sobota, 3 sierpnia 2013

9.


-Rozmawiałem z Paulem.-oznajmił Zayn kolejnego dnia.-Przedstawiłem mu całą tą chorą sytuację i postanowiłem,że trzeba gdzieś wyjechać.Na trochę,dopóki ta sytuacja się nieco uspokoi.
Spojrzałam na jego pewną siebie minę i uśmiechnęłam się lekko.
-No dobrze,tylko gdzie? Los Angeles?
-Nie,Matt wie,że może Cię tam znaleźć,od razu by Cię tam szukał.To musi być miejsce gdzie będziecie czuć się na tyle bezpiecznie aby wyściubić nos za drzwi bez obawy,że on was tam znajdzie.
Na te słowa odłożyłam listy i kluczyk od skrzynki pocztowej,a potem podeszłam do niego opierając ręce na biodrach.
-Słucham? Jakie ''wy''?
-No ty i dzieciaki.-przysiadł na oparciu fotela.
-A co z tobą? Myślisz,że zostawimy Cię tu tak po prostu i sobie wyjedziemy?-podniosłam ton.
-Nie mogę z wami jechać,mam tu pracę i obowiązki.A kiedy w końcu zajmiemy się całą tą sprawą muszę być pewien,że jesteście bezpieczni.
-To śmieszne,Zayn!-prawie krzyknęłam.-To Ciebie napadli! I to Ciebie pobili! Jeśli już mamy wyjeżdżać to wszyscy razem.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie będę nigdzie uciekał,nie jestem tchórzem.
-W takim razie my też nigdzie nie jedziemy.-odpowiedziałam pewnym głosem.
-Mary...-zaczął,ale przerwałam mu gestem dłoni.
-Gdziekolwiek pojadę bez Ciebie,będę zamartwiała się nieustannie czy nic Ci się nie stało.Będąc tutaj mam pewność,że jesteś cały.
-Ale ja pracując nie będę miał takiej pewności co do was!
-Więc wszystko jasne,zostańmy tutaj,tylko załatwmy więcej ochrony.-wzruszyłam ramionami.
-Nie.To nie jest wyjście.-pokiwał przecząco głową.
-Ucieczka tym bardziej!-zaperzyłam się.-Trzeba coś z tym zrobić,najlepiej teraz,nie ma na co czekać!-ruszyłam do drzwi,ale on złapał mnie w pasie.
-Nie tak prędko! Takiej sprawy nie załatwia się od tak! Tak się składa,że to ja jestem głową tej rodziny i ja decyduję!-wrzasnął wstając.-Wyjedziecie na trochę,aż sprawa się nie unormuje.
-Nie zgadzam się...
-To moje ostatnie słowo.-spojrzał na mnie surowo.Widząc,że nic już nie wskóram,zacisnęłam zęby na dolnej wardze i powstrzymując łzy pobiegłam po schodach na górę.



