-To wszystko stało się za szybko...o wiele za szybko.-usłyszałam w słuchawce telefonu,a potem się rozłączyła.Nie wiem o co jej chodziło,ale sądząc po tonie jej głosu,wiedziałam,że nic dobrego.Zostawiłam dzieci pod opieką Lizzie i przebiegłam przez ulicę.Naiwna zapukałam do drzwi,mając nadzieję,że to ona otworzy,ale nie...w drzwiach stanął Niall.
-Nie ma jej.-usłyszałam jego pusty głos.-Nie ma jej,i nie pytaj gdzie wyszła bo nie wiem.-odwrócił się na pięcie i skierował do kuchni a ja pomału podążyłam za nim.
-Chcesz herbaty?-spytał gdy usiadłam niepewnie przy blacie.
-Poproszę.A gdzie Suzie?
-Śpi.-odpowiedział bez większych emocji.Po raz pierwszy widziałam go tak...obojętnego.
-Powiedz mi,co się wydarzyło?-spytałam ale nie dostałam odpowiedzi.Złapałam go za dłoń.-Niall...
-Nic się nie wydarzyło! Obudziłem się i już jej nie było.Zostawiła tylko tą głupią kartkę!
Chwyciłam ją i przeczytałam kilkakrotnie.
Nie wiem czy dobrze robię...nie wiem czy dobrze zrobiłam.Zastanawiam się od pewnego czasu...A może warto byłoby się zastanowić,czego tak naprawdę oczekujemy od życia i dopiero później decydować o niektórych sprawach? Może to wszystko stało się za szybko?
-Nie ma jej.-usłyszałam jego pusty głos.-Nie ma jej,i nie pytaj gdzie wyszła bo nie wiem.-odwrócił się na pięcie i skierował do kuchni a ja pomału podążyłam za nim.
-Chcesz herbaty?-spytał gdy usiadłam niepewnie przy blacie.
-Poproszę.A gdzie Suzie?
-Śpi.-odpowiedział bez większych emocji.Po raz pierwszy widziałam go tak...obojętnego.
-Powiedz mi,co się wydarzyło?-spytałam ale nie dostałam odpowiedzi.Złapałam go za dłoń.-Niall...
-Nic się nie wydarzyło! Obudziłem się i już jej nie było.Zostawiła tylko tą głupią kartkę!
Chwyciłam ją i przeczytałam kilkakrotnie.
Nie wiem czy dobrze robię...nie wiem czy dobrze zrobiłam.Zastanawiam się od pewnego czasu...A może warto byłoby się zastanowić,czego tak naprawdę oczekujemy od życia i dopiero później decydować o niektórych sprawach? Może to wszystko stało się za szybko?
Dopiero teraz uświadomiłam sobie co musiał czuć.Z widniejącą wściekłością podał mi przed nos filiżankę z herbatą.Po chwili zarzucił na swoje ramię pieluszkę,przelał mleko do butelki i zniknął na schodach,uspokajając bez przekonania swoją płaczącą córeczkę.
-Co ty narobiłaś,Meggie...-jęknęłam.-Co ty najlepszego zrobiłaś...

-Co ty narobiłaś,Meggie...-jęknęłam.-Co ty najlepszego zrobiłaś...
