piątek, 9 marca 2012

11 Rozdział

UWAGA! Odświeżyłam podstronę 'Bohaterowie' i umieściłam tam kilku
nowych,którzy będą pojawiać się w najbliższych rozdziałach.Oprócz
tego będę pod postem umieszczała zdjęcia,które pomogą wam w wyobrażeniu
sobie danych postaci :)

Następnego dnia jak zwykle wstałem ostatni.Gdy zszedłem na dół,reszta
była już w kuchni.Niall robił omlety,Harry czekając śpiewał 'One Thing'

Louis z kimś zawzięcie smsował a Liam krzątał się koło Niallera.
-Proszę,proszę kto się wreszcie obudził!-przywitał mnie Lou
-Czeeść-ziewnąłem i usiadłem przy stole
-Jak się spało?-spytał Liam siadając obok
-Boleśnie-skrzywiłem się i dotknąłem nosa (nossa,nossa,haha ^^)
-Niall masz już te omlety?!-zawołała zniecierpliwiona Marchewa
-Ja pierdziele,sam byś sobie chociaż raz zrobił!-oburzył się i niemal rzucił
przed niego talerzem na stół
-Twoje są najlepsze-pocałował go w policzek i uradowany rzucił się na
jedzenie.Zaśmiałem się.
-Jakieś wieści od Ivy?-zapytał Harry zachrypniętym głosem.Nikt nie
odpowiedział,wszyscy spojrzeli w moją stronę.
-Na mnie nie patrzcie,ja nic nie wiem-powiedziałem przeżuwając
-To co dzisiaj robimy?-Liam szybko zmienił temat widząc moją minę
-Disco?-zaproponował Harry zabawnie poruszając brwiami
-Kręgle?-tym razem Lou
-A może jakiś porządny obiad?-zauważyłem dziwny błysk w oku Nialla
-Przecież jeszcze nie zjadłeś śniadania...-zachichotał Liam
-Ale zaraz znowu będę głodny.
-Ty zawsze jesteś głodny-spojrzałem na niego-Ja chciałbym wrócić do Londynu.-
spuściłem wzrok.Popatrzyli po sobie,kiwnęli głową i Louis powiedział:
-Ok,spakujemy się,po południu powinien być jakiś lot.
-Nie musicie jechać przeze mnie...
-Nie musimy ale chcemy.Jesteśmy One Direction-przypomniał Harry
-Właśnie-zgodził się Payne
-Po za tym,stęskniłem się za Nandos i Milk Shake City-oznajmił Niall-No co?!
-Och,Nialler,Nialler...-westchnąłem i wstałem.Tak jak postanowiliśmy,po śniadaniu
spakowaliśmy nasze rzeczy.Po południu Louis z Liamem pojechali po bilety,
Niall poszedł do Meggie a my z Harrym próbowaliśmy się skontaktować z
wytwórnią i menagerem.O 14 wszystko było załatwione.
-Meg nie leci z nami-posmutniał Niall kiedy wrócił
-Dlaczego nie?
-Mówi,że nie może.Podpisała jakiś tam kontrakt ze studiem i musi zostać do
końca wakacji...-posmutniał
-Szybko zleci-pocieszyłem go,a Liam poklepał go po plecach.
-No wiem,przecież nie jest moją dziewczyną...ale zawsze jest skype,nie?
-Skype,telefon,internet...-blondyn lekko się rozchmurzył
Jak zabraliśmy wszystko pojechaliśmy na lotnisko.Wkrótce znaleźliśmy się
w samolocie.

