.
-SŁYSZAŁAM TO.-oznajmiłam głośno na co on i jego siostry zachichotały.
-No...no dobrze,skoro tak..-westchnęła i zaprowadziła go do salonu gdzie czekał już Pan Malik.
-Niezłe mamy przywitanie,co? A tak w ogóle to jestem Marina,ale mówcie do mnie Mary.Zayn dużo mi o was opowiadał.
-Mamy nadzieję,że same dobre rzeczy!-zawołała Saffa i przybiła mi niespodziewanie żółwika.-W takim razie wiesz,że jestem Saffa?
-Oczywiście.-wyszczerzyłam zęby.Po chwili Doniyah i Waliyah podeszły do mnie i przedstawiły mi się całując mnie przy tym w policzek.Zastanawiałam się czy wszyscy Malikowie są takimi całuśnikami?
-Ale pierwsze spotkanie rzeczywiście udane,nie ma co!-zawołała Waliyah i wszystkie parsknęłyśmy śmiechem.Po dziesięciu minutach sprzątania kuchnia z powrotem lśniła czystością,a my zadowolone przybiłyśmy sobie piątkę.Ucieszyłam się,że siostry Zayna tak szybko mnie zaakceptowały i niemalże po kilku minutach rozmawiały ze mną jakbyśmy znały się całe życie.Jak tylko odłożyłyśmy wszystko na miejsce,do pomieszczenia wkroczył Pan Yasser.
-Chcąc nie chcąc,lepiej już idźcie do salonu bo wasza matka zaraz zwariuje...-westchnął i nastawił wodę na herbatę.Spojrzałyśmy wszystkie na niego ze zdziwieniem.-No nie może pogodzić się z myślą,że dziewczyna jej jedynego synka właśnie sprząta jej kuchnię!-zawołał z przejęciem a ja się zaśmiałam.Już pokochałam tą rodzinę,była dokładnie taka jak opowiadał mi Zayn.
Saffa złapała mnie swoją malutką rączką i pociągnęła do przepięknego salonu.
-No wreszcie...siadajcie już,siadajcie.-zagoniła nas na kanapy.Ja usiadłam obok Zayna,a Saffa z jego drugiej strony.Koło mnie usiadła Waliyah.
-Błagam,odwiedzaj nas częściej!-szepnęła.
-Normalnie,gdyby Ciebie tu nie było,mama za tą mąkę zrobiłaby nam taką awanturę,że pewnie musiałybyśmy sprzątać nie tylko kuchnię,a cały dom.-dodała Doniyah a ja się zaśmiałam.
-Zrobię wszystko co w mojej mocy.Ale nie przejmujcie się,moja mama jest podobna.
Reszta dnia minęła nam bardzo przyjemnie.Popijając herbatę poznaliśmy się dużo bliżej,a później obiecałam,że pomogę przy pieczeniu pierniczków i tak też było.Gdy zapadał zmrok ustaliliśmy z Zaynem,że zaprosimy jego rodziców na wspólną kolację,a potem pójdziemy do mojego domu.
-Mamo,tato,chodźcie tu na chwilę!-zawołał ich kiedy z dziewczynami staliśmy w przedpokoju.-Słuchajcie,skoro jesteśmy już z Mary tak długo i nareszcie zjechaliśmy do Bradford,to pomyśleliśmy sobie,że może spotkalibyśmy się wszyscy? W sensie wy i rodzina Mariny.
-To świetny pomysł,kochanie,choć mu już zdążyliśmy się poznać.-powiedziała a my wybałuszyliśmy oczy.
-Jak to?
-A no tak to.Spotkałam kiedyś twoją mamę na zakupach,znałam ją już z widzenia,i zaprosiłam twoją rodzinę do nas na kolację,jakiś miesiąc temu.-wyjaśniła i pogłaskała mnie pieszczotliwie po policzku.
-Ale będzie nam bardzo miło spotkać się z nimi ponownie.-dodał z uśmiechem Pan Malik.W takim razie zaprosiliśmy ich na obiad do jednej z restauracji,pożegnaliśmy się i wyszliśmy na mroźne powietrze.
-Nareszcie sami...-westchnął.-Bardzo ich kocham i strasznie się za nimi stęskniłem...
-...ale jesteś wymęczony,tak samo jak i ja,zgadłam?
-Takk..-pochylił się nade mną i pocałował mnie czule w usta.Wtedy kątem oka zauważyliśmy cztery sylwetki kobiet tuż za firanką.Obróciliśmy się w tamtym kierunku,gdzie momentalnie zgasło światło.Zaśmialiśmy się oboje i trzymając się za ręce udaliśmy się do mnie.
Moja rodzina także wiedziała o naszym przyjeździe,ale podobnie jak Malikowie,nie miała bladego pojęcia o naszych zaręczynach.Jak tylko mama wyściskała nas po piętnaście razy i próbowała przekonać na świeże racuchy prosto z piekarnika,mieliśmy zamiar powiedzieć im o wspólnej kolacji.
-Nie marudź mi tu Mary,tylko weź przykład z Zayna i zjadaj te racuchy.-wskazała na niego nakładając mi na talerz.Mulat rzeczywiście wcinał jak się dało,a ja tylko patrzyłam na niego z podziwem.Dopiero co najedliśmy się kurczakiem i pierniczkami.
-Tato,macie na jutro jakieś plany?-spytałam.
-Nie,skarbie,a co?
-No to już macie.Zapraszamy was na małą kolację z rodziną Zayna.Jutro damy wam znać jeszcze gdzie.Pasuje wam o 18?
-Jak najbardziej.-uśmiechnął się tajemniczo.Mam nadzieję,że nie podejrzewa o co chodzi...

