Wiedział,że choć patrzy na niego niewzruszenie tymi
swoimi piwnymi oczami, tak naprawdę się niepokoi.I bardzo
się stara tego nie okazywać.
A tak bardzo chciałem po cichu przemknąć do siebie...Odwróciłem się i niepewnie stanąłem na przeciwko nich.Ich uczucia i wyrazy twarzy były naprawdę różne.Niall z opuszczonym wzrokiem opierał się o szafkę,Harry patrzył na mnie smutno przez co zaczynałem mieć wyrzuty sumienia,Liam przyglądał mi się z pewną ciekawością,a Lou...Lou po prostu był zły,widać to było w jego oczach.Miałem wrażenie,że na czole,pod grzywką widnieją słowa: GDZIE TY DO JASNEJ CHOLERY BYŁEŚ?! Jednak to Liam zabrał głos.-W co ty pogrywasz,Zayn?
Po tych słowach teraz każdy z nich na mnie patrzył,a to wcale mi nie pomagało.Wiedziałem...wiedziałem,że wszystko uległo zmianie,że oddaliliśmy się od siebie,że to JA się od nich oddaliłem,ale ja po prostu...pogubiłem się w tym wszystkim...
-Co masz na myśli?-odezwałem się zachrypniętym głosem.Minęło kilka minut kiedy Louis przyniósł laptopa i prychając postawił go przede mną.
-Ty naprawdę nic nie pamiętasz? Typowe...-wściekłość malowała się na jego twarzy i chyba z bezsilności zaczynał się już śmiać.-A więc proszę.
Otworzył jakąś stronę na której znajdowały się zdjęcia.Na pierwszy rzut oka nie mogłem rozpoznać kto się na nich znajduję,ale po chwili znalazłem tam siebie.Na początku kilka ujęć jak siedzę na kanapie,a koło mnie jakaś dziewczyna,brunetka.Skądś ją znałem,to było pewne.Tomlinson widząc,że nie dostrzegam jej twarzy,zjechał niżej,na przybliżenie i wtedy ją rozpoznałem...
-Mary?-wychrypiałem-To niemożliwe...jak...
-Miałeś zamknięte oczy,pacanie,to już my wiemy a ty nie? Ale nie nie,to nie wszystko.-Zjechał jeszcze niżej i wtedy miałem ochotę zapaść się pod ziemię.Ktoś dokładnie sfotografował mnie i tę blondynę.To jak ją obejmowałem,jak całowałem po szyi,a potem...potem jak znikaliśmy za drzwiami zaplecza.
-To nie tak! Ja...ja nie mo...
-Och,proszę Cię,chociaż przestań kłamać!-wydarł się Lou i zatrzasnął laptopa.-Czy ty pomyślałeś jak ona się wtedy musiała czuć?! Pomyślałeś o tym chociaż przez chwilę?!
Minęło sporo czasu zanim odpowiedziałem.Bo niby...niby co miałem mu powiedzieć?
-Nie interesuje mnie to.Marina i ja to przeszłość.
Choć może nie było tego widać,słowa które wypowiedziałem nie chciały mi przejść przez gardło.Nie dodałem nic więcej,po prostu ominąłem ich i zamknąłem się w swoim pokoju,zostawiając ich osłupiałych.
-Nie masz pojęcia jak bardzo mi Cię tu brakuje...Jak zobaczyłam go w tym klubie,to myślałam,że zemdleję! Te myśli,że nie mogę do niego podbiec,wtulić się w jego mocne ramiona i złożyć pocałunek na pijanych już ustach przyprawiała mnie o myśli samobójcze!-załkałam do laptopa za którego ekranikiem widniała twarz Meggie.-Ale nie,muszę być twarda,obiecałam to sobie.
-Poczekaj...-zmarszczyła czoło jakby próbując rozkminić to co do niej powiedziałam-Przez to,że płaczesz nie słyszę Cię tu za dobrze...więc chciałaś do niego podejść i go pocałować? Tak jak kiedyś?
Wycierając łzy pokiwałam głową.
-No to dlaczego tego nie zrobiłaś?
-Może dlatego,że obok niego siedziało to jego blond szczęście?-uśmiechnęłam się blado
-Och...
-On już nigdy nie będzie mój,Meggie.Nie wybaczy mi,straciłam go na zawsze...
-Ja na prawdę nie wiem co mam Ci powiedzieć,ale jak chcesz to możemy popłakać razem.-usłyszałam jak głos jej się załamuje,i to na poważnie.
