wtorek, 5 czerwca 2012

42 Rozdział


Wiedział,że choć patrzy na niego niewzruszenie tymi swoimi piwnymi oczami, tak naprawdę się niepokoi.I bardzo się stara tego nie okazywać.

A tak bardzo chciałem po cichu przemknąć do siebie...Odwróciłem się i niepewnie stanąłem na przeciwko nich.Ich uczucia i wyrazy twarzy były naprawdę różne.Niall z opuszczonym wzrokiem opierał się o szafkę,Harry patrzył na mnie smutno przez co zaczynałem mieć wyrzuty sumienia,Liam przyglądał mi się z pewną ciekawością,a Lou...Lou po prostu był zły,widać to było w jego oczach.Miałem wrażenie,że na czole,pod grzywką widnieją słowa: GDZIE TY DO JASNEJ CHOLERY BYŁEŚ?! Jednak to Liam zabrał głos.-W co ty pogrywasz,Zayn?
Po tych słowach teraz każdy z nich na mnie patrzył,a to wcale mi nie pomagało.Wiedziałem...wiedziałem,że wszystko uległo zmianie,że oddaliliśmy się od siebie,że to JA się od nich oddaliłem,ale ja po prostu...pogubiłem się w tym wszystkim...
-Co masz na myśli?-odezwałem się zachrypniętym głosem.Minęło kilka minut kiedy Louis przyniósł laptopa i prychając postawił go przede mną.
-Ty naprawdę nic nie pamiętasz? Typowe...-wściekłość malowała się na jego twarzy i chyba z bezsilności zaczynał się już śmiać.-A więc proszę.
Otworzył jakąś stronę na której znajdowały się zdjęcia.Na pierwszy rzut oka nie mogłem rozpoznać kto się na nich znajduję,ale po chwili znalazłem tam siebie.Na początku kilka ujęć jak siedzę na kanapie,a koło mnie jakaś dziewczyna,brunetka.Skądś ją znałem,to było pewne.Tomlinson widząc,że nie dostrzegam jej twarzy,zjechał niżej,na przybliżenie i wtedy ją rozpoznałem...
-Mary?-wychrypiałem-To niemożliwe...jak...
-Miałeś zamknięte oczy,pacanie,to już my wiemy a ty nie? Ale nie nie,to nie wszystko.-Zjechał jeszcze niżej i wtedy miałem ochotę zapaść się pod ziemię.Ktoś dokładnie sfotografował mnie i tę blondynę.To jak ją obejmowałem,jak całowałem po szyi,a potem...potem jak znikaliśmy za drzwiami zaplecza.
-To nie tak! Ja...ja nie mo...
-Och,proszę Cię,chociaż przestań kłamać!-wydarł się Lou i zatrzasnął laptopa.-Czy ty pomyślałeś jak ona się wtedy musiała czuć?! Pomyślałeś o tym chociaż przez chwilę?!
Minęło sporo czasu zanim odpowiedziałem.Bo niby...niby co miałem mu powiedzieć?
-Nie interesuje mnie to.Marina i ja to przeszłość.
Choć może nie było tego widać,słowa które wypowiedziałem nie chciały mi przejść przez gardło.Nie dodałem nic więcej,po prostu ominąłem ich i zamknąłem się w swoim pokoju,zostawiając ich osłupiałych.

-Nie masz pojęcia jak bardzo mi Cię tu brakuje...Jak zobaczyłam go w tym klubie,to myślałam,że zemdleję! Te myśli,że nie mogę do niego podbiec,wtulić się w jego mocne ramiona i złożyć pocałunek na pijanych już ustach przyprawiała mnie o myśli samobójcze!-załkałam do laptopa za którego ekranikiem widniała twarz Meggie.-Ale nie,muszę być twarda,obiecałam to sobie.
-Poczekaj...-zmarszczyła czoło jakby próbując rozkminić to co do niej powiedziałam-Przez to,że płaczesz nie słyszę Cię tu za dobrze...więc chciałaś do niego podejść i go pocałować? Tak jak kiedyś?
Wycierając łzy pokiwałam głową.
-No to dlaczego tego nie zrobiłaś?
-Może dlatego,że obok niego siedziało to jego blond szczęście?-uśmiechnęłam się blado
-Och...
-On już nigdy nie będzie mój,Meggie.Nie wybaczy mi,straciłam go na zawsze...
-Ja na prawdę nie wiem co mam Ci powiedzieć,ale jak chcesz to możemy popłakać razem.-usłyszałam jak głos jej się załamuje,i to na poważnie.
-Kochana jesteś,ale szkoda twojego makijażu...-zachichotałam po czym znowu wybuchnęłam roztargnionym płaczem.
-Ach,daj spokój i tak już dzisiaj nigdzie nie wychodzę...
-Zapomniałam,że u was jest już noc...Nie możesz do mnie przylecieć?
-Całymi dniami siedzę na zajęciach...ale kiedy ty wracasz? Pusto tu bez Ciebie.-rozejrzała się po pokoju
-Nie wiem,jeszcze o tym nie myślałam...Podobno dzwoniła do Ciebie moja mama?
-Oo tak,wydzwaniała kilka razy,bo ty nie odbierasz.
-Zawieruszyłam telefon,nic nowego.-machnęłam ręką-Jak znowu zadzwoni powiedz jej,że u mnie wszystko...wszystko w porządku.-westchnęłam-Pójdę spać i o wszystkim zapomnę,jutro będę jak nowa.
-Gdyby to było takie łatwe...-mruknęła
-Hę?
-Nic,nic.No dobra,trzymaj się,pogadamy jutro.
-Kocham Cię...
-Ja ciebie też.Aa i mam prośbę...
-Jaką?
-Uściskaj ode mnie Nialla i powiedz mu