Nadszedł ten dzień w którym to mój chłopak miał być wypisany ze szpitala.Mój chłopak...jak to ładnie brzmi...Tęskniłam za tym całym swoim sercem.
-A więc mamy dwa warianty...Wariant A.Dołączamy do naszych plażowiczów w boskim i słonecznym LA. Luub Wariant B.Zostajemy tutaj w boskim i zmarzniętym NY.Co wybierasz?-zapytał pakując swoje rzeczy do samochodu a ja z zaciekawieniem przyglądałam się jego sprawności fizycznej.
-Nadal nie mogę uwierzyć,że oszukiwałeś mnie z tą nogą przez tyle dni...-zacmokałam i krzyżując ręce na piersi oparłam się o maskę auta.
-No wiesz...gdyby nie to,to nie odwiedzałabyś mnie tak często.Ktoś w końcu musiał pomóc temu biednemu kalece...-wywrócił oczami po czym podszedł do mnie i zawiesił swoje dłonie na moich biodrach.
-I tak bym Cię odwiedzała,bo źle na mnie działasz.Przyciągasz jak magnez...
-Achh,jestem okropny...
-No jesteś.Ale za to Cię ko...ko..-W tym momencie się zacięłam.Miałam powiedzieć mu co dokładnie do niego czuję,tak po prostu? Sama nie byłam na sto procent pewna,a nawet jeśli to nie myślałam,że powiem mu to tak po prostu-ot tak,na szpitalnym parkingu.
-Hm?
-Kochanie popatrz,to Tom!-zawołałam zmieszana i pomachałam ręką w kierunku przyjaciela,który podszedł do nas z wielkim uśmiechem na twarzy.Zauważyłam,że Zayn jakby spochmurniał i przybliżył mnie do siebie jeszcze bardziej.
-Cześć gołąbeczki,jak miło was znowu widzieć w komplecie!
-I Ciebie też miło widzieć,Tom.-powiedział Zayn niezbyt przekonująco.
-Och,daj spokój Zayn,przecież dobrze wiesz,że między mną a Mary nigdy nic nie było,co? Przyjaźnię się z nią tak samo jak i z tobą,szkoda żeby nasze relacje popsuły się przez jakieś beznadziejne plotki.
-No właśnie,Zayn...Nie masz się o co martwić,jestem twoja.TWOJA,słyszysz?!-krzyknęłam roześmiana i poklepałam go z boku powodując przy tym,że na jego twarzy pojawił sie lekki uśmiech.
-No niech wam będzie...-westchnął-Co u Ciebie słychać?
-A w porządku,w porządku.Nie mam zbytnio czasu bo lada chwila mam samolot,wyskoczyłem tylko po coś na ząb.-wskazał na torbę pełną jedzenia.
-Wracacie do Londynu?-spytałam.
-Taaak,wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej...Dobra,spadam bo już do mnie wydzwaniają,narazie!
-Szerokiego lotu!-zawołaliśmy.Pokiwał tylko w podzięce głową i z telefonem przy uchu popędził w kierunku lotniska,które znajdowało się niedaleko stąd.
-A więc co wybieramy?-Zayn spojrzał na mnie.
-To może dołączmy do tych wariatów,nie bądźmy tacy samolubni.
3 dni później...
-No nareszcie jesteście! Już myśleliśmy,że wolicie zostać w tym okropnym mrozie...-Meggie aż się otrzepała na wspomnienie zimy,która nawiedziła Nowy Jork.
-Ja tam do tego mrozu nic nie mam,ale za wami się stęskniłam.-obcałowałam ją po czym poszłam uściskać się z resztą.Nie ma porównania co do klimatu,który tak diametralnie się zmienił...Z tej zmiany temperatury i ciśnienia aż rozbolała mnie głowa.Muszę przyznać,że stęskniłam się za przyjaciółmi równie mocno jak za moim i Meggie domem tuż przy plaży,który podarowała nam Kelly.Wynajmowany dom chłopców już dawno został komuś odsprzedany,dlatego wszyscy osiedlili się u nas.
-Co dzisiaj robimy?-zapytał Niall
-Ja się nie ruszam z domu.Będę cały dzień wylegiwała się na kanapie w tym boskim,chłodnym saloniku...-westchnęłam i rzeczywiście wyłożyłam się tuż przed telewizorem nie słuchając ich dyskusji.Skończyło się tak,że Liam,Zayn i Lou poszli na plażę,Harry na miasto a ja z Niallem i Meggie zostaliśmy w środku.
-Wiedzieliśmy,że wasz powrót to będzie tylko kwestia czasu.-odezwał się Horan kiedy zajadaliśmy desery lodowe przygotowane przez rudowłosą.
-Masz na myśli nasz powrót tutaj czy ogólnie,do siebie?
-Ogólnie,do siebie.-powtórzył.
-Aha...no ja szczerze mówiąc nie do końca w to wierzyłam,ale dziękuję,że wy nie traciliście nadziei.
-Nie ma sprawy.Meggie,mogę dokładkę?!-krzyknął w stronę kuchni.
-Jak on może,to ja też chcę!!
-Ale ja chcę więcej!!
-Niee,ja chcę więcej!!
-Ale ja jestem jej chłopakiem!
-A ja jej przyjaciółką już od daaaaawna!
-To nie ma nic do rzeczy! Bo chłopak to chłopak...
Oprócz bezsensownej kłótni dziwne było to,że wciąż krzyczeliśmy mimo,że siedzieliśmy zaledwie metr od siebie.Moja przyjaciółka musiała się rzeczywiście na nas wkurzyć bo gdy tylko pojawiła się w salonie,zakradając się od tyłu otworzyła pudełko pełne lodów i przedzielając jego zawartość na równą połowę,wyrzuciła lody na naszą dwójkę.I wtedy się zaczęło! Wrzeszcząc i piszcząc z zimna,cali poklejeni rzuciliśmy się pędem na Meggie,ale pech chciał,że obydwoje poślizgnęliśmy się na panelach i jak dłudzy wyłożyliśmy się pod jej nogami.
-Chcieliście lody,to macie.-skwitowała po czym dumnym krokiem ruszyła do kuchni pozmywać naczynia.Nie zostało nam nic innego jak dołączenie do chłopców,dlatego jak tylko się podnieśliśmy,pobiegliśmy w kierunku plaży.Cała trójka leżała na kocu opalając się,a my nawet się z nimi nie witając wskoczyliśmy w ubraniach do wody,w biegu wyciągając z kieszeni portfele i telefony.Po kilku minutach wspólnej zabawy cali mokrzy wyłożyliśmy się na piasku przez co po chwili wyglądaliśmy jak kotlety w panierce.
-Na mózg wam padło?-nasze zachowanie skwitował nie kto inny jak Lou a my uśmiechnięci i zmęczeni tylko pokiwaliśmy głowami.Czułam jak moje powieki coraz to wolniej opadają i opadają...aż w końcu zamknęły się i zmorzył mnie głęboki sen.Było to niezwykłe ukojenie dla mojej migreny.Gdy obudziłam się po kilku godzinach było już całkowicie ciemno.Nadal leżałam na piasku,z tym wyjątkiem,że przykryta kocem a u mego boku znajdował się Zayn podziwiający fale obijające się o brzeg.
-Ooo mamo,czuję jak wszystko mnie boli...-jęknęłam i pomału się podniosłam.-Jak długo tu jesteś?
-Odkąd zasnęłaś.Słuchaj Mary,musimy porozmawiać...-wyprostował się i usiadł na przeciwko mnie.Przestraszył mnie ton i powaga jego głosu.Widziałam,że toczy zawziętą walkę z myślami i już podejrzewałam co chce mi powiedzieć.-Zakochałem się.
-Och...-poczułam jak serce staje mi w miejscu a do oczu napływają łzy.Wiedziałam,że z Perrie nie wszystko było jeszcze skończone,czułam to od samego początku...Tylko co ja mam w tej chwili zrobić? Walczyć i nie poddawać się do końca? To chyba nie dla mnie...Może ja po prostu nie mogłam mieć go dla siebie? Może miałam już tą szansę,którą tak idealnie spieprzyłam i na moje miejsce Zayn musi znaleźć sobie kogoś innego...kogoś lepszego,kto go nie zostawi...-W takim razie...Powiedz jej.
-Powiedziałem.-odpowiedział jakby zaskoczony moją reakcją.
-I co powiedziała?-spytałam patrząc tępo w horyzont.
-Powiedz jej.-nadal zdziwiony uniósł brew.-I właśnie tego nierozu...
-MIAŁEŚ NA MYŚLI MNIE?!-podniosłam się nadal płacząc ale nie wiedziałam czy ze smutku czy szczęścia,a chyba tak od tak,po prostu.
-No a kogo innego?!-zapytał urażony i także wstał.
-No myślałam...myślałam,że mówisz o Perrie,że...że wróciliście do siebie...
-CO?! Chodziło mi o Ciebie,głuptasie! Jak nisko ty mnie cenisz,co? Przecież nie mógłbym zrobić Ci czegoś tak okropnego!-zawołał z wyrzutem.
-Kurde...przepraszam,ja rzeczywiście...Idiotka.-westchnęłam.
-No nie przesadzajmy...-on także wzdychnął opadając z emocji-Jesteś...jesteś dla mnie wszystkim.Wszystkim,rozumiesz? To,że jesteś taka roztrzepana,zwariowana,czasem drażliwa...To wszystko utrzymuje mnie przy życiu.-powiedział i spuścił głowę.
-Co ty wygadujesz? Chyba nie chciałeś...O matko,to przeze mnie tak? Przez to,że Cię zostawiłam?-zasłoniłam sobie usta ręką a łzy znowu zgromadziły się w oczach-To fakt,zbyt mocno wierzę,zbyt mocno kocham,za bardzo ufam,jestem szalona ale i jak naiwna...za bardzo nieracjonalna,często zbyt sarkastyczna,ale pamiętaj dupku! Zrobię dla Ciebie wszystko...I błagam Cię,już nigdy nie miej tak okropnych,samobójczych myśli pod tą boską czupryną!-zawołałam łapiąc go za włosy a on przytulił mnie do siebie mocno.
-Obiecuję.A ty obiecaj,że już nigdy mnie nie zostawisz.
-Choćby nie wiem co...Cholera,obiecuję!-załkałam i pocałowałam go zachłannie w usta.-Kocham Cię,Zayn.Kocham i teraz już o tym wiem...