-Kochana jesteś,ale szkoda twojego makijażu...-zachichotałam po czym znowu wybuchnęłam roztargnionym płaczem.
-Ach,daj spokój i tak już dzisiaj nigdzie nie wychodzę...
-Zapomniałam,że u was jest już noc...Nie możesz do mnie przylecieć?
-Całymi dniami siedzę na zajęciach...ale kiedy ty wracasz? Pusto tu bez Ciebie.-rozejrzała się po pokoju
-Nie wiem,jeszcze o tym nie myślałam...Podobno dzwoniła do Ciebie moja mama?
-Oo tak,wydzwaniała kilka razy,bo ty nie odbierasz.
-Zawieruszyłam telefon,nic nowego.-machnęłam ręką-Jak znowu zadzwoni powiedz jej,że u mnie wszystko...wszystko w porządku.-westchnęłam-Pójdę spać i o wszystkim zapomnę,jutro będę jak nowa.
-Gdyby to było takie łatwe...-mruknęła
-Hę?
-Nic,nic.No dobra,trzymaj się,pogadamy jutro.
-Kocham Cię...
-Ja ciebie też.Aa i mam prośbę...
-Jaką?
-Uściskaj ode mnie Nialla i powiedz mu,że go bardzo kocham,dobra?
I wtedy sobie przypomniałam...przecież ja jeszcze nie widziałam reszty!
-Ja...jasne,dobra,lecę już teraz!-wyłączyłam się,założyłam na ręce jakiś sweter,po drodze złapałam do ręki portfel i zleciałam przed hotel zatrzymując taksówkę.Tylko tak w ogóle...to gdzie ja mam ich szukać? Lekko zdenerwowana przeprosiłam taksówkarza prosząc żeby poczekał na mnie pięć minut i biegiem wróciłam do apartamentu przeszukując każdy kąt w celu znalezienia telefonu.
-Czegoś szukasz?-dobiegł mnie głos Georga
-Telefonu...pilnie go potrzebuję...
-To może by tak zadzwonić?-rzucił i wybrał mój numer.Po chwili usłyszeliśmy dzwonek,który o dziwo dobiegał z kuchni,a dokładniej z górnej szafki nad zlewem.
-Kto normalny go tam schował?-zdziwiłam się,ale przypominając sobie o taksówce pożegnałam się z ochroniarzem i nie odpowiadając na jego wołania zbiegłam na dół i wgramoliłam się do samochodu.
-Niech pan jedzie...zaraz powiem dokładniej gdzie.-Znalazłam w kontaktach numer Liama i tylko modliłam się żeby odebrał.Jeden sygnał...drugi...trze...-Liam! Gdzie mogę was znaleźć? No tak,w jakim hotelu jesteście zakwaterowani...Czekaj,powtórz jeszcze raz.Dobra,dzięki!
Już całkiem spokojniejsza podałam kierowcy ulicę na jaką miał mnie zawieźć i zmęczona wyłożyłam się na tylnych siedzeniach.Nigdy więcej biegania...Po 15 minutach,z racji,że były korki byliśmy na miejscu.
Miałem wyrzuty sumienia,muszę to przyznać.No bo czym zawinili za to wszystko chłopaki,czemu się od niech odwróciłem? Tego nie mogłem pojąć! 'Dlatego teraz idziesz tam idioto i ich przepraszasz,błagając o przebaczenie!'-pomyślałem i zdeterminowany wkroczyłem do salonu.Wszyscy siedzieli w salonie zawzięcie o czymś dyskutując więc pierwsze postanowiłem zaczekać w kuchni.Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi,już miałem iść otworzyć kiedy uprzedził mnie Harry.Oparłem się o framugę i czekałem.Czyżby jakaś fanka dowiedziała się w którym pokoju jesteśmy? Ale tego co zobaczyłem,nigdy bym się w tym momencie nie spodziewał.
-Ja...ty...MARY!-zawołał zdziwiony loczek
-HARRY!-zziajana brunetka rzuciła się na niego i to dosłownie,bo obydwoje wylądowali na ziemi ściskając się szczęśliwie.Zaraz do nich podleciał Lou,który przyłączył się do grupowego uścisku.