| Meggie |
-Nieee no,bez jaj,mamy tu siedzieć jeszcze dwa dni? Tu są nudy! NU-DY!-jęknęłam przeskakując pilotem z programu na program.
-No a co masz zamiar robić w Londynie?-Niall uniósł brew,a ja spojrzałam na niego dobitnie.
-Nadrabiać szkolne zaległości.Zwiałam stamtąd na drugi koniec świata!
-Aa..no..twoja szkoła...-mruknął Liam i podrapał się po głowie.-O tym nie pomyśleliśmy...
-Mówiłam.Kilka razy.
-Co? Niby kiedy?-do rozmowy wtrącił się Lou.
-Jakieś piętnaście razy,ale nie wiedzie o tym dlatego,że nikt nigdy mnie nie słucha!-poderwałam się i skierowałam w kierunku łazienki.
-Oczywiście,że Cię słuchamy...-powiedział leniwie Horan i przejął po mnie pilota.Wychodząc z salonu minęłam się w drzwiach z Harrym.
-Co ona mówiła?-spytał wskazując na mnie a ja warknęłam poirytowana i trzasnęłam drzwiami jak najmocniej się dało.
-Auuuaaa! Nie tak mocno,wciąż jeszcze boli mnie głowa!!-krzyknął a ja wściekła wyciągnęłam swój telefon i zadzwoniłam do Mary.Przegadałyśmy chyba z pół godziny,kiedy do łazienki zaczęła dobijać się Danielle.
-Meggie? Mogłabyś wyjść? Muszę umyć włosy,a Lou kąpie się u góry i mnie nie wpuści.Śpiewając udaje,że mnie nie słyszy...-westchnęła a ja pożegnałam się z przyjaciółką i rozłączając się otworzyłam zamek w drzwiach.-Dzięki,jesteś moją dłużniczką.
-Nie ma za co.-mruknęłam.-I żeby nie było...na Ciebie i El się nie wściekam.
-Dobrze wiedzieć.-puściła mi oczko,a ja z lekkim uśmiechem wspięłam się na górę po schodach.Na swoim łóżku zastałam Nialla,Liama i Harry'ego.
-A wy co,nie macie gdzie spać?
-Ty tu nie owijaj w bawełnę tylko mów co Mary Ci powiedziała.
-Ach...no nic,dojechali po południu,zaprosili swoje rodziny na kolacje i przed chwilą się rozeszli,każdy do swoich domów.Jak na razie podobno nikt niczego nie podejrzewa.Całe szczęście,że wtedy na plaży nie było paparazzich bo wtedy ich niespodzianka by nie wypaliła.Ogólnie myśli,że ich rodzice nie będą mieli nic przeciwko,bo sami się pobierali w młodym wieku...To chyba tyle,tak w skrócie.-zakończyłam swój monolog na jednym wdechu a oni pokiwali głowami.
-A mogłabyś jeszcze raz,tylko ciut wolniej?-poprosił Harry,a ja wzdychając rzuciłam w niego poduszką.
-Wypad z mojego pokoju Styles,wróć jak do końca wytrzeźwiejesz.
-Ja już jestem trzeźwy! Po prostu...mam kaca...małego.-dodał po czym urażony udał się do swojej sypialni.Po chwili to samo zrobił Liam,a Niall zajął łazienkę jak tylko wyszła z niej Danielle.Bowiem Louis nie wyszedł ze swojej aż do północy.

| Mary |
To już dziś.Jak my im to powiemy...nie mam pojęcia.Nie śpię już od dwóch godzin,tylko leżę i zastanawiam się...zastanawiam się nad reakcją moich rodziców.Nie powinno być źle,no ale cóż...
-Zayn? Śpisz?-szepnęłam do słuchawki telefonu leżąc nadal w łóżku.
-Mary...jest 6 nad ranem...myślisz,że co ja teraz mogę robić jak nie spać?-usłyszałam jego zaspany głos.
-No tak,ale myślałam,że ty też tak jak ja nie możesz spać.Bo widzisz,strasznie się boję.
-Czego się boisz?
-No bo widzisz...Ja mam dopiero osiemnaście lat.Osiemnaście lat i już mam zamiar wyjść za mąż! Oni popadną w jakiś szok,mama to chyba dostanie zawału! No i nigdy nie wiadomo co z twoimi rodzicami,przecież z tego co mi mówiłeś wywnioskowałam,że oni do spraw rodzinnych podchodzą bardzo poważnie.I co jeśli się nie zgodzą? Jeśli narobią nam obciachu większego niż...Halo? Zayn,jesteś tam?
-Yhm...
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Yhm...-powtórzył i zachrapał cichutko.
-ZAAAAAYN!!-wrzasnęłam i coś gruchnęło.
-Auua,kobieto,przez Ciebie spadłem z łóżka!!-zawołał a ja zachichotałam.
-Dzięki za pomoc,pa!-cmoknęłam wysyłając mu całuska i rozłączyłam się.Mimo że wyrzuciłam z siebie to co leżało mi na sercu (i mimo tego,że Zayn mnie nie słuchał) wcale nie poczułam się dużo lepiej i i tak nie zasnęłam.Około ósmej usłyszałam,że mama już krząta się po kuchni więc pośpiesznie ubrałam się w coś wygodnego i już miałam zejść na dół kiedy w oczy rzuciły mi się zdjęcia ze ślubu moich rodziców znajdujące się na szafce w ich pokoju.Delikatnie uchyliłam drzwi i weszłam do środka.Moja mama...wyglądała wtedy cudownie.Nie zmieniła się za bardzo od tego czasu.Z pewnością to był jeden z najszczęśliwszych dni w jej życiu.