Rano sytuacja już trochę się złagodziła,ale Zayn nadal nie dał sobie przegadać.Jedynym domownikiem u którego mogłam szukać pocieszenia był Harry,bo przecież dzieci nie miały o niczym bladego pojęcia.Problem w tym,że on podzielał zdanie Zayna.Reszta zespołu,włącznie z Meggie,Eleanor i Danielle również uważała,że najlepiej będzie abym wyjechała.Wszyscy starali zrozumieć się Zayna,ale dlaczego nikt nie próbował postawić się w mojej sytuacji? Jedynie Lizzie stała po środku,mówiąc że wie jak oboje musimy się czuć.Chociaż to i tak mi w niczym nie pomogło.
Przeglądałam właśnie rachunku,kiedy do domu wszedł Harry,niosąc coś w ręku.
-Właśnie szedł listonosz.Przyniósł to.-powiedział podając mi rozerwaną kopert.Zmierzyłam go wzrokiem na co on szybko zareagował.
-To nie ja,nie jestem aż taki wścibski!-uniósł ręce w geście poddania się.-Ochrona musiała zweryfikować co to jest.
Westchnęłam głośno i wyciągnęłam list.Kopera pochodziła z ... Indii.
-Co to?-spytała Anjali wychylając głowę znad swojego talerza.Naina skorzystała z okazji i skubnęła jej kanapkę z masłem orzechowym.
-Zaproszenie...-przeczytałam głośno.-...na ślub Kareeny!
-Kto to Kareena?-mały Harry zmrużył brwi nalewając sobie soku i standardowo rozlewając połowę poza szklankę.Styles szybko ruszył mu z pomocą,wycierając stół ścierką.
-No właśnie,kto to Kareena?-Zayn zeskoczył ze schodów,pocałował mnie w policzek i czytał razem ze mną.
-Moja kuzynka z New Delhi.
-Och,to wspaniale!-zawołał Zayn,a jego oczy rozbłysnęły.
-Wspaniale? Ślub jest w Indiach!
-Otóż to! Powinnaś tam pojechać razem z dzieciakami!-klasnął w dłonie wyraźnie zadowolony ze swojego pomysłu.-Matt nigdy Cię tam nie znajdzie!
-Co za Matt?-mruknął znów Harry,niebezpiecznie wymachując widelcem.
-To jest na drugim końcu świata! Ja nawet nigdy tam nie byłam!
-I o to chodzi,kochanie! To dobra okazja aby zwiedzić kraj w którym masz swoje korzenie!-uśmiechnął się do mnie szeroko i usiadł obok.Niestety ja nie podzielałam jego entuzjazmu.
-Nie zgadzam się.
-Rozmawialiśmy o tym wczoraj.-powiedział a uśmiech znikł mu z twarzy.-Twoja mama też na pewno z chęcią z wami poleci.
-Jesteś niemożliwy,Zayn.-wstałam od stołu i zanim zniknęłam za drzwiami łazienki,usłyszałam jak mówi do Loczka: Co ja takiego zrobiłem?


-
Zayn...Kochanie,proszę,zmień jeszcze zdanie!-łkałam biegnąc za nim po lotnisku następnego dnia,a wokół nas przedzierała się eskorta ochroniarzy.Dzieciaki dreptały nam po piętach.
-Nie...-odpowiedział krótko.
-Błagam...Indie są bardzo daleko,nie chcę tam lecieć!
Naina w biegu przewróciła się i do pomocy ruszyło jej z pięciu ochroniarzy.
-Dajcie mi ją.-wzięłam córkę na ręce i zawiesiłam sobie na biodrze.-Zayn...
-Nie.
-...ale błagam...dzieci,błagajcie ojca!-zawołałam.
-Kurcze,tato,zgódź się..-odezwał się zadyszany Harry.-Chociaż...chociaż nie mam pojęcia o co chodzi.
Zatrzymaliśmy się przy odprawie.Zayn bez słowa uściskał dzieci i kazał pójść im za moją mamą.Poprawiłam hinduską chustę od babci,którą założyłam aby ją tym uszczęśliwić,i otarłam łzy grzbietem dłoni.
-Nie płacz,głupia.-Zayn chwycił mnie za rękę i sam otarł moje policzki.-Wyjeżdżasz góra na dwa tygodnie!
Nic nie odpowiedziałam,tylko rozpłakałam się jeszcze bardziej.Zayn westchnął i oparł ręce na biodrach.
-Słyszałem,że hinduski są uczuciowe...ale kobieto,ty jesteś w połowie angielką!
-Jesteś okropny.-wyjąkałam pociągając nosem.
-Już pora.-jeden z ochroniarzy położył mi dłoń na ramieniu.
-Idę idę.-jęknęłam,a oczy znów napełniły mi się łzami.Zayn złapał mnie za szyję i przyciągnął do siebie.
-Kocham Cię.-wyszeptał mi do ucha,a ja przywarłam do niego całym swoim ciałem.
-To poleć z nami.
-Naprawdę musimy iść.-pogonili mnie.Odwróciłam się i miałam odejść kiedy mąż pociągnął mnie za chustę i jeszcze raz do siebie przyciągnął.


