czwartek, 15 marca 2012

13 Rozdział

Następnego ranka obudziłam się około 10 rano.Rozleniwiona zeszłam na dół
po schodach.Obcierając rozespane oczy weszłam do kuchni i mnie zamurowało.
Przy stole siedzieli Harry,Louis,Liam i Niall wesoło rozmawiający z moją mamą,
jak zwykle ubrana w swoje hinduskie sari.Kiedy przypomniałam sobie,że
wczoraj stali się moimi współlokatorami wybiegłam i schowałam się w
przedpokoju.Po drodze spojrzałam w lustro.Miałam na sobie piżamę z myszki
miki (zdj.),wielkie królicze papciochy a do tego rozczochrane włosy i
podkrążone oczy.
-Ivy,nie krępuj się! Widzieliśmy Cię już w gorszym stanie!-zawołał po chwili
Lou.'Chyba rzeczywiście' - pomyślałam i i próbując chociaż trochę przywrócić
włosy do porządku,weszłam z powrotem.Bez słowa usiadłam obok Loczka,
który zabawiał Kevina.
-Dzień dobry-przywitał mnie tata całując mnie w czoło
-Czeeś..!-ziewnęłam
-Mogę go zabrać na spacer?-zapytał Harry łaskocząc go-Jest taki uroczy...tak?
No tak! Jeśtem śłodki!-zawołał głosikiem jak do kilkumiesięcznego dziecka.
-Nie bardziej niż ty-zaśmiała się mama-Poczekaj,tylko go ubiorę.
-A wy chłopcy? Jakieś plany na dzisiaj?-spytał tata popijając kawę.
-Chcielibyśmy zwiedzić okolicę-odpowiedział Liam
-Mogę was podwieźć do centrum,mam po drodze do pracy
-Świetnie-wstali zadowoleni z jego oferty-Bardzo dziękujemy.
-Nie ma sprawy.Idźcie już do samochodu,ja jeszcze pożegnam się z moimi
kobietami-podszedł do mnie i do mamy całując nas w policzek.
-Wracaj szybko-powiedziała za nim tęskno i pogłaskała po policzku.Stali tak
jeszcze przez chwilę nie mogąc się rozstać a ja podpierając głowę na dłoni
westchnęłam cicho.Prawdziwa miłość jednak istnieje...problem w tym,że jest
bardzo rzadka i trudno dostępna.Moje rozmyślania przerwał Hazza.
-Iv,idziesz z nami?
-Co? Ach,nie nie,dzięki.
-No trudno.Chodź Kevin.-złapał go i wziął na ręce-Idziemy na spacerek?!
Taak! Na spacerek! Idziemy..idziemy...-zaczął podśpiewywać
-Harry,on ma prawie 4 lata...-spojrzałam na niego z pewnym politowaniem
-No waśnie! Jestem juz duzy!
Loczek nie bardzo wiedział co miał na to odpowiedzieć.
-Dobra,dobra idźcie już,tylko nie oddalajcie się za daleko!-zawołała za nimi
mama i westchnęła.
-Ech...uroczy chłopak.Ale zdaje się,że jest jeszcze jeden?
-Co? Aaa no tak,Zayn.On zapewne jeszcze śpi.
-Ileż można? Nałożyć Ci naleśników?
-Za moment.Pójdę się najpierw trochę ogarnąć-oznajmiłam i wróciłam na górę.
Po umyciu twarzy i zębów ubrałam się (strój) i zeszłam na dół.Gdy weszłam
do kuchni,przy stole siedział już Zayn.Był w samych bokserkach.Spojrzałam
na jego ciało.Było...niesamowite..miał niezły kaloryfer i mięśnie.Moje
rozmyślania przerwała rodzicielka.
-Siadaj,Ivy.Weź nałóż sobie,ja muszę w końcu przywrócić tego Joe'go do
porządku.Co za chłopak...
-Okej.Hej Zayn-przywitałam się siadając na przeciwko
-Dzień dobry-uśmiechnął się szczerze
-Jak się spało?
-Jak w domu.-odpowiedział pogodnie
-W takim razie bardzo się cieszę
-Zauważyłem u twojej mamy sari...-zaczął
-No tak.Jest hinduską-dokończyłam-Ale mój tata jest anglikiem więc ja
jestem taką jakby ich...mieszaniną.
-To fascynujące.I podobnie jak ja.Zawsze zastanawiała mnie twoje cera,
no i proszę,zagadka rozwiązana-zaśmiał się
-Kobiety są po to żeby zaskakiwać-puściłam mu oczko.Po chwili usłyszeliśmy
uderzenia w drzwi i wściekły głos mojej mamy.
-Joe! Otwieraj te drzwi! Wiem,że już nie śpisz! Zaraz wyrzucę ci ten komputer
przez okno,obiecuję!
Trwało to około 5 minut.Wtedy mama zeszła do nas szybko nawijając po
hindusku.Zawsze tak robiła kiedy była zdenerwowana.
-Normalka-skwitowałam i wstałam odkładając swój talerz do zlewu.Po
śniadaniu razem z Zaynem wspięliśmy się po schodach na górę.Ja,on i jego
boskie ciało,które wytrącało mnie z równowagi.Nie wiem czemu tak na mnie
działało,ale wiedziałam jedno: nie powinnam długo przebywać w jego
towarzystwie,dlatego w pośpiechu chciałam uciec do pokoju,ale z moim
szczęściem nie mogło to wyjść normalnie.Gdy Zayn skręcił do siebie,ja za
nim spojrzałam i nie wycelowałam drzwi...on się wtedy odwrócił no i
zobaczył...jak uderzam nosem o framugę.
-Aaa...uuaa! Och!-pisnęłam i złapałam się za nos,Zayn nie mogąc się
powstrzymać wybuchnął śmiechem,ja natomiast do tego wszystkiego
potknęłam się nogą o dywan i ległam na ziemi jak długa.
-Malik!-zawołałam.Ten już prawie leżał,ciągle się śmiał!
(śmiech taki jak od 0:04 xD)