Mimo tego,że było ciemno zauważyłam,że brunet uśmiecha się lekko.
-Tak długo czekałem na to aż się odważysz...Ale warto było.-cmoknął mnie delikatnie w czoło po czym oparł swoją brodę o moją głowę.-Ja Ciebie też kocham,Mary.
Spieprzyłam trochę ten rozdział,no ale cóż...musiałam w końcu wtoczyć ten piękny moment ze słowem
'kocham' :') Mimo,że mnie tak bardzo prosicie,będę kończyła powoli to opowiadanie,bo nie mogę niczego ciągnąć w nieskończoność.Stałoby się to monotonne,a już mam zaplanowaną końcówkę.
Ale mocno wierzę w to,że będziecie wpadać na moje drugie opowiadanie: KLIK.
I zamierzam zacząć pisać kolejne,zastanawiam się jeszcze czy dalej o One Direction czy może o czarodziejach,Howagrcie itp. No zobaczymy,w każdym bądź razie was wtedy powiadomię.Oczywiście nie usunę tej strony żeby kto chciał mógł do niej wrócić,a może natrafi na nią ktoś nowy :)
DOSTAŁAM SIĘ DO LICEUM! Yeaahh,sorry ale musiałam xDD
Moja reakcja jak kumpela do mnie zadzwoniła że się dostałam:

I kiedy powiedziała,że jestem w klasie humanistycznej:

I to jeszcze z moją przyjaciółką:

I z moim wrogiem...:

Ale to nic,będę przejmować się tym później.Gdy powiedziałam przyjaciółce,że
będziemy razem...:

Zadzwoniła po rodziców i razem pojechaliśmy to uczcić:

Po drodze wstąpiliśmy do szkoły żeby zobaczyć kogo będziemy mieć w klasie.
Nasza reakcja na to,że jest 8 chłopaków:

Oraz nasza reakcja na to,że nasz wróg nr.2 nie dostał się do liceum! :

Dobra,bije mi ale to nic XD Jutro mam pierwsze spotkanie z nową klasą i jeśli nie będzie burzy (której
tak bardzo się boję,grrr) no i jeśli moja kumpela będzie dała rady,to się wybierzemy.Trzymajcie kciuki! :D
PS.Do KiSs Me: Ja jestem z lutego ^^
Dziękuję wszystkim za gratulacje,wiarę w to że się dostanę,niedocenianie braku weny (mam tu szczególnie na myśli Mrs.Horan xDD),długaśne komentarze All (które uwwielbiam czytać ^^) i ogólnie wszystkim z całego serca MASSIVE THANK YOU!!
Ps.2- z racji tego,że nie mam jak czytać wszystkich waszych blogów,polecę i zareklamuję wszystkie blogi których adresy podacie w komentarzach,więc do roboty,czekam!! ;)
-A więc mamy dwa warianty...Wariant A.Dołączamy do naszych plażowiczów w boskim i słonecznym LA. Luub Wariant B.Zostajemy tutaj w boskim i zmarzniętym NY.Co wybierasz?-zapytał pakując swoje rzeczy do samochodu a ja z zaciekawieniem przyglądałam się jego sprawności fizycznej.
-Nadal nie mogę uwierzyć,że oszukiwałeś mnie z tą nogą przez tyle dni...-zacmokałam i krzyżując ręce na piersi oparłam się o maskę auta.
-No wiesz...gdyby nie to,to nie odwiedzałabyś mnie tak często.Ktoś w końcu musiał pomóc temu biednemu kalece...-wywrócił oczami po czym podszedł do mnie i zawiesił swoje dłonie na moich biodrach.
-I tak bym Cię odwiedzała,bo źle na mnie działasz.Przyciągasz jak magnez...
-Achh,jestem okropny...
-No jesteś.Ale za to Cię ko...ko..-W tym momencie się zacięłam.Miałam powiedzieć mu co dokładnie do niego czuję,tak po prostu? Sama nie byłam na sto procent pewna,a nawet jeśli to nie myślałam,że powiem mu to tak po prostu-ot tak,na szpitalnym parkingu.
-Hm?
-Kochanie popatrz,to Tom!-zawołałam zmieszana i pomachałam ręką w kierunku przyjaciela,który podszedł do nas z wielkim uśmiechem na twarzy.Zauważyłam,że Zayn jakby spochmurniał i przybliżył mnie do siebie jeszcze bardziej.
-Cześć gołąbeczki,jak miło was znowu widzieć w komplecie!
-I Ciebie też miło widzieć,Tom.-powiedział Zayn niezbyt przekonująco.
-Och,daj spokój Zayn,przecież dobrze wiesz,że między mną a Mary nigdy nic nie było,co? Przyjaźnię się z nią tak samo jak i z tobą,szkoda żeby nasze relacje popsuły się przez jakieś beznadziejne plotki.
-No właśnie,Zayn...Nie masz się o co martwić,jestem twoja.TWOJA,słyszysz?!-krzyknęłam roześmiana i poklepałam go z boku powodując przy tym,że na jego twarzy pojawił sie lekki uśmiech.
-No niech wam będzie...-westchnął-Co u Ciebie słychać?
-A w porządku,w porządku.Nie mam zbytnio czasu bo lada chwila mam samolot,wyskoczyłem tylko po coś na ząb.-wskazał na torbę pełną jedzenia.
-Wracacie do Londynu?-spytałam.
-Taaak,wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej...Dobra,spadam bo już do mnie wydzwaniają,narazie!
-Szerokiego lotu!-zawołaliśmy.Pokiwał tylko w podzięce głową i z telefonem przy uchu popędził w kierunku lotniska,które znajdowało się niedaleko stąd.
-A więc co wybieramy?-Zayn spojrzał na mnie.
-To może dołączmy do tych wariatów,nie bądźmy tacy samolubni.
3 dni później...
-No nareszcie jesteście! Już myśleliśmy,że wolicie zostać w tym okropnym mrozie...-Meggie aż się otrzepała na wspomnienie zimy,która nawiedziła Nowy Jork.
-Ja tam do tego mrozu nic nie mam,ale za wami się stęskniłam.-obcałowałam ją po czym poszłam uściskać się z resztą.Nie ma porównania co do klimatu,który tak diametralnie się zmienił...Z tej zmiany temperatury i ciśnienia aż rozbolała mnie głowa.Muszę przyznać,że stęskniłam się za przyjaciółmi równie mocno jak za moim i Meggie domem tuż przy plaży,który podarowała nam Kelly.Wynajmowany dom chłopców już dawno został komuś odsprzedany,dlatego wszyscy osiedlili się u nas.
-Co dzisiaj robimy?-zapytał Niall
-Ja się nie ruszam z domu.Będę cały dzień wylegiwała się na kanapie w tym boskim,chłodnym saloniku...-westchnęłam i rzeczywiście wyłożyłam się tuż przed telewizorem nie słuchając ich dyskusji.Skończyło się tak,że Liam,Zayn i Lou poszli na plażę,Harry na miasto a ja z Niallem i Meggie zostaliśmy w środku.
