Uśmiech to magia.Powstaje z niczego a potrafi zdziałać cuda.
| Mary |
Następnego dnia zostaliśmy sami.Kiedy obudziliśmy się i zeszliśmy na dół,w kuchni czekała na nas karteczka z podpisami całej piątki i informacją,że ''ulatniają się na cały dzień żebyśmy mogli nacieszyć się sobą''.
-Wariaci...-westchnęłam z uśmiechem i usiadłam na kuchennym blacie.-Robisz śniadanko.
-Haha...no chciałoby się.A ty to co?
-A ja będę siedziała,przyglądała Ci się i podziwiała twoją urodę...
-Jeśli myślałaś,że mnie tym komplementem przekupisz...-zaczął i przygryzając dolną wargę objął mnie w pasie a ja się zaśmiałam.
-To mi się udało?
-A no właśnie nie!-cmoknął mnie w policzek i zabrał się za buszowanie po lodówce,a ja w tym czasie odbyłam poranną toaletę i
ubrałam się.Gdy wróciłam,kuchnia i jadalnia były puste,z resztą jak pozostała część domu.Już miałam wołać Zayna,kiedy ujrzałam jego sylwetkę na tarasie.
-Dzisiaj zjemy na świeżym powietrzu.-poinformował mnie i szarmancko się uśmiechnął odsuwając przy tym dla mnie krzesło.Ja tylko wywróciłam oczami i dosiadłam się do stołu,a on kręcił się wokół niego poprawiając wszystko po kilka razy.

-Czy ty już z rana musisz paradować mi tu tak bez koszulki i demoralizować tą gołą klatą?-spytałam.
-Tak,ponieważ podczas gdy ty brałaś sobie orzeźwiający prysznic ja musiałem robić śniadanie,więc teraz masz za swoje!
-No dobra dobra.Ale siadaj już i zostaw to,wszystko jest już perfekcyjnie!-zawołałam a on uśmiechnął się delikatnie i usiadł obok mnie.-Smacznego kochanie.
-Nawzajem.-uśmiechnęłam się i zabraliśmy się za jedzenie.Widok był wprost przecudny.Za każdym razem kiedy tu przebywałam nie zwracałam uwagi na urok tego miejsca.Może potrzeba mi było do tego ukochanej osoby...albo po prostu porządnego śniadania a nie wiecznie przypalonych tostów.-W sumie to fajnie mieć takie śniadania...Ja,Zayn i jego klata.-palnęłam a on zakrztusił się jedzeniem.Gdy po kilku minutach udało mu się przywrócić do porządku spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem.
-No co?
-Weź mi już tak nie słodź,bo się zarumienię!-zachichotał a ja mu zawtórowałam.Po pochłonięciu dosłownie wszystkiego co było na stoliku (oczywiście wszystkiego co było jadalne) oparłam głowę o jego nagi tors i spojrzałam na plażę.
-Pięknie tu...
-Ooj pięknie...ale ty jesteś jeszcze piękniejsza.
-No wreszcie jakiś komplement z twojej strony!-parsknęłam a on poruszał zabawnie brwiami.
-Robiłem to specjalnie.Ale myślę,że takie komplementy wypowiadane co pewien czas są o wiele wartościowsze od tych,które powtarza się co dziesięć minut,nie uważasz?
-Oj Malik...ty,twoja klata i te twoje mądrości...-westchnęłam a on znowu się zaśmiał.
-Czyli ja nie jestem po prostu Zayn,tylko dzielę się na Zayna i jego klatę?
-Yhmm...Nie mów nic przez chwilę.Łącząc szum fal z biciem twojego serca,tuż pod moim uchem,powstaje cudowna melodia...moja ulubiona.
-I weź tu mów o rozważnych komplementach...-teatralnie wywrócił oczami po czym pocałował mnie czule w usta.-Kocham Cię...
-Ja ciebie też.
-...ale mówię Ci to tylko raz dzisiejszego dnia,więc naciesz się chwilą.-dokończył a ja zmrużyłam brwi.
-Dupek!
-Dupek i jego klata.-poprawił mnie a ja zaśmiałam się w duszy.
-A więc dupku i jego klato,lepiej idźcie się ubrać i zniknijcie mi z pola widzenia,inaczej to wy będziecie musieli posprzątać po dzisiejszym śniadaniu.
-W takim razie już nas nie ma!-poderwał się i całując mnie przelotem w policzek poleciał do łazienki.
|
Meggie |
-Wiesz Niall...spotkanie Ciebie było najlepszą rzeczą w moim życiu.-powiedziałam opierając się o jego ramię.Siedzieliśmy na płocie,a dokładniej na porośniętym klifie wychodzącym na przepiękną plażę,a w tym samym czasie Harry,Louis i Liam objadali się lodami w kawiarence położonej w tym pięknym miejscu.To właśnie tutaj po raz pierwszy wybraliśmy się na spacer: ja,Niall,Marina i Zayn.Mój chłopak co po chwilę odwracał się w ich kierunku,widocznie ciągnęło go do tej ochładzającej pyszności.
-To bardzo...bardzo słodkie,ale masz dopiero siedemnaście lat,dużo czasu...przed tobą...
-No niby tak,ale i tak czuję się wspaniale,że jesteśmy razem.Nic lepszego dotychczas mi się jeszcze nie trafiło.Ale co z tego,że ja Ci to mówię skoro ty i tak mnie nie słuchasz...-westchnęłam po czym zaśmiałam się cichutko.-No leć po te lody skoro tak Cię do nich ciągnie!