-Dzień dobry,mamo.-przywitałam się i ucałowałam ją w policzek.Jak cudownie było znów się z nią widzieć i zaczynać dzień tak jak kiedyś.
-Ooo,Mary,a ty już nie śpisz?
-Nie mogłam spać..To pewnie dlatego,że przespaliśmy caluśki lot samolotem.-skłamałam i zaczęłam nasypywać sobie płatki do miski.
-No pewnie tak.Słuchaj kochanie,rozmawiałam wczoraj z twoim ojcem i zgodnie stwierdziliśmy żebyś zaprosiła do nas Zayna i jego rodzinę do nas,będzie nam wszystkim wygodniej.A po za tym oni zapraszali nas już do siebie,więc teraz nasza kolej.
-To bardzo miłe,ale przedyskutuję o tym z Zaynem i damy Ci znać.-powiedziałam i wzięłam się za jedzenie.Malik jak tylko się obudził zadzwonił do mnie już w pełni świadomy a ja przedstawiłam mu propozycję mamy,a jemu wyraźnie się to spodobało.W takim razie nie zostało nic innego jak tylko poinformowanie jego rodziców i przygotowanie posiłków.To pierwsze miał załatwić Zayn,a drugim zajęłam się ja z mamą.O godzinie 17 było już wszystko gotowe,cały dom wysprzątany,więc nie pozostało nam nic innego jak tylko się przyszykować.Na całe szczęście zdążyłam z makijażem i pokręceniem włosów jak tylko przybył Zayn z rodzicami i siostrami.
-Ślicznie Ci w tej sukience.-szepnął mi do ucha kiedy na moment zostaliśmy sami.Nie był to jednak długi moment bo zaraz pojawiła się przy nas Trisha.(wygląd Trishy i Doniyah)
-Mary,kochana,zjawiskowo dzisiaj wyglądasz!-zawołała z zachwytem. 
-Dziękuję bardzo,ale i tak daleko mi do Pani.-uśmiechnęłam się do niej szeroko.
Po wspólnie zjedzonym obiedzie Zayn spojrzał na mnie znacząco a ja pokiwałam głową.Wstał,poprosił o chwilę ciszy,złapał mnie za rękę i odchrząknął.
-Zaprosiliśmy was wszystkich tutaj dzisiaj żeby ogłosić wam...Mary i ja...Ja i Mary...zamierzamy i pragniemy się pobrać.-powiedział i pogładził mnie delikatnie palcem po dłoni żeby dodać mi otuchy.Czułam się wtedy chyba jeszcze gorzej niż w dniu zaręczyn,serce waliło mi tak mocno,że myślałam o tym czy za chwile nie wyrwie mi się z piersi...Ale nie wyrwało.Przy stole zawrzały okrzyki i oklaski,moja mama i Trisha momentalnie się popłakały i złapały nas w objęcia,a mój tata jak i tata Zayna uściskali siebie nawzajem po czym wznieśli toast.Gdy wyściskaliśmy się już wszyscy,co do jednego,głos zabrał mój ojciec.
-To wspaniały moment...szczerze mówiąc,zastanawialiśmy się kiedy wreszcie nam o tym powiecie.
-Jak to?-powiedzieliśmy w tym samym momencie.-Wiedzieliście?
-No w prawdzie nie do końca,ale podejrzewaliśmy to już odkąd zadzwoniliście,że przyjeżdżacie.Oboje.
-A potem zapraszacie na wspólną kolacje...-dodał Yasser.
-A ja od początku wiedziałem,że to wisi w powietrzu.-skwitował Joe a ja uśmiechnęłam się do niego.Byłam przeszczęśliwa,pragnęłam tego ślubu coraz bardziej,z minuty na minutę,z sekundy na sekundę...Anjali i Trisha płakały przez cały czas.Na początku starałam nie zwracać na to uwagi,ale kiedy Donyiah i Walyiah zrobiły to samo,zaraziłam się od nich.Wszystkie w pięć płakałyśmy do tej pory aż Zayn nie pozbierał swojej rodziny i nie wyprowadził na zaśnieżoną ulicę.Jeszcze swojej rodziny...a wkrótce NASZEJ.
I jak wam się podoba? Może nie wyszedł mi najlepszy,ale był tu niezbędny :) Cieszę się,że do samego
końca jesteście ze mną i będzie mi bardzo przykro kończyć bo właściwie dopiero teraz uświadomiłam sobie,że tylu osobom się to podoba.Zaczynając to opowiadanie czytała to tylko moja przyjaciółka Sabina(odpowiednik Meggie ^^ zapraszam na jej bloga: KLIK.) a teraz...gały wychodzą mi za każdym razem kiedy patrzę na statystyki :) Jesteście niesamowici i za to:


Ps.Jedna z was poprosiła mnie żebym dodawała jakieś tam przypomnienia z poprzednich rozdziałów.Przepraszam ale nie będę tak robić z dwóch powodów: a) wydaje mi się to takie trochę podobne do serialów,które mają po tysiące odcinków i przypominają żeby ludzie w niczym się nie pogubili xD b) i tak zostało niewiele do końca,więc to by nie miało sensu. ;)

Ps.2 BARDZO Was zapraszam na moje pozostałe blogi,chciałabym żeby tam też was przybywało!
- Forgive me my weakness
- Unusual Direction

sobota, 21 lipca 2012

49 Rozdział

a potem, ta decyzja przyszła tak nagle, że nie było odwrotu ani zastanawiania się, ani wyboru, ani zgody, ani niezgody, wszystko działo się tak, jakby od zawsze byli razem i od zawsze znali swoje ciała i dusze.
Niestety...następnego dnia wcale nie spędziliśmy tak jak to zaplanowaliśmy.Wszystko wydarzyło się niemalże w jednym momencie.Pierwsze dostaliśmy wiadomość,że Danielle i Eleanor wybrały się do nas wcześniejszym lotem,ale z powodu awaryjnego lądowania doleciały jedynie do Phoenix.Liam i Lou nie czekali na nic tylko pojechali na lotnisko aby dostać się do nich jak najszybciej,a że Meggie zaoferowała im swoją pomoc-zabrali ją ze sobą.Niestety kiedy tylko wzbili się w powietrze pierwszym lepszym lotem,do Nialla zadzwonił manager zespołu oznajmiając,że koniecznie muszą się spotkać.Nie był zadowolony kiedy blondyn przekazał mu,że została ich tylko trójka,a tym bardziej nie spodziewał się,że na spotkanie ma zamiar przybyć tylko dwójka: Niall i Zayn.Pech chciał,że Harry'ego złapała grypa żołądkowa akurat dziesięć minut przed jego telefonem.
-O maamo...bolii..booooli!-jęknął i złapał mnie za rękę zginając się przy tym z bólu.Spojrzałam na niego ze współczuciem,a Horan i Malik chodzili w tę i we w tę zastanawiając się co robić.
-To wy biegnijcie,a ja...no...no dobra,ja z nim zostanę.-westchnęłam kiedy Harry zerknął na mnie błagalnie.
-Och,dziękuję dziękuję dziękuję!-zawołał całując mnie po rękach-Kocham Cię!
-No hola hoola,nie zapędziłeś się troszeczkę?-wyrwało się Zaynowi a ja i Niall uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco.Hazza podniósł się powoli nadal ściskając moją rękę.
-Nie zapędziłem.Ja ją kocham!-zawołał po raz drugi patrząc prosto w oczy Zayna.Zastanawiałam się czy Styles nie ma czasem gorączki.
-Masz szczęście,że jesteś chory,inaczej już bym Ci przywalił.
-I myślisz,że ja...-zaczął Harry ale ja stanęłam pomiędzy nimi.
-Dajcie spokój! Harry,to bardzo miłe z twojej strony,że mnie kochasz...
-Mary!-krzyknął z oburzeniem Malik.
-...ale na miłość Boską,Zayn on ma gorączkę i sam nie wie co bredzi!-dotknęłam Styles'owego czoła.-Więc teraz jedźcie już,a ja się nim zajmę.Trzeba zbić tą gorączkę.
-Dziękuuję.Chodź Mary,legniemy sobie w łóżku.-powiedział spokojnie Harry i jak gdyby nigdy nic pociągnął mnie za rękę.Mina Zayna była wtedy bezcenna.
-Niall,trzymaj mnie i powtarzaj,że on...
-Tak tak Zayn,Hazza nie jest w pełni świadomy tego co mówi.Chodź już.
-Mary,a czy mogłabyś przynieść mi coś do picia? I najlepiej jakąś tabletkę,strasznie chce mi się wymiotować choć ból brzucha jakby zelżał...
-No...nie wiem czy coś tu mam,ale dobra...-powiedziałam powoli i podniosłam się,a on złapał mnie za rękę.
-A! I jak już idziesz to może weźmiesz też coś na ząb? Najlepiej coś lekkostrawnego,może owoce?
-Nie za bardzo wczułeś się w tą rolę w iCarly?-uniosłam brew,ale on zignorował moje pytanie.
-Albo marchewki! Lou kupił wczoraj marchewki! Pokroisz mi je tak jak on zawsze to robi?
-Jak sobie życzysz.-odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem i oddaliłam się w kierunku kuchni wywracając przy tym oczami.Zauważyłam kontem oka jak Niall pcha Zayna do wyjścia i zachichotałam.
Jak tylko wróciłam do salonu,Harry zdążył już rozłożyć kanapę i ustawić ją dokładnie naprzeciwko wielkiego telewizora.Nie wiem jakim cudem i na jakich siłach,ale założył prześcieradło i przywlekł swoją pościel.''Czuję,że czeka mnie dłuuugi dzień...''-pomyślałam i postawiłam owoce wraz z marchewkami na stoliku obok łóżka.Gdy odwróciłam się w kierunku Harry'ego zauważyłam,że jest cały rozpalony.
-O matko,Harry,jesteś cały gorący!-krzyknęłam przerażona jak tylko dotknęłam jego twarzy.
-No wiem bo...bo mi gorąco i...okropnie się czuję...-jęknął.
-Masz,wypij tą tabletkę,może nawet lepiej weź dwie...-przygryzłam dolną wargę.-Jak to nie pomoże to nie mam pojęcia co robić...
-Spokojnie,wszystko będzie..doobrze..Może to po prostu nadszedł mój czas...
-Co ty wygadujesz? Nawet się nie wygłupiaj...