-Wiedzieliśmy,że wasz powrót to będzie tylko kwestia czasu.-odezwał się Horan kiedy zajadaliśmy desery lodowe przygotowane przez rudowłosą.
-Masz na myśli nasz powrót tutaj czy ogólnie,do siebie?
-Ogólnie,do siebie.-powtórzył.
-Aha...no ja szczerze mówiąc nie do końca w to wierzyłam,ale dziękuję,że wy nie traciliście nadziei.
-Nie ma sprawy.Meggie,mogę dokładkę?!-krzyknął w stronę kuchni.
-Jak on może,to ja też chcę!!
-Ale ja chcę więcej!!
-Niee,ja chcę więcej!!
-Ale ja jestem jej chłopakiem!
-A ja jej przyjaciółką już od daaaaawna!
-To nie ma nic do rzeczy! Bo chłopak to chłopak...
Oprócz bezsensownej kłótni dziwne było to,że wciąż krzyczeliśmy mimo,że siedzieliśmy zaledwie metr od siebie.Moja przyjaciółka musiała się rzeczywiście na nas wkurzyć bo gdy tylko pojawiła się w salonie,zakradając się od tyłu otworzyła pudełko pełne lodów i przedzielając jego zawartość na równą połowę,wyrzuciła lody na naszą dwójkę.I wtedy się zaczęło! Wrzeszcząc i piszcząc z zimna,cali poklejeni rzuciliśmy się pędem na Meggie,ale pech chciał,że obydwoje poślizgnęliśmy się na panelach i jak dłudzy wyłożyliśmy się pod jej nogami.
-Chcieliście lody,to macie.-skwitowała po czym dumnym krokiem ruszyła do kuchni pozmywać naczynia.Nie zostało nam nic innego jak dołączenie do chłopców,dlatego jak tylko się podnieśliśmy,pobiegliśmy w kierunku plaży.Cała trójka leżała na kocu opalając się,a my nawet się z nimi nie witając wskoczyliśmy w ubraniach do wody,w biegu wyciągając z kieszeni portfele i telefony.Po kilku minutach wspólnej zabawy cali mokrzy wyłożyliśmy się na piasku przez co po chwili wyglądaliśmy jak kotlety w panierce.
-Na mózg wam padło?-nasze zachowanie skwitował nie kto inny jak Lou a my uśmiechnięci i zmęczeni tylko pokiwaliśmy głowami.Czułam jak moje powieki coraz to wolniej opadają i opadają...aż w końcu zamknęły się i zmorzył mnie głęboki sen.Było to niezwykłe ukojenie dla mojej migreny.Gdy obudziłam się po kilku godzinach było już całkowicie ciemno.Nadal leżałam na piasku,z tym wyjątkiem,że przykryta kocem a u mego boku znajdował się Zayn podziwiający fale obijające się o brzeg.
-Ooo mamo,czuję jak wszystko mnie boli...-jęknęłam i pomału się podniosłam.-Jak długo tu jesteś?
-Odkąd zasnęłaś.Słuchaj Mary,musimy porozmawiać...-wyprostował się i usiadł na przeciwko mnie.Przestraszył mnie ton i powaga jego głosu.Widziałam,że toczy zawziętą walkę z myślami i już podejrzewałam co chce mi powiedzieć.-Zakochałem się.
-Och...-poczułam jak serce staje mi w miejscu a do oczu napływają łzy.Wiedziałam,że z Perrie nie wszystko było jeszcze skończone,czułam to od samego początku...Tylko co ja mam w tej chwili zrobić? Walczyć i nie poddawać się do końca? To chyba nie dla mnie...Może ja po prostu nie mogłam mieć go dla siebie? Może miałam już tą szansę,którą tak idealnie spieprzyłam i na moje miejsce Zayn musi znaleźć sobie kogoś innego...kogoś lepszego,kto go nie zostawi...-W takim razie...Powiedz jej.
-Powiedziałem.-odpowiedział jakby zaskoczony moją reakcją.
-I co powiedziała?-spytałam patrząc tępo w horyzont.
-Powiedz jej.-nadal zdziwiony uniósł brew.-I właśnie tego nierozu...
-MIAŁEŚ NA MYŚLI MNIE?!-podniosłam się nadal płacząc ale nie wiedziałam czy ze smutku czy szczęścia,a chyba tak od tak,po prostu.
-No a kogo innego?!-zapytał urażony i także wstał.
-No myślałam...myślałam,że mówisz o Perrie,że...że wróciliście do siebie...
-CO?! Chodziło mi o Ciebie,głuptasie! Jak nisko ty mnie cenisz,co? Przecież nie mógłbym zrobić Ci czegoś tak okropnego!-zawołał z wyrzutem.
-Kurde...przepraszam,ja rzeczywiście...Idiotka.-westchnęłam.
-No nie przesadzajmy...-on także wzdychnął opadając z emocji-Jesteś...jesteś dla mnie wszystkim.Wszystkim,rozumiesz? To,że jesteś taka roztrzepana,zwariowana,czasem drażliwa...To wszystko utrzymuje mnie przy życiu.-powiedział i spuścił głowę.
-Co ty wygadujesz? Chyba nie chciałeś...O matko,to przeze mnie tak? Przez to,że Cię zostawiłam?-zasłoniłam sobie usta ręką a łzy znowu zgromadziły się w oczach-To fakt,zbyt mocno wierzę,zbyt mocno kocham,za bardzo ufam,jestem szalona ale i jak naiwna...za bardzo nieracjonalna,często zbyt sarkastyczna,ale pamiętaj dupku! Zrobię dla Ciebie wszystko...I błagam Cię,już nigdy nie miej tak okropnych,samobójczych myśli pod tą boską czupryną!-zawołałam łapiąc go za włosy a on przytulił mnie do siebie mocno.
-Obiecuję.A ty obiecaj,że już nigdy mnie nie zostawisz.
-Choćby nie wiem co...Cholera,obiecuję!-załkałam i pocałowałam go zachłannie w usta.-Kocham Cię,Zayn.Kocham i teraz już o tym wiem...