Kiedy wróciłam do Londynu,źle zniosłam narastającą tam samotność.Kilka razy
spotkałam się z przyjaciółką z planu Emmą Watson,która wysłuchała mnie i
doradziła żebym zostawiła to wszystko i pojechała do rodziny.Tak też zrobiłam,
zabierając ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy wsiadłam w pociąg do Bradford.
Rodzice przywitali mnie z wielkim zaskoczeniem ale i z wielką radością
podobnie jak moi bracia-3 letni Kevin i rok młodszy ode mnie Joe (ich zdj.
w 'bohaterach').Moja mama zawsze była dla mnie najlepszą przyjaciółką.
Zwierzałam jej się ze wszystkiego,i tym razem nie ukrywałam przed nią
swoich problemów.Opowiedziałam jej wszystko co leżało mi na sercu.
-Ooch,kochanie,jesteś jeszcze taka młoda...-przytuliła mnie do swej matczynej
piersi.-Chociaż z drugiej strony nie wiem kiedy ty tak szybko urosłaś.
-Mogę u was zostać? W Londynie nic mnie nie trzyma..
-Oczywiście skarbie.To jest twój dom,pamiętaj o tym!
-Dziękuję.
Mój tata Charlie też się o tym dowiedział.Joe usłyszał to kiedy rozmawiałam
z mamą.Zaskoczyło mnie jego prawdziwe współczucie,może to tęsknota tak
zmienia ludzi? Może tak,może nie ale tacie się wygadał.Także wszyscy w domu
wiedzieli o tym jak zranił mnie Matt.Oczywiście nie licząc Kevina,który jak
zawsze mnie zaczepiał.Stęskniłam się za tą przylepą.Wracając do ojca to jak
zwykle źle to przyjął.Był okropnie wściekły,miał ochotę go zabić gdyby nie
oddzielający ich kontynent...
-Mamo,opowiedz mi o twojej pierwszej miłości-wypaliłam nagle kiedy tata
pojechał do pracy a Joe do szkoły.
-O mojej pierwszej miłości powiadasz..-uśmiechnęła się na samo wspomnienie
i zasiadłyśmy w salonie popijając cappuccino-A więc...po raz pierwszy
spotkałam go w szkole,on chodził do trzeciej klasy liceum a ja do pierwszej.
Na początku w ogóle się nie zauważaliśmy.Dopiero na pozaszkolnych zajęciach
teatralnych przykuliśmy swoją uwagę.
-Chodziłaś na kółko teatralne?
-A myślałaś,że po kim masz takie zamiłowanie do aktorstwa?
-Nigdy mi nie mówiłaś...
-Bo nie pytałaś-uśmiechnęła się-Odkąd skończyłaś 14 lat prawie w ogóle
nie ma cię w domu,kochanie..
-Masz rację-zrobiło mi się głupio-Jestem okropna.Postaram się to nadrobić.
-To dojrzała decyzja.Rozstanie z dzieckiem to najgorsze co może być
dla matki.-złapała mnie za dłoń
-Przepraszam,mamo.Ale proszę opowiadaj co było dalej!
-No dobrze.Chodziliśmy na te zajęcia przez kilka lat.W końcu nie wytrzymałam
dłużej.Podeszłam do niego i powiedziałam mu co do niego czuję.
Wybałuszyłam oczy.-Tak po prostu?! Żartujesz?
-Nie.Pomyślałam sobie wtedy o twojej babci,ciotkach i prababkach.Kobiety w
naszej rodzinie wiedzą czego chcą.Więc po prostu mu to powiedziałam-
oznajmiła stanowczo.
-Na mnie nie licz,ja taka odważna nie jestem.
-To pewnie po twoim ojcu.Kobiety z mojego hinduskiego rodu już takie są i
tylko wychodzi nam to na dobre.Powinnaś nad tym pomyśleć!
Ach,zapomniałam wam wspomnieć: Moja mama jest całkowitą hinduską.
Mieszkała i urodziła się w Indiach,ale jej rodzice,moi dziadkowie wyjechali z
nią i jej rodzeństwem do Bradford kiedy mama była mniej-więcej w moim wieku.
Natomiast mój tato jest anglikiem.Mimo to w moich żyłach płynie hinduska krew.
-Jak on na to zareagował?
-Uchwycił moją twarz w swoje dłonie i mnie pocałował.Kiedy skończyłam 18
lat,on miał wtedy 21 oświadczył mi się.Kilka miesięcy potem zaszłam w ciąże.
Urodziłam prześliczną dziewczynkę,którą nazwałam Ivy...-pogłaskała mnie
po twarzy-Była dla nas całym światem.
-A więc to był tata?!-krzyknęłam.Z uśmiechem pokiwała głową.
-Rok później pojawił się Joe.
-A jak zareagował na to,że jesteś hinduską?
-Nie przeszkadzało mu to.Ciągle powtarzał mi,że jestem piękna.
-Bo to prawda-wtuliłam się w jej aksamitne,czarne jak węgiel włosy.
-Słodka jesteś.Cerę masz po mnie,ale włosy zabrałaś od taty-przyglądnęła
mi się głaskając mnie po włosach.Bardzo mi tego brakowało.
-Mogłabym tak z tobą siedzieć i siedzieć,ale obowiązki wzywają-podniosła
się.Wiedziałam,że chodzi jej o modlitwę.Mimo innego wyzwania pogodziła
się z tym,że ja tak jak tata i Joe jestem katoliczką.
-Poczekaj..A więc tata był twoją pierwszą miłością...Zazdroszczę!
-Jeszcze spotkasz kogoś takiego,zobaczysz.Każdy gdzieś tam w świecie
ma swoją drugą połówkę.Pamiętasz co zawsze ci mówiłam?
Pokiwałam na nią i patrząc sobie prosto w oczy wspólnie powiedziałyśmy:
-Mówią,że kiedy rodzi się człowiek, z nieba spada dusza i rozpada się na
dwie części.Jedna część trafia do kobiety a druga do mężczyzny.Sens życia
polega na odnalezieniu tej drugiej połowy.Połowy swojej własnej duszy...
-Nie wiedziałam,że to zapamiętałaś-uśmiechnęła się
-W chwilach zwątpienia zawsze to sobie powtarzam...Mamo?
-Tak?
-Kocham Cię-powiedziałam i zauważyłam,że w jej oku zakręciła się łezka.
-Ja Ciebie też,skarbie.



No i kolejny rozdział za nami.Nie wiem jak wam się ostatnio podoba,
więc proszę komentujcie lub klikajcie tam w reakcjach,bo to mi strasznie
pomaga! :D Tak jak pisałam z początku,zaktualizowałam podstronę
Bohaterów.W moich rozdziałach tzw.na brudno jestem już przy 17
rozdziale więc pomyślałam,że zdjęcia wam się przydadzą żeby lepiej się
czytało.Mam nadzieję,że wam przypadnie do gustu ^^


niedziela, 4 marca 2012

10 Rozdział

Meggie wróciła bardzo późno.Siedziałam w ciszy na moim łóżku kiedy weszła
do mnie do pokoju.Od razu zauważyłam,że była po 'nutce' alkoholu.
-A ty co tak czuwasz jak jakiś stróż w Boże Ciało?-zapytała rozbierając się.
Nie wiem czemu ale mnie to rozśmieszyło.Jednak mimika twarzy Meg była
poważna.-Dostałam się!-krzyknęła-Mam pracę do końca wakacji!
-To świetnie,cieszę się-uśmiechnęłam się na ile było mnie stać chociaż w
rzeczywistości pękałam od środka.
-Jakoś chyba nie bardzo-mruknęła i poszła do siebie.Po 20 minutach
postanowiłam,że pójdę i powiem jej co się wydarzyło.Nie chciałam ani psuć
jej humoru,ani martwić ale wiedziałam że to jedyna okazja bo nie wiem ile tu
jeszcze zabawię,przecież ON może w każdej chwili,w każdym momencie wrócić...
-Meggie?-zajrzałam do środka
-Co jest?-spytała zamykając laptopa
-Jest coś o czym muszę ci powiedzieć...
-Och,tylko mi nie mówi,że znowu masz jakieś problemy!-zaśmiała się ironicznie
-Ja...
-No tak,oczywiście-przerwała mi-Ivy Bennett jak zwykle musi być w
centrum uwagi!-prychnęła-I nie obchodzi ją szczęście innych,przecież to ona
jest najważniejsza! W końcu jest sławną i bogatą aktorką! Wiesz co...mam
już dość twojego ciągłego wysłuchiwania...
-Przepraszam,że Ci przeszkodziłam-odpowiedziałam-To był błąd-wycofałam
się i zamknęłam drzwi.Następnego ranka byłam pewna swoich zamiarów.
Wstałam o godzinie 5,zaczynało świtać.Spakowałam swoje rzeczy do
walizki i napisałam list do Meggie zostawiając jej go na moim łóżku,z myślą że
może tam zajrzy.Nie miałam pojęcia czy w najbliższym czasie będzie jakiś lot,
ale pojechałam taksówką na lotnisko.Najwcześniejszy miał być o 7.Kiedy
wreszcie wybiła wsiadłam w samolot do Londynu...

***

-Niall? Możecie do mnie przyjść? Tak,to ważne! Okej,drzwi są otwarte.-
Meggie rozłączyła się i usiadła zmartwiona na łóżku.
-Co się stało?-zapytali One Direction wchodząc do pokoju po 5 minutach.
Bez słowa pokazała im list,który trzymała w dłoniach.

                      Droga Meggie
Miałaś rację.Jestem okropną egoistką,mam nadzieję,że mi to
kiedyś wybaczysz.Postanowiłam że wrócę do Londynu chociaż
na jakiś czas,nie wiem co dalej.Bardzo Cię przepraszam.
Uściskaj chłopców.
                                           Ivy


-Ja...jak to wyjechała?-Niall nie mógł uwierzyć w to co przeczytał
-No tak to,nie ma jej.-Meg opadła na łóżko-Jaka ja jestem głupia! Ona
mi chciała wczoraj coś powiedzieć,wyglądała na prawdę okropnie,a zawsze
jest taka idealna...a a ja..ja byłam zalana!
-Ale czemu..co się mogło stać?-zapytał Harry
-Nie wiem..-Louis też usiadł
-Ja wiem-odezwał się Liam a wszyscy na niego spojrzeli-Chciałem wam
wczoraj powiedzieć ale Ivy się uparła-westchnął i opowiedział im wszystko.-
Była strasznie przerażona że wróci,pewnie dlatego wyjechała-zakończył.
-Zabiję drania-szepnął Zayn,który nie odzywał się w ogóle od samego
początku.Odwrócił się na pięcie i wyleciał z sypialni.Nastała cisza,nikt się
nie odzywał.
-Co teraz zrobimy?-zapytał Niall po 10 minutach
-Trzeba znaleźć Zayna.Chodź Harry-Louis wstał i skierowali się do drzwi.
-Stop-przerwała Meggie-Po co Zayna?
-Jeśli Zayn mówi,że kogoś zabije to naprawdę może mieć to na myśli-
wytłumaczył Loczek
-Wywalili go ze szkoły za pobicia-dodał Lou-Liam,spróbuj dodzwonić się do
Ivy.postaramy się szybko wrócić-Payne kiwnął głową i wyciągnął telefon.

Oczami Zayna:
-Halo? Masz adres? Poczekaj chwilę..Przepraszam,ma pan może kawałek
kartki i coś do pisania?-zapytałem uprzejmego taksówkarza
-Coś się znajdzie.Zapisać?-spytał a ja pokiwałem głową i podyktowałem.
-Dzięki wielkie,bardzo mi pomogłeś.Do usłyszenia.I panu też bardzo dziękuję.
-Nie ma sprawy.Jedziemy tam?
-Jeśli mógłbym prosić..-Po 10 minutach dojechaliśmy pod jeden z hoteli w
LA.Wszedłem do środka i zapytałem o jego nazwisko.Miałem szczęście,że
recepcjonistka była fanką One Direction bo wyczułem,że inaczej nic by
mi nie powiedziała.
-Niestety nie ma go aktualnie w hotelu.
-Cholera..-syknąłem
-Ale wychodził jakieś 5 minut temu.Może go pan złapie na parkingu-
uśmiechnęła się.
-Dzięki-odpowiedziałem i w pośpiechu pobiegłem na parking.Kiedy tam
dobiegłem przez moment myślałem,że już go nie ma.Jednak w chwili
zwątpienia zauważyłem go.Stał przy swoim samochodzie i zdaje się,że
podrywał jakąś blondynę.
-Widzę,że szybko zmieniasz swoje obiekty westchnień-stanąłem za
jego plecami.Odwrócił się automatycznie.
-A ty tu co?
-Mamy do pogadania-włożyłem ręce do kieszeni
-Tak? A niby o czym?-zaśmiał się
-No nie wiem...może o tym co robiłeś wczoraj około południa?
-Ach,o tym-wyszczerzył zęby-Muszę przyznać,że Ivy ma wyjątkowo
cięty charakter.Nie powiem,lubię takie.Ale wiesz...w końcu ją znam od
bardzo dawna.
-Wiedziałem,że jesteś świnią ale żeby tak podrywać nie swoje
dziewczyny...nie ładnie-zbliżyłem się.
-Hahaha! Myślisz,że uwierzyłem w waszą bajeczkę? Daruj sobie stary...
nie masz u niej żadnych szans.Ona jest już MOJA!-rozbawiony położył dłoń
na moim ramieniu.Przytrzymałem ją jedną ręką a drugą przywaliłem mu w twarz.
-Sam tego chciałeś..-spojrzał na mnie ze złością i zaczęliśmy się bić.Szło
nieźle.Byłem tak wściekły więc każdy cios był coraz mocniejszy.W końcu
powaliłem go na ziemię.Już chciałem rozbić mu nos  kiedy ktoś złapał
mnie od tyłu.
-Wystarczy,stary-Harry odciągnął mnie od niego
-NIE!-krzyknąłem i zacząłem się wyrywać,ale Louis pomógł mu mnie
przytrzymać.
-Zayn,nie warto-poklepał mnie po plecach-Zabierajmy się stąd-popchali
mnie do taksówki-No już,właź.-Ostatni raz spojrzałem na tego drania.
Miałem ochotę tam wrócić..Jednak taksówka ruszyła.

-O mój Boże,Zayn! Masz cały rozwalony nos!-Meggie krzyknęła kiedy
weszliśmy do salonu.
-Powinnaś wyjść,Meg-powiedział Niall-Możesz przynieść apteczkę?
-Jasne-odpowiedziała blednąc po twarzy
-Nie trzeba,nic mi nie jest-mruknąłem i usiadłem
-Ale nie zaszkodzi na to zerknąć-oznajmił Liam
-I jak,dzwoniliście do niej?-spytał Lou
-Dzwoniłem,ale miała wyłączony telefon-westchnął
Gdy opatrzyli mi mój nos spytałem Meggie czy zostanie sama w domu
czy chce żebyśmy zostali.Nie było takiej potrzeby więc po 10 minutach
znaleźliśmy się u nas.
-Muszę wam coś powiedzieć-spojrzałem na nich kiedy rozsiedli się
przed telewizorem.
-Słuchamy-Liam uśmiechnął się do mnie zachęcająco a Harry ściszył
-Mieliście rację.Ivy nie jest dla mnie tylko przyjaciółką-wydukałem z
trudem a oni cali się rozpromienili.
-To świetnie,stary-Harry poklepał mnie po plecach,Niall i Liam wyszczerzyli
zęby przybijając sobie piątkę a Loui wstał i krzyknął:
-A NIE MÓWIŁEM! HA! MALIK SIĘ ZAKOCHAŁ,MALIK SIĘ
ZAKOCHAŁ!-i zaczął  biegać po meblach co po chwila czochrając mi włosy
-Dzięki,bro.Może tak głośniej bo jeszcze sąsiedzi nie słyszeli.Po za tym nie
powiedziałem,że jestem zakochany.To grube określenie.
-Jjjasne-olał moje słowa i dalej robił swoje
-Haha..ale co teraz?-spytał Horan
-Nie wiem..muszę się z tym przespać.
-Jasne,idź zakochańcu-zaśmiał się kiedy wstałem
-Zayn!-zawołał Hazza zanim wyszedłem.Spojrzałem na niego-Ale żeby
nie było,czuję się zazdrosny!-zrobił smutną minę.Podszedłem do niego i go
obcałowałem jak to było w moim zwyczaju.
-Matko,jak ty całujesz...-udał rozjuszonego i poprawił fryzurę
-EJ! A MY?!-wrzasnęła reszta
Zaczęliśmy się macać,tulić,skakać i całować.Och,dzięki Bogu,że ich mam...

(tak mniej więcej coś w tym stylu tylko dużo dłużej i więcej xD)
 


Po pierwsze: Zayn jest już po pogrzebie i prawdopodobnie wrócił z
powrotem do USA.Po drugie: Rozdział trochę długi,bo całkowicie mi się
pomieszało w moich zapiskach ale mam nadzieję,że nikt mnie nie zatłucze xD
Po trzecie: Eee...po trzecie to w zasadzie cieszę się,że ze mną jesteś,że
to właśnie czytasz oraz cieszę się z tego,że jestem directionerką.To co
wypisują w dalszym ciągu ludzie o nas,directionerkach kompletnie mnie
rozbraja.Nie mają o niczym ani o tym zespole najmniejszego pojęcia ale
strasznie się wypowiadają.Ja nie oceniam ich muzyki więc wolałabym aby oni
też tego nie robili bo to się robi śmieszne.Nie słuchasz,nie wyśmiewasz się
i nie obrażasz tych,którzy słuchają i tak powinno być.A ja się cieszę,że
mogę siebie nazwać PROUD DIRECTIONER. :)
Dla wątpiących,proszę: TU
Ps.Jak można nazywać ich pedałami skoro Liam i Lou mają dziewczyny,
a reszta miała już nie jedną? :/

Ps.2 Zapraszam na bloga mojej przyjaciółki,która też zaczęła pisać o
chłopcach,dopiero się rozkręca ale wiecie,że potrzeba czytelników
aby blog istniał ^^
http://gastric-love.blogspot.com/