jejku,ale fajnie tu znowu wrócić i coś napisać.stęskniłam się za tym blogiem! niestety na pierwszym miejscu skupiam się teraz na UNUSUAL i ALWAYS i tam też możecie mnie znaleźć,jak również i na twitterze :) 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

8.

muzyka

Nie było lepszego sposobu na zabicie długotrwałej tęsknoty za dziećmi,jak zaśnięcie i obudzenie się mając je utulone wokół siebie.Patrząc z perspektywy czasu,nigdy nie pomyślałabym,że tak szybko to wszystko nastąpi.Około siódmej rano Anjali zaczęła wiercić się i wymieniać uwagi z Harrym.Nie miałam wyjścia,uchyliłam powieki co od razu przykuło ich uwagę.
-Mamo!-szepnęła Anjali-Ktoś chyba jest na dole.
Poderwałam się niespokojna,ale po chwili ochłonęłam i odgarnęłam włosy do tyłu.
-Spokojnie,to na pewno wujek poszedł zrobić sobie kawę.-pogłaskałam ich po głowie.Naina nadal spała,mówiąc coś cichutko pod nosem.
-Poszedłem sprawdzić do pokoju i wujek ciągle chrapał w twoim łóżku.-powiedział Harry.
-Na dodatek nie dało się go nie słyszeć.-dodała.
Spojrzałam na ich przerażone twarzyczki i wstałam wzdychając.Gdy podeszłam do drzwi,one jak dwa małe cienie,podążyły za mną.Zatrzymałam się nagle,a oni zagapiając się wpadli na moje nogi.
-Poczekajcie tu na mnie,dobrze?
-Nie ma mowy.-zaperzyli się.-Idziemy z tobą,co jeśli to jakiś włamywacz?
Wystawiłam głowę zza drzwi i ujrzałam Harry'ego Seniora stojącego przy schodach.Przykładając palec do ust szepnął abym była cicho.
-Umówmy się tak,że my z wujkiem zobaczymy kto to,a wy zejdziecie na dół za 15 minut,dobra?
-Okej.Będę tu stał na czatach.
Ucałowałam ich w czoło i zamknęłam delikatnie drzwi.Bezszelestnie zeszliśmy z Harrym po schodach,a następnie skierowaliśmy się do kuchni skąd dochodziły odgłosy.Zbliżając się zauważyłam czarną czuprynę Zayna,więc uspokoiłam się w duchu.Gdy usłyszał,że nadchodzimy,odwrócił się i jego widok totalnie mnie zszokował.Był cały pokiereszowany...Z nosa i wargi płynęła krew a koszulka i dłonie były całe nią ubrudzone.Powstrzymując łzy zasłoniłam usta dłonią.
-Zayn...Co ci się stało?-jęknęłam i chciałam podbiec do niego,ale Harry przytrzymywał mnie ręką.
-Puść ją,jeśli tego chce.-Mój mąż nakazał mu,a Styles delikatnie poluzował uścisk.Uwiesiłam mu się na szyi,a on objął mnie delikatnie w pasie otaczając przy tym bezpieczeństwem jakiego nie czułam przy nikim innym.Kiedy pocałowałam go w poharatany policzek,syknął cicho z bólu.Nie czułam od niego ani kropli alkoholu.
-Kto Ci to zrobił,kochanie?
Już otwierał usta aby odpowiedzieć,kiedy na dół zbiegły dzieciaki.
-Sorki,mamo,ale nie wytrzyma...O mój Boże...TATO!-podbiegli całą trójką i objęli go jak najwyżej zdołali.Pochylił się nad nimi i starając aby nikogo nie ubrudzić,pogłaskał po głowie.
-Jak to możli...
-CO SIĘ STAŁO?!
-Boziu,jak ty wyglądasz...
-Mamo,czemu tak stoisz!
-Plastry,plastry! Trzeba go zakleić!
Zaczęli się przekrzykiwać i Zayn uśmiechnął się delikatnie,choć mi wcale nie było do śmiechu.
-To tylko tak źle wygląda,czuję się świetnie.-powiedział kucając przy nich.-Nic mi nie jest.