Mimo tego,że było ciemno zauważyłam,że brunet uśmiecha się lekko.
-Tak długo czekałem na to aż się odważysz...Ale warto było.-cmoknął mnie delikatnie w czoło po czym oparł swoją brodę o moją głowę.-Ja Ciebie też kocham,Mary.
Spieprzyłam trochę ten rozdział,no ale cóż...musiałam w końcu wtoczyć ten piękny moment ze słowem
'kocham' :') Mimo,że mnie tak bardzo prosicie,będę kończyła powoli to opowiadanie,bo nie mogę niczego ciągnąć w nieskończoność.Stałoby się to monotonne,a już mam zaplanowaną końcówkę.
Ale mocno wierzę w to,że będziecie wpadać na moje drugie opowiadanie: KLIK.
I zamierzam zacząć pisać kolejne,zastanawiam się jeszcze czy dalej o One Direction czy może o czarodziejach,Howagrcie itp. No zobaczymy,w każdym bądź razie was wtedy powiadomię.Oczywiście nie usunę tej strony żeby kto chciał mógł do niej wrócić,a może natrafi na nią ktoś nowy :)
DOSTAŁAM SIĘ DO LICEUM! Yeaahh,sorry ale musiałam xDD
Moja reakcja jak kumpela do mnie zadzwoniła że się dostałam:

I kiedy powiedziała,że jestem w klasie humanistycznej:

I to jeszcze z moją przyjaciółką:

I z moim wrogiem...:

Ale to nic,będę przejmować się tym później.Gdy powiedziałam przyjaciółce,że
będziemy razem...:

Zadzwoniła po rodziców i razem pojechaliśmy to uczcić:

Po drodze wstąpiliśmy do szkoły żeby zobaczyć kogo będziemy mieć w klasie.
Nasza reakcja na to,że jest 8 chłopaków:

Oraz nasza reakcja na to,że nasz wróg nr.2 nie dostał się do liceum! :

Dobra,bije mi ale to nic XD Jutro mam pierwsze spotkanie z nową klasą i jeśli nie będzie burzy (której
tak bardzo się boję,grrr) no i jeśli moja kumpela będzie dała rady,to się wybierzemy.Trzymajcie kciuki! :D
PS.Do KiSs Me: Ja jestem z lutego ^^
Dziękuję wszystkim za gratulacje,wiarę w to że się dostanę,niedocenianie braku weny (mam tu szczególnie na myśli Mrs.Horan xDD),długaśne komentarze All (które uwwielbiam czytać ^^) i ogólnie wszystkim z całego serca MASSIVE THANK YOU!!
Ps.2- z racji tego,że nie mam jak czytać wszystkich waszych blogów,polecę i zareklamuję wszystkie blogi których adresy podacie w komentarzach,więc do roboty,czekam!! ;)