-Ooo..Boże! Ja nie moogę...jak..ja...hahahaha!
-Pomógłbyś mi a nie!
-Haha...wstawaj..-poczołgał się ku mnie,ale ja wtedy też zaśmiałam się i
po krótkiej chwili leżeliśmy na sobie nie mogąc przestać się śmiać.W tym
samym czasie ze swojego pokoju wyszedł Joe.
-Eee...-uniósł brew-przeszkadzam?
-Co? Och,och..Joe! Hej braciszku!-już bolał mnie brzuch od śmiechu.-
Zayn,zła..złaź ze mnie,hahaha!
-Co to za śmiechy?!-dobiegł nas z dołu głos mamy.Joe minął nas i schodząc
po schodach odpowiedział jej:
-Ivy gwałci się z kimś na piętrze..-Nie wytrzymując znowu wybuchnęliśmy
niekontrolowanym śmiechem.Zayn przewalił się na mnie,dopiero wtedy
zdaliśmy sobie sprawę,że jesteśmy bardzo blisko siebie,tym bardziej on
bez koszulki.Usłyszeliśmy kroki mamy więc żeby sobie czegoś nie
pomyślała pośpiesznie wstaliśmy.
-Tu jesteście...co to z tym gwałtem,hę?
-Joe jest głupi.Uderzyłam się w nos i przewróciłam a Zayn mi...pomagał.
-Yhm...-zmierzyła nas wzrokiem-Tylko pamiętajcie,ja nie chcę jeszcze
zostać babcią!-zawołała i wróciła na dół.
-Spoko,ja też nie-chrząknęłam
-To ja już sobie...idę.-Malik zachichotał i wszedł do swojej sypialni.
Po 10 minutach zapukał do mnie do pokoju.Był dalej pół nagi.Czy on
nie może założyć koszulki? Hello?!
-Ivy,słuchasz ty mnie w ogóle?
-Eee jasne...a co mówiłeś?
Zaśmiał się i powtórzył.Za 2 razem usłyszałam,ówił o Meggie.O tym,że
nie może się do mnie dodzwonić.Podziękowałam mu i kiedy poszedł
weszłam na skype.Długo rozmawiałyśmy.Przeprosiła mnie za ostatni
dzień w Los Angeles.Nie obyło się bez łez,brakowało mi jej a nie
widziałyśmy się zaledwie tydzień...
Zbliżała się pora obiadowa,a chłopców jeszcze nie było.Został tylko
Zayn z którym zeszłam na dół.Oglądnęliśmy jakiś program w tv zajadając
to co po chwilę podstawiała nam mama,mówiąc że jak tak dalej pójdzie
to popadniemy w anoreksję.Chyba ma problemy ze wzrokiem i nie
widziała jak wyglądam.No ale nie ważne.Do tej pory myślałam,że Zayn
jest raczej typem samotnika ale wcale tak nie było.Ciągle się z czegoś
śmialiśmy i obgadywaliśmy ludzi w telewizji.Może po prostu musiał się
przede mną otworzyć? Tak sądzę.Niedługo po tym jak ocenialiśmy
strój Hanny Montany ktoś wrócił do domu.Usłyszeliśmy moją mamę,
której nie dało się nie słyszeć.Ciekawi co tam się dzieje pobiegliśmy
do przedpokoju.Zauważyliśmy zgłupiałego Harry'ego na którego
skarżył się Kevin.
-Ja juz węcejj z nim nigdzie nie pójde,mamoo!
-Dlaczego kochanie? Co się stało?
-Haly posedł ze mną na plac zabaw i lobił mi ciągle obciach!
Zajmowal dzieciom uśtawki iii jak ja jus jedną zlapalem to powiedzial
ze jus idziemy! uśtał się i zjezdzał na zjezdzalni a on jest psecies za duzy!
-Nie tak to dokładnie było!-Hazza zaczął się bronić.My z Zaynem nie
odezwaliśmy się ani słowem tylko spojrzeliśmy po sobie i kolejny raz
z rzędu wybuchnęliśmy śmiechem.
-Może...może on po prostu też się chciał...pobawić?-wydukałam co jeszcze
bardziej nas rozbawiło.
-Nie!-Kevin tupnął nogą i zaczął kłócić się z Harrym,a moja mama próbowała
ich przekrzyczeć.
-Nie...nie wiem jak ty,ale ja...
-Lepiej się ewakuujmy-zgodził się ze mną Zayn i uciekliśmy z powrotem do
salonu,a oni jeszcze długi czas się kłócili dopóki nie przyjechał tata z chłopakami
i nie zrobił rozejmu.



Dziękuję wam za tyle odwiedzin,komentarzy i opinii pod rozdziałami! :)
Jesteście najlepsi.Jestem aktualnie załamana myślą,że chłopcy podobno
podpisują/bądź podpisali coś tam z Nickelodeonem.Jeśli tak to jest prawie
pewne,że przeprowadzą się do USA i staną się tzw.disneyowskimi
gwiazdkami! Co ja na to mówię?

Piszcie co o tym sądzicie.Cieplutkie pozdrowienia! ;*

wtorek, 13 marca 2012

12 Rozdział

Leżałam w swoim pokoju,który nic się nie zmienił od mojego ostatniego pobytu
w domu (dla lepszego wyobrażenia tak wyglądał pokój Ivy: zdjęcie) Mama
regularnie w nim sprzątała.Musiała czuć się co najmniej dziwnie,to tak jakby
sprzątać po trupie.Ale w sumie dużo roboty tu nie było,tylko odkurzanie
przybywającego kurzu.Mimo to wzdrygnęłam się.Kiedy tak bezsensownie
rozmyślałam dostałam smsa.Odczytałam go:
*Hej Ivy.Długo się nie odzywałaś,zaczynamy się martwić.
                                          Odpisz koniecznie,Zayn. *
Natychmiast powróciłam do rzeczywistości.Kompletnie zapomniałam o
chłopcach i Meggie! Załapałam za telefon i szybko odpisałam:
*Przepraszam,że nie dałam wam znać.U mnie wszystko dobrze,przyjechałam
do rodziny,do Bradford.*

W tym samym czasie:
-Widzieliście mój telefon?-zapytał Zayn,który właśnie wyszedł spod prysznica.
-My go mamy.Eee...przesyłamy kilka piosenek.-załgał Lou
-Ok..
-Zaraz,zaraz...ona napisała Bradford?-szepnął Niall a Tomlinson pokiwał głową.
-Ale...przecież Zayn stamtąd jest!
-Wiem.Odpiszmy jej coś i oddajmy mu ten telefon...
-Tylko nie zapomnij usunąć wiadomości-przypomniał Hazza podchodząc
do nich z Liamem.
-Gotowe.Zayn odkładam go!-zawołał-A teraz...Zrobimy im niespodziankę?
-Co masz na myśli?-zapytał podekscytowany Horan i w zaciekawieniu
wysłuchali Tomlinsonowego pomysłu.
-Więc?-zapytał
-Ja się piszę.
-Ja też.
-Możemy to zrobić-zgodzili się
-Świetnie-Lou uśmiechnął się cwaniacko i gdzieś zatelefonował.

Następnego dnia:
-Hej Ivy-do mojego pokoju wszedł Kevin
-Cześć braciszku.
-Co robis?-wgramolił swój słodki tyłeczek na moje łóżko
-A tak sobie siedzę i myślę jak bardzo cię kocham!-zawołałam i zaczęłam go
łaskotać na co on przesłodko chichotał.
-Ej,a cemu cie nigdy nie ma w domu?-zapytał kiedy przestaliśmy się śmiać
-Bo widzisz...ja pracuję i mieszkam w innym mieście.Tam mam bliżej do pracy.
-Nie lozumiem...-zmrużył brwi.Wtedy zauważyłam jak bardzo podobny jest
do mojej mamy.
-Kiedyś Ci to wytłumaczę-szepnęłam mu do ucha i przytuliłam do siebie.
Długą ciszę przerwało czyjeś pochlipywanie.Spojrzałam w kierunku drzwi,gdzie
stała mama,jak zwykle w hinduskim sari opierając się o framugę.
-Mamo,znowu się wzruszyłaś?-zaśmiałam się,a ona tylko kiwnęła głową i
złożyła ręce patrząc na nas z matczyną troską.
-Obiecaj mi,że będziesz częściej nas odwiedzać-podeszła do nas i
objęła nas mocno.
-Obiecuję.
-No dobra.-wyprostowała się i pociągnęła nosem.-A teraz chodźcie na obiad,
wasz tata już wrócił.

-Nie rozumiem co wam odwaliło.-powiedział Zayn wysiadając z pociągu,
-A co się miało niby stać?-zapytał Niall
-Dopiero co wróciliśmy do Londynu a wam nagle zachciało się jechać do Bradford.
-Nie stęskniłeś się za rodzinką?-Louis nagle pojawił się obok niego-Bo ja za
twoją mamą bardzo!
-No stęskniłem,ale to dziwne w dalszym ciągu...

Godzinę później:
-Co za niespodzianka!-zawołała po raz kolejny pani Malik częstując chłopców
obiadem.
-Mógłbym prosić dokładkę?-spytał nie kto inny jak Nialler
-Oczywiście,jedzcie ile chcecie-powiedziała z uśmiechem nakładając mu-Zayn,
muszę was jednak zmartwić.
-Czym,mamo?
-Znajomi twojego ojca zostają u nas na kilka dni i pokoje gościnne będą zaję..
-Niech sobie pani nami nie zawraca głoowy!-wtrącił jej szybko Lou-nie
będziemy państwu zawracać głowy.Mamy gdzie się zatrzymać-wyszczerzył
zęby-Tak w ogóle,to pięknie pani wygląda.
-Och,dziękuję.-zarumieniła się-słodki jesteś.-poklepała go po policzku.

-Mówiłeś,że mamy gdzie się zatrzymać!-zawołał Zayn kiedy wieczorem
opuścili jego dom.
-Spokojna głowa,coś znajdziemy-pocieszył go i wyciągnął telefon-Halo?
Meggie? Wyślij mi jeszcze raz ten adres.Tak tak,przeproszę.No pa,dzięki.
-Po coś ty dzwonił do Meggie? Niczego już nie rozumiem...Spokojnie
zmieścilibyśmy się w moim pokoju.Jest duży..
-Wyluzuj Zayn-poklepał go Hazza po plecach.
-Dobra Malik.Teraz się skup.Musimy się tam znaleźć-pokazał mu smsa z
jakimś adresem.
-Wiesz gdzie iść?-zapytał Liam
-Mniej więcej..
Po 10 minutach znaleźli się na jakiejś ulicy,zrobiło się już ciemno a ich drogę
oświetlały jedynie przyuliczne latarnie.
-To chyba tu!-zawołał Niall
-Tak,to tu.-pokiwał Lou
-A co TU jest?
-Jak dobrze pójdzie to nasz nocleg.-powiedział uśmiechnięty i zadzwonił do drzwi.

Znowu leżałam bezinteresownie na łóżku.Nie lubiłam takich chwil w których
kompletnie nie masz co ze sobą zrobić.
-Ivy! Skarbie,zejdź na moment!-dobiegł mnie z dołu głos mamy.Leniwie
wstałam i zeszłam po schodach.Mam stała przy drzwiach i z kimś rozmawiała.
-Louis?-wypaliłam kiedy zauważyłam przyjaciela-Harry,Liam,Niall,Zayn...
co wy tu robicie?!-wybałuszyłam oczy,ale z tego co zobaczyłam to nie tylko ja
byłam zdziwiona bo i Malik wyglądał na bardzo zaskoczonego.
-Cześć Ivy-przywitali się radośnie
-Wejdźcie chłopcy,bo nam tu komary nalecą-mama zagoniła ich do środka
na co się zaśmiali.
-Mamy prośbę...-zaczął Lou
-Ivy,nie stójcież tu tak w progu! Zabierz kolegów do pokoju!-znowu się
wtrąciła wychylając głowę zza drzwi kuchennych,a ja mimowolnie się
uśmiechnęłam.Bardzo brakowało mi jej szaleńczej osoby.
-Racja.Chodźcie.-pociągnęłam ich na górę-Czujcie się jak u siebie.
-Radziłbym tego nie mówić...-parsknął Liam a ja przyznałam mu rację.
-Woow...jaki zarąbisty pokój!-zawołał Niall i razem z Zaynem rzucili się na
moje wielkie łóżko.
Zachichotałam.Kiedy udało mi się ich wszystkich uspokoić to spytałam:
-A więc co się stało?
-Nie no nic się nie stało...po prostu przyjechaliśmy do rodziców Zayna...
-Mieszkasz w Bradford?!-spojrzałam na chłopaka
-Tutaj się urodziłem-uśmiechnął się-Nie miałem pojęcia,że ty też.
-Jaki ten świat mały...-pokręciłam głową.-No dobra.I co dalej?
-No i u Zayna w domu jest nie mały tłok,przyjechali goście...-zaczął Niall
-I nie mamy gdzie spać-dokończył pogodnie Lou-możemy posiedzieć u
Ciebie dopóki nie zaśniesz?
-Jasne,ale tylko do północy bo wtedy się kładę-odpowiedziałam z ironią.
-Dobre i to-zaśmiał się Harry
-Dajcie mi moment-pokiwałam głową i zeszłam na dół.Rodzice siedzieli
przytuleni przed telewizorem.
-Jak tam,mała?-spytał tata
-W porządku.Mam do was prośbę.Czy moi przyjaciele..czy oni mogliby u nas
przenocować? Przed chwilą wrócili z Londynu i nie mają się gdzie podziać.
-Oczywiście!-mama od razu się zgodziła-Pokaż im pokoje.
-Zaraz,zaraz,Anjali...tak w ogóle co to za przyjaciele? Nigdy wcześniej ich
nie widziałem.-tata spojrzał na mnie podejrzliwie
-A co to ma za znaczenie?-poirytowała się
-Duże! Nie chcę mieć pod dachem jakichś młodocianych przestępców!
-Och,daj spokój Charlie.Przecież to mili chłopcy,znam się na ludziach. Po za
tym chyba nie pozwolimy żeby 5 chłopców włóczyła się o 22 po Bradford!
Tata już otwierał usta,ale prędko im przerwałam.
-Spokój! To żadni młodociani przestępcy,tylko zespół One Direction.
Poznałam ich w Los Angeles,nie ma się czego bać,tato.
-TEN One Direction?!-mama wybałuszyła oczy-No nie! No tak! To był
przecież ten w lokach! Najświętsza panienko,Charlie One Direction jest w
naszym domu!-zawołała a tata aż podskoczył-Muszę ich zobaczyć!-wstała.
-Nie,mamo! Eee..jutro,teraz są bardzo zmęczeni.
-Ech,no dobrze.Powiedz im,że mogą zostać u nas jak długo chcą,będzie nam
bardzo miło ich gościć.A może...może sama im to powiem?-znowu wstała
-Nie potrzeba,sama im przekażę.Dziękuję wam-ucałowałam ich w policzek
i wróciłam na górę,kiedy tata starał się uspokoić moją rodzicielkę śpiewającą
''What Makes You Beautiful''.
-Załatwione.-klasnęłam w dłonie kiedy weszłam do pokoju.W tym czasie Lou
grzebał w mojej szafie,Niall z Liamem oglądali zdjęcia,Harry śpiewał coś pod
nosem a Zayn przytulony do mojej poduszki leżał na łóżku ledwo żywy.
Zauważyłam,że powieki mimowolnie się mu zamykały.
-Możecie zostać u nas jak długo chcecie.Ale radzę uważać na moją mamę,
jest waszą psychofanką-zachichotałam-Obok są 2 pokoje gościnne,nie
pomylcie się i nie wejdźcie do pokoju mojego brata Joe'go,a zresztą on ma
wywieszoną jakąś tabliczkę na drzwiach. (Witam po ciemnej stronie mocy.
Wejście grozi kalectwem lub śmiercią.) Podziękowali i wstali wychodząc.
-Chodź Zayn-Hazza podał rękę Malikowi,który już cicho pochrapywał.
-Lou!-zawołałam za nim spokojnie
-Hm?
-Oddaj.-wyciągnęłam rękę na której po chwili pojawił się mój stanik-Jesteś
niemożliwy!-zaśmiałam się
-Eech...-westchnął zrezygnowany
Zaraz po tym jak wyszli poszłam się umyć i chwilę potem zapadłam w
głęboki sen.


 Hahahah,ta animacja mnie rozwala! :D Kolejny rozdział za nami,gdybym
miała pewność,że wielu osobom się moje opowiadanie podoba to
dodawałabym częściej.A teraz się przyznać,kto z was oglądał ostatni
chat z chłopcami? Polska jak zwykle zawładnęła ^^ Też próbowałam tam
do nich pisać,ale na prawdę,tyle polek jak na oglądaczy z całego świata,
to nic tylko być dumnym i skakać xDD Mało tego,Liam który mówi nam
Hello,Niall,Zayn...Zaje*iście! Tu urywki kiedy było o nas:

Tłumaczenie; Prowadzący: (bla, bla) Większość ludzi mówi "Kocham Was",
"Przyjedźcie do Izraelu", "Kocham Was", "Przyjedźcie do Polski",
"Kocham Was".
Zayn: Jest dużo polek!
Prowadzący: Taak! Mnóstwo polek! Co tam Polsko?! Jak się macie?
Musicie się przywitać! Bo piszą "Nie powiedzieliście "hej" do Polski!
Liam: Hello!
Prowadzący: Jea, okej. Więc..
Niall: Tu jest bardzo dużo ludzi z Polski.

albo:
reporter: Kolejny tydzień to ważny tydzień. Jesteśmy podekscytowani
albumem. Polska chce wiedzieć coś o albumie.Wiem, że mówię dużo o
Polsce ale ja kocham Polskę. ;D

Yeeeaaaah! Dobra,na dzisiaj to będzie tyle.Jeśli macie twittery to możecie
mnie obserwować @marta_mizera,ja zawsze follow back :D Paa! ;*