-To ciemu...klew...tyle...tato...-Naina rozpłakała się i zawiesiła swoje małe rączki na jego szyi.
-Ciii...Byłem wczoraj u wujka Paula żeby trochę nauczyć się samoobrony,ale jak widać nie poszło mi zbyt dobrze.-skłamał a Harry (Styles) zachichotał po cichu.-Skopał mi tyłek,ale obiecałem,że jeszcze mu się odwdzięczę.A teraz idźcie proszę się ubrać,bo trochę splamiłem wam piżamki.Potem porozmawiamy,dobrze?
Potulnie pokiwali głową i bez słowa pobiegli na górę.
-Przyniosę apteczkę.-oznajmiłam wychodząc na zaplecze kuchni.Już po chwili Zayn rozsiadł się w salonie czekając aż skończę go opatrywać,a tymczasem Harry zaparzał kawę.
-To teraz poproszę wersję dla dorosłych.-powiedziałam z powagą,patrząc mu w oczy.Brunet westchnął,a Loczek usiadł naprzeciwko.
-Wczoraj jak wracałem ze sklepu,poszedłem po te nieszczęsne kiełbaski,było już ciemno i nawet nie zauważyłem jak otoczyło mnie kilku gostków.Było ich chyba z pięciu,każdy miał na głowie kaptur.Znałem tylko jednego z nich,rozpoznałem po głosie.
-Kto to był?
-Matthew.
Na moment przystanęło mi serce.Nie,to nie może być ON.
-Tt..ten Matthew?-wyjąkałam,a Zayn pokiwał głową.
-Zaszantażował mnie,że jeśli nie dam mu jako zaliczki trzech milionów,to w szybkim tempie z powrotem pojawi się w naszym życiu...
-Co?! Jak...dlaczego...
-Mów dalej.-odezwał się Harry,wertując każde jego słowo w skupieniu.
-...Pokazał mi zdjęcia na których widać dzieci,wtedy kiedy były u Lizzie.Było też tam kilka twoich zdjęć.
-Obserwował nas?-spytałam przerażona.Nastała chwila ciszy.-Zayn chyba nie dasz mu tych pieniędzy?
-Nie pozwolę was skrzywdzić.-powiedział patrząc mi prosto w oczy.Styles wstał i zaczął spacerować w te i we w te.
-Musimy poinformować Paula.-odezwał się po kilku minutach.
-I co to da?-spojrzałam na niego.
-Trzeba wam zapewnić stałą ochronę i...
-Harry,przecież ochrona nie może chodzić za nami przez cały czas! Dzieciaki nie są głupie,szybko się zorientują,że coś jest nie tak.
-Nie ma innego wyjścia,chyba że chcecie co po chwila pozbywać się kilku milionów.
-Na to bym nie liczył.-mruknął Zayn.-Postawiłem się im,powiedziałem,że nie dostaną ani grosza,dlatego wyglądam jak wyglądam...
-I tak miałeś dużo szczęścia.-wtuliłam się w niego.Zayn już otwierał usta żeby coś powiedzieć,ale do salonu zbiegły dzieci.
-Tatoo,a mogę iść z tobą na następną naukę samoobrony?-Mały Harry stanął przed nami wymachując rękami.-Wiesz,tak na wszelki wypadek.
-Jasne.-odpowiedział.-Myślę,że teraz wszystkim nam się to przyda.-dodał patrząc porozumiewawczo to na mnie,to na Lokowatego.

No nie miałam wyjścia,musiałam się w końcu przycisnąć,bo ALL nie dawała spokoju :D Masz bejbe,to z dedykacją dla Ciebie :* Kochani,kawał czasu minął odkąd ostatnio się tu odzywałam,ale kończąc Steal Heart obiecałam,że nie będę dodawała systematycznie.Cały czas,na bieżąco znajdziecie mnie TU (na unusual) i TU ;) Zapraszam xx

Jeśli chcecie follow back:
@always_potato - bardzo chciałabym follownąć osoby,które czytały Steal,bo mam do tego opowiadania wielki sentyment,a jego czytelnikom wiele zawdzięczam ;* podawajcie swoje tt!