-Możesz położyć się obok mnie? Teraz jest mi strasznie...strasznie ziiimno...
-Ja...jasne.-wślizgnęłam się pod kołdrę a on wtulił się do mnie jak małe dziecko do swojej mamusi.Czułam jak po jego ciele chodzą dreszcze,a już po chwili moje uszy dobiegło ciche pochrapywanie.Zasnął na dobrych kilka godzin wciąż we mnie wtulony.Widać było jak jego stan gwałtownie się zmienia: raz twarz była zimna i blada,a raz rozpalona i gorąca.Wieczorem zdawało się być już znacznie lepiej.Całe szczęście,że miałam przed sobą telewizor bo inaczej umarłabym z nudów.Około godziny 21 gdy na dworze zrobiło się już ciemno,Loczek otworzył oczy i mocno się rozciągnął.
-Ooo...już późno....Jak długo spałem?
-Jakiś...-tu spojrzałam na lewą rękę na której powinien znajdować się zegarek.No właśnie,POWINIEN.-...cały dzień...-westchnęłam i ziewnęłam.Zdążyłam tylko rozruszać pod pierzyną kości,jak Harry objął mnie w pasie i położył swoją głowę na mojej piersi.Po chwili znowu cicho pochrapywał.
-No super...miałam ten dzień spędzić sam na sam ze swoim ukochanym,a tymczasem wylądowałam w łóżku z jego najlepszym przyjacielem...-powiedziałam sama do siebie i w tym momencie usłyszałam głos Zayna.
-Czy ja o czymś nie wiem?-spytał i ściągając po drodze buty położył się obok.-Czemu on jest tak blisko? I...czemu,do licha,on tuli się do twojej piersi?!-uniósł brew,a Niall skradający się z tyłu z kanapką aż się zakrztusił.
-Taak,ja też tak uważam,Niall.-parsknęłam a on kiedy się wreszcie uspokoił uśmiechnął się do mnie i pokiwał głową.Nie zwracając na nic uwagi wyłożył się na moich nogach.
-Nie przejmuj się Zayn,mam jeszcze jedną pierś.-uspokoiłam go i sama wybuchnęłam śmiechem na własne słowa.Po chwili to samo zrobił Horan,a Zayn nadal niezbyt zadowolony,położył się podobnie jak Hazza,tyle że z drugiej strony.Po chwili sam zasnął,mrucząc pod nosem co zrobi Harry'emu jak ten tylko wróci do siebie.Dzięki Bogu Niall był pełen energii i umilił mi ten czas,w którym nawet nie miałam jak się ruszyć.
Nie wiem ja długo rozmawialiśmy,ale gdy usnęłam musiało być naprawdę późno.Rano obudziły mnie głosy osób,które ewidentnie znajdowały się tuż obok nas.
-O,Mary już wstaje.-usłyszałam głos Eleanor i momentalnie byłam na nogach.Mimo że odrzuciłam kołdrę na Nialla i podeptałam zarówno Styles'a jak i Malika,nie udało się ich obudzić.
-Elka!-zawołałam i rzuciłam jej się w ramiona,a rozbawiona Danielle dołączyła do nas.
-Wszystkiego najlepszego,wariatko!-krzyknęły jednocześnie a ja wybałuszyłam oczy.
-Co jest,Mary?
-Nie mów,że zapomniałaś!
-O mamo...to już dzisiaj! No tak,no przecież...-złapałam się za głowę-To wszystko przez to,że nie ma tu śniegu! Jejku,dziękuję wam,co za niespodzianka...-zaśmiałam się sama do siebie a one poczochrały mnie po i tak już potarganych włosach.Resztę poranka spędziłyśmy samotnie nad brzegiem morza: Ja,Meggie,Danielle i Eleanor,ponieważ kiedy tylko obudził się Zayn zarządził aby nie było mnie w domu dopóki on mnie nie zawoła.
-No dzięki,ale to moje urodziny i mój dom i ty każesz mi...-zaczęłam jak dowiedziałam się o jego zarządzeniu ale on przerwał mi zatykając moje usta swoją dłonią.
-Ja też Cię kocham,ale teraz spadaj.-pocałował mnie w czoło i wywalił za drzwi.Na szczęście dziewczyny do mnie doszły i wspólnie obijałyśmy się na plaży.
-Musimy założyć dzisiaj sukienki.-mruknęła Eleanor gdy leżałyśmy na piasku.
-A czemu tak?-spytała Meggie.
-A bo tak.Fajnie będzie.
Ja tylko zachichotałam i z powrotem pogrążyłam się w zamyśleniu.Nie mogłam uwierzyć,że mam już 18 lat...pamiętam jak dopiero co kończyłam swoje 13 urodziny...Ostatni raz w domu,ostatni raz z rodziną,ostatni raz jako normalna dziewczyna...Moje rozmyślenia przerwał Zayn,który pojawił się ni stąd ni zowąd stając specjalnie nade mną i zasłaniając słońce.
-Ekhm ekhm..-odchrząknął,a ja go zignorowałam.-Ekhm ekhm...
-Zasłaniasz mi słońce.
-Słońce? Oooch,jak ty ślicznie do mnie mówisz.Dziękuję gwiazdeczko.-powiedział a dziewczyny wybuchnęły śmiechem widząc moją minę.
-No bardzo śmieszne.
-Oj,no nie gniewaj się już,Maaary..-ukucnął przy mnie.-Dzisiaj są twoje urodziny,a ty chcesz się kłócić?
-Nie chcę.Ale mnie wkurzyłeś!
-Dlatego dzisiaj ci to zrekompensuję.A teraz chodź,urządziliśmy Ci skromne przyjęcie.-chwycił moją dłoń i pociągnął nas w kierunku domu.Zanim weszłyśmy na taras gdzie to wszystko miało się odbywać,El zaciągnęła nas na górę przypominając o sukienkach.
-Nie bardzo wiem,którą założyć...-westchnęłam i wyłożyłam się na łóżku.Nie minęła nawet minuta jak dziewczyna rzuciła mi na twarz jedną ze swoich kiecek.