-Jak ja się za wami stęskniłam! Niall,gdzie jesteś? Chodź tu blondasku,obiecałam Cię mocno uściskać od Meggie i przekazać,że baardzo Cię kocha,z resztą ja też!-złapała Irlandczyka w swoje szpony i już po momencie wszyscy tulili się płacząc ze szczęścia.-Nadal jest mi tak okropnie głupio,że się wtedy z wami nie pożegnałam...Ten miesiąc po waszym wyjeździe był najgorszy w moim życiu! Gorszy nawet od tych wakacji spędzonych z Jayą! I przepraszam,że ciągle gadam,ale ja nie mogę...
Chłopcy rozbawieni przytulili ją do siebie mocno,a ja poczułem jak coś nieprzyjemnego gniecie mi się w żołądku.Znowu ją widziałem...była tuż obok,tak samo jak wczoraj,a ja tego nie wykorzystałem...
-Wiecie,że nawet byłam w szpitalu?-spytała ocierając łzy-Nie chciałam jeść i raz znowu zemdlałam,Meg i Katy się przeraziły i wezwały lekarza,bo sama nie chciałam wyjść.Nie musiałam mu mówić,że nie brałam tabletek na anemię,sam się dowiedział i wtedy mnie tam zabrał...to było straszne,cały czas mnie kłuli...
I wtedy coś się we mnie przewróciło.A więc ona...ona też cierpiała.I to jeszcze bardziej ode mnie,a ja...ja potrafiłem ją znienawidzić.Wydawało mi się,że była twarda,nie przejmowała się tym a tymczasem spostrzegłem jaka ona jest...delikatna i bezbronna.
-Dlaczego przerwałaś branie tabletek?-odezwałem się cicho,a ich wzrok skierował się na mnie.-Obiecałaś...obiecałaś,że będziesz je brać.
Gdy zobaczyłem jej posklejane od łez oczy skierowane na mnie miałem ochotę podejść do niej i przytulić ją mocno,tak mocno jak jeszcze nigdy tego nie robiłem.Jednak wszystko zepsuł mój męski honor.Minęło kilka minut zanim się odezwała.
-Myślę,że nie powinieneś się tym przejmować.W końcu na moim miejscu jest teraz ktoś inny...-spuściła wzrok a ja poczułem jak serce przestaje mi bić.
-A więc widziałaś...
-Trudno nie widzieć zdjęć,które roznoszą się po internecie jak świeże bułeczki..-powiedziała lekko zdenerwowana-Najlepiej leć do niej.Leć teraz,o dziewczyny trzeba dbać! A takie ładne blondynki są szczególnie wymagające...
Nie wiedziałem co mam powiedzieć.Byłem rozdarty,ale coś w środku podpowiadało mi,że nie mogę sobie pozwolić na takie ośmieszanie i kpienie ze mnie.Tylko co ma niby z tego wyniknąć? Cholera...
-Blondynki czy blondyni? Ty chyba też masz w tym jakieś doświadczenie,z tego co widziałem ostatnio na Time Square.
-A no tak,może mam.-skrzyżowała ręce na piersi.W jej czekoladowych oczach widziałem złość,taką samą jaka rodziła się i w moich.-Ale to chyba nie twój interes,lepiej zajmij się swoją dziewczyną.
-Dobrze!-ominąłem ją i wściekły skierowałem się do drzwi-A ty swoim chłopakiem!
-Dobrze!-odkrzyknęła
-ŚWIETNIE!
-No ŚWIETNIE!
Szarpnąłem drzwiami i trzasnąłem nimi tak mocno,że obrazek wiszący na ścianie spadł na ziemie z hukiem roztrzaskując szkłem na wszystkie strony.
Tak jak chcieliście,Zayn i Mary spotykają się na trzeźwo i całkiem świadomi! :D
Do Julli: Mój numer gg jak coś macie u góry w zakładce kontakt - 19114264 ;)
Do Mrs.Horan: Jeszcze nigdy nie byłam czyimś bogiem! o.O haha,dzięki ;*
Do All: To ja mam ochotę całować monitor kiedy widzę te komentarze od was! To,że dodaję
rozdziały i mam wenę to wszystko wasza zasługa! <allahy> xDD I z tego co się dowiedziałam...
<no wiesz,wujek google> to chyba przez Ż.;)
KOCHAM WAS WSZYSTKIE,norrrmalnie teraz to się śpieszę do szkoły ale bym się tu tak
rozpisała że wyszłybyście stąd po zobaczeniu takiej ilości tekstu ^^ Papa! ;**