-Serio? Nie będziesz zła? Oni mi takiego smaka robią jak tylko się odwrócisz...-przygryzł dolną wargę zakłopotany,nie wiedząc czy ma zostawić swoją dziewczynę dla lodów,czy też jako prawdziwy gentleman odpuścić sobie i machnąć na to ręką.-No specjalnie to robicie!-jęknął a oni wyszczerzyli zęby.
-Oj Niall,ja już się przyzwyczaiłam,że twój przypadek nie potrafi wybrać pomiędzy jedzeniem a swoją dziewczyną.-zeskoczyłam z drewnianego płotku i usiadłam obok Liama.-Ale jak już idziesz to mi też przynieś.-powiedziałam,a ten ruszył do kawiarenki z przybitą miną.
I ta mina gościła na jego twarzy już do końca dnia,dlatego zaczęło mnie to bardzo zastanawiać...W końcu nic złego i kłopotliwego się nie wydarzyło.Zagadka rozwiązała się wieczorem,tuż przed tym jak mieliśmy wejść do domu.
-Poczekaj...-odezwał się i w tym momencie przystanęłam ja,Lou,Harry i Liam.-Niee,nie wy,ona.-złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.-A wy sio!
-Pff,też mi coś...-mruknął Harry i ruszył do środka,a Liam z uśmiechem poklepał go po plecach.Gdy już zniknęli za drzwiami puścił moją rękę i spojrzał mi w oczy.
-Meggie...chcę żebyś wiedziała,że to nie jest tak,że jedzenie jest dla mnie ważniejsze od Ciebie.-zaczął a ja zachichotałam.
-A więc o to chodzi? I tylko dlatego byłeś ciągle taki przybity?
-Uświadomiłaś mi,że ja jako twój chłopak...okropnie Cię traktuję i zaniedbuję! Ale to się zmieni,obiecuję! I wiedz,że jesteś dla mnie najważniejsza pod słońcem.
-Wcale nie traktujesz mnie okropnie...udowadniasz to choćby teraz.Mogę się pochwalić jakiego romantycznego mam chłopaka,skoro mówi mi takie rzeczy nieopodal plaży,przy zachodzie słońca.-uśmiechnęłam się i położyłam dłoń na jego policzku doprowadzając do tego,że i on się uśmiechnął.-I jeśli o mnie chodzi,to jedzenie może być moja konkurentką.
-Dziękuję.-szepnął i pocałował mnie czule w usta.
| Mary |
-Już myślałam,że ta trójka was gdzieś zapodziała!-zawołałam jak tylko Meg i Niall weszli do jadalni.
-No zachowywali się dzisiaj nieznośnie,ale aż tak bardzo ich nie poniosłooo...-westchnął blondyn i z uśmiechem wziął Meggie na kolana.
-Przynajmniej nieznośnie,a nie tak jak wy,ciągle sobie słodzicie i się obściskujecie..Nie dobrze się od tego robi...-odrzekł Harry z obrzydzeniem a ja trzepnęłam go w głowę.-Auua! Za co?!
-Zachowuj się,Styles.To,że ty nie masz z kim się obściskiwać to nie znaczy,że inni mają się z tym przy tobie kryć.
-I ty Brutusie przeciwko mnie? Odezwała się ta,co pewnie robiła dzisiaj to samo.-burknął i w tym samym czasie do jadalni wszedł Zayn.
-A nie prawda,bo my dzisiaj zachowywaliśmy się całkiem przyzwoicie.I proszę mi tu nie burkać na moją dziewczynę.-też trzepnął go w loki,na co Liam wybuchnął śmiechem.
-Jak to dobrze odpocząć sobie dzisiaj z roli Daddy'ego...!-rozciągnął się i wyłożył nogi na stół.
-To świetnie,kochaniutki,ale nogi ze stołu! To nie ty wysprzątałeś dzisiaj cały dom...-przypomniałam mu.
-A co ty dzisiaj taka Matka Polka* się zrobiłaś?-Hazza uniósł brew a ja zmierzyłam go wzrokiem.
-Ten dzień miał być niby dla nas idealny,po to żebyśmy nacieszyli się sobą,jak to napisaliście...Tylko ciekawe która para chciałaby cieszyć się swoją obecnością wśród brudu,kurzu i wszędzie porozwalanych rzeczy.
-Mało tego,na naszym łóżku znaleźliśmy stare marchewki i gacie Louisa!-dodał z oburzeniem Zayn.
-A co wyście chcieli robić w łóżku w samym środku dnia?-Lou uniósł brew ale szybko wybałuszył oczy widząc dobijające spojrzenie Malika.-Aaa too! No dobra,przepraszam,że zepsułem wam upojną....-przerwał widząc tym razem moje srogie spojrzenie.-...tak,tak,już się zamykam.
-No i dlatego,że my sobie tu dzisiaj posprzątaliśmy,wy jutro znowu się ulatniacie,a my posiedzimy sobie w tej olśniewającej czystości.-uśmiechnęłam się na samą myśl jutrzejszego dnia,a Zayn zabawnie poruszał brwiami w moim kierunku.
-Dzięki Bogu,że nie ma z nami tutaj Danki i Elki,bo chyba bym zwariował...-westchnął Loczek i udał się samotnie do salonu.
-Mówimy mu,że przylatują po jutrze?-spytał Liam a Lou pokręcił głową.
-Lepiej go nie dobijajmy.
*Wiem,że nie pasuje do nich określenie Matki Polki,ale ważne że wiecie o co mi chodzi.Tym bardziej nie pasowałoby chyba Matka Brytyjka czy coś xD
No i jest ;) nie mam czasu żeby napisać kilka słów do was bo mnie zrzucają z laptopa.Dziękuję
za komentarze,jesteście kochani ;*