-W tej będzie Ci ładnie.Ale lepiej się pośpiesz,bo tylko my zostałyśmy na górze.
Chcąc nie chcąc zwlekłam się i skierowałam do łazienki.Tam w miarę pośpiesznie nałożyłam na siebie ubranie pożyczone od dziewczyny Louisa,przyozdobiłam się jeszcze kolczykami i nałożyłam makijaż.
-No i co o tym sądzisz,Elea...-przerwałam bo nigdzie jej nie zauważyłam.-El? Jesteś tu?-Cisza.-Cuudnie...dobra,weź się już nie przejmuj tylko złaź na dół,w końcu to tylko urodziny...-westchnęłam i zeszłam po schodach mówiąc sama do siebie.-W sumie to to jest bardzo dziwne,zawsze lubiłam obchodzić swoje urodziny...
-Mary,nie gadaj już tyle do siebie tylko chodź już na ten taras!-usłyszałam głos Meggie i skierowałam się ku szklanym drzwiom.Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to prześlicznie przystrojona w balony i serpentyny weranda,a następnie stół pełen smakołyków,na którym górowały torty.Zaraz zaraz....ale czemu do licha było ich tu pięć?
-To dziwne,bo jeszcze niczego nie zdążyłam się napić,a już mieni mi się przed oczami pięć tortów...-odparłam powoli a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Pod tym względem trudno było nam się zorganizować,nie ustaliliśmy kto miał zamówić tort no i...tak wyszło.-Meg wzruszyła ramionami i podbiegła do mnie pierwsza ciągnąc Nialla za rękę.
-Dawaj to,Niall.-syknęła.
-Co? Aaa,ach tak,prezent...-uśmiechnął się i podał mi ładnie zapakowany kuferek.
-To tak skromnie od nas...-zaczęła,ale blondyn jej przerwał.
-Taaak...takie skromne pięćdziesiąt lakierów do paznokci,żebyś nie miała dylematu.-machnął ręką a ja wybuchnęłam śmiechem i uchyliłam wieczko kuferka.A raczej kufra.
-O mamo,tu są chyba wszystkie kolory!
-Staraliśmy się żeby żadnego nie zabrakło.-uśmiechnęła się.
-Jak dobrze pogrzebiesz to znajdziesz tam jeszcz...aauu!-jęknął bo Meg nadepnęła mu na stopę.-Co ty robisz,kobieto?!
-Deptam Cię.Miałeś nic nie mówić,Mary sama miała je znaleźć!
-Oj oj tam,nie kłóćcie się...Wooow!-wyrwało mi się kiedy zobaczyłam jak z kupki lakierów wynurza ją się przepiękne szpilki.
-Podobają Ci się?-wyszczerzył się Niall.-Sam wybierałem!-oznajmił dumnie a ja pocałowałam go w policzek.-To chyba oznacza,że tak?
-Są boskie,Horanku! Dziękuję Wam!
-Sam wybierał,co oznacza,że nie wiadomo jaki numer wziął,dlatego jak gdyby co,to można wymienić.-dodała rudowłosa,a on spojrzał na nią z poirytowaniem.
-Jak nisko ty mnie cenisz,co?-Zaczęli się kłócić a ja śledziłam ich z rozbawieniem.
-Hello,tu się czeka!-krzyknął Lou-Wypad stąd!-popchał ich ku krzesłom a Eleanor wręczyła mi wielkie pudło.-Ell,czekaj na mnie!
-No to stawaj tu obok mnie! Dobra,Mary...wszystkiego,wszystkiego najlepszego! Mamy nadzieję,że spełnią się wszystkie twoje marzenia,że ty i Zayn przetrwacie ze sobą już bez większych kłótni...
-Dobra,kobieto przejdź do prezentu!-przerwał jej Louis a my obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Widzisz jak on mną kieruje?-westchnęła.-Okej,a więc pierwszy prezent masz już na sobie..-tu wskazała na moją sukienkę.
-A drugi jest w pudełku.Mamy nadzieję,że przyda się kiedyś tobie i twoim dzieciakom,siostrzyczko.
-Jeszcze nie planowałam ciąży,braciszku,ale to bardzo miłe,dzięki!-zaśmiałam się i pozwoliłam im się ucałować.Następni w kolejce byli uśmiechnięci od ucha do ucha Danielle i Liam,którzy wygłosili mi tak wspaniałe życzenia,że popłakałyśmy się przy tym obydwie,a Liam przytulił nas do siebie równocześnie i położył na mojej dłoni pudełeczko w którym był prześliczny komplet złotej biżuterii.Jak tylko otarłyśmy łzy,Payne zabrał swoją ukochaną a przede mną stanął Harry z...tortem,jakąś reklamówką i butelką piwa w ręce.
-Oo, to już ja...-mruknął.-Ja...ja jestem sam.
-Widzę,widzę Haroldzie.-powiedziałam,ale on puścił to mimo uszu.
-Jestem sam,bo nie miałem z kim przyjść.Nie mam dziewczyny,ani żony...wszystko jest do dupy,czuję się jak jakaś,hik!..przyzwoitka...-lamentował i koło niego szybko pojawił się Zayn.
-Styles,może oddasz mi już tą butelkę,co?-spytał i zaczął wyrywać mu napój z ręki.
-NIEEE! Odejdź! Zostaw mnie,hik!..w spokoju!!-wydarł się i popchał go do tyłu,a Malik tylko spojrzał na mnie bezradnie i przepraszająco.
-Harry,ty jesteś kompletnie pijany...-poklepałam go po ramieniu.
-No to co! Tylko to mi,hik!.zostało...Oo-okej,to ja może...do życzeń przejdę,czy coś...
-Nie musisz...
-Ale ja chcę...To najlepszego...no i sto,hik!..lat! Tu masz...tu masz ten no,tort ode mnie i prezent...-wręczył mi reklamówkę i ciasto do ręki tak nie zgrabnie,że o mało co go nie zrzuciłam.-Nie zdążyłem zapakować,sorry.-dodał,pocałował mnie w usta z czego i ja i Zayn się zdziwiliśmy,a potem upijając spory łyk usiadł obok Louisa,który był pogrążony w rozmowie z Liamem.
-Mam skopać mu za to tyłek?-spytał Malik a ja uśmiechnięta pokiwałam głową.
-Biedaczek,jeszcze tego by mu było trzeba.
-Dobra dobra,taki biedny to on nie jest.Ale przejdźmy do Ciebie...-odchrząknął.-Ja tam się na tych życzeniach co prawda nie znam...
-...i mówi to człowiek,który słynie ze swych wspaniałych,złotych myśli?
-Eee...no powiedzmy,że nie jestem dziś na tyle twórczy żeby powiedzieć coś sensownego...i na razie w prezencie ode mnie taki tam bukiecik róż i tort,który czeka razem z innymi na stole.-powiedział jakby trochę zdenerwowany.-A reszta niespodzianki później.-pocałował mnie czule w usta i położył do moich stóp wielki kosz czerwonych róż.
-I to ma być mały bukiecik?!-uniosłam brew a on tylko wzruszył ramionami.-Dziękuję,kochanie.Ale powiedz mi,czym ty się tak denerwujesz?
-Ja? Niczym.-odparł.
-Trzęsą Ci się ręce.
-Po prostu...zdałem sobie sprawę jacy już starzy jesteśmy...Ty 18,mi niedługo styknie 20...
-To nie było zbyt przekonywujące,ale dziękuję za starania.Mam nadzieję,że nic się nie stało.-pocałowałam go w policzek,odłożyłam wszystkie prezenty na kupkę po czym dołączyliśmy do reszty.
-A oto te nasze słynne torty!-zawołała Danielle-Musisz przyjrzeć im się z bliska,specjalnie je podpisaliśmy.
Pochyliłam się nad stołem i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.Wszystkie były tak cudowne...tak...nierealne! I w ogóle nie wyglądały na torty.
-I to naprawdę da się zjeść? O mamo,już czuję te 20 kg więcej!-zawołałam i wszyscy się zaśmialiśmy.
Tak prezentowały się torty:
Od Nialla i Meggie:

Od Zayna:

Od Harry'ego:
Od Louisa i Eleanor:

I od Liama z Danielle:

-Słyszeliśmy,że zaczęłaś już tęsknić za Londynem.-szepnęła mi do ucha Danielle a ja z szerokim uśmiechem pokiwałam głową.
-Jejku...jesteście niesamowici...te cuda są niesamowite! Jest tutaj wszystko co kocham,więc po co wygłupialiście się z prezentami?
-Bo to..twoje urodziny,hik!..no nie?-spytał Harry jakby zastanawiając się nad tym co powiedzieć.
-Tak tak Harry,dziś są urodziny Mary.-westchnęła El patrząc na niego z politowaniem.-Lou,może powinieneś zabrać stąd ten alkohol,co?-szepnęła do swojego chłopaka,a Harry jakby z obawy,że ktoś będzie chciał zabrać mu jego skarb,porwał ze stołu kolejną butelkę i schował pod koszulkę.
Reszta dnia minęła nam na wspaniałej atmosferze.Śmialiśmy się,śpiewaliśmy i oczywiście jedliśmy te pyszne torty.Widać było,że Zayn znowu był beztroski i uśmiechnięty,jednak kiedy zaczęło się ściemniać,ten zniknął gdzieś na pół godziny i kiedy wrócił znowu był podenerwowany.

-Już czas,Zayn?-spytała Danielle,która właśnie bawiła się moimi włosami.Mulat pokiwał głową.
-Czas na co?-zaciekawiłam się.
-Czas na moją niespodziankę...Chodź,Mary.-wyciągnął do mnie dłoń a ja pomachałam reszcie,którzy uśmiechali się do mnie i nie wiedzieć czemu pokazywali Zaynowi,że trzymają kciuki.
-Tylko nie mdlej tam,chłopie!-zawołał Lou a ja zmrużyłam brwi.
-Aaa,a gdzie oni...hik!..idą? I czemu my,hik!,nie idziemy z nimi?!-usłyszeliśmy jeszcze oburzony głos Harry'ego.Odpowiedzi udzielonej przez Eleanor już nie usłyszałam bo Zayn pociągnął mnie na dwór.Szliśmy jakieś dziesięć minut brzegiem po piasku nie odzywając się do siebie słowem,aż w końcu dotarliśmy do...przecudownego miejsca.

-O kurcze...-wypaliłam.
-Podoba Ci się?
-Tu jest...obłędnie...
-Cieszę się.-uśmiechnął się lekko.-Nasz jest ten pierwszy.-pociągnął mnie do stolika i odsunął krzesło abym usiadła.
-Od kiedy ty jesteś taki szarmancki,hm?-puściłam mu oczko a on zachichotał.
-Nie powiedziałem Ci jeszcze tego,ale wyglądasz dzisiaj po prostu oszałamiająco pięknie.-pochylił się nad stołem i ucałował moją dłoń.
-Dziękuję.Ty też całkiem całkiem.
Po krótkiej rozmowie pojawił się u naszego boku kelner podając nam lodowe desery,które ku mojemu zaskoczeniu płonęły ogniem.
-Woow,one...płoną..I skąd one się tu wzięły,przecież jeszcze nic nie zamówiliśmy!
-Byłem tu godzinkę temu i poprosiłem o co nie co...-brunet machnął ręką a ja zaskoczona pokiwałam głową.
-Czym jeszcze mnie dzisiaj zadziwisz?
-Smacznego.-ominął moje pytanie i zabraliśmy się do jedzenia.Po godzinie rozmów i popijania czerwonego wina,Zayn przysunął się do mnie.
-Coś się stało?
-Wiesz,kochanie mam...mam takie dziwne przeczucie...-zaczął.
-Jakie przeczucie?
-Że powinniśmy zapamiętać ten moment do końca życia,że będzie to moment,który będziemy opowiadać naszym wnukom.
-Co masz na myśli?-spytałam a serce zaczęło mi mocniej bić.I wtedy to się stało.Zayn odsunął krzesło,uklęknął przy mnie,wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko po czym otworzył je i zdenerwowany odetchnął głęboko.
-Wyjdziesz za mnie?
Na początku poczułam się tak jakby coś ciężkiego uderzyło mnie w głowę.Następnie...następnie moje oczy napełniły się łzami,serce zaczęło walić jak szalone,a ja zdawałam się nie mieć kompletnego pojęcia co się w okół mnie dzieje.
-Pośpiesz się dziewczyno,ja nie jestem przyzwyczajony do takiej pozycji!-usłyszałam jego głos i dopiero wtedy to do mnie dotarło.Nie wiedzieć czemu jego słowa tak bardzo mnie rozbawiły,że aż wybuchnęłam śmiechem.
-Ja...Zayn...o matko...TAK! Oczywiście,że tak!!-wrzasnęłam a on uradowany,z ulgą na twarzy złapał mnie w swoje ramiona i nie wypuścił aż do momentu kiedy przy naszym stoliku pojawili się nasi przyjaciele.


Ta daaam! Tak ważny w życiu moment,chłopcy się cieszą,a czy wy też się cieszycie? ^^ Haha,no dobra może z deczka się wczułam.Piszcie jak wam się podoba,bo w końcu to końcówki!!
Moment zaręczyn napisałam na podstawie opisu znalezionego na necie,który już od dawna mi się podobał.
Dziękuję wszystkim komentującym,czytającym,obserwującym no i...KOCHAM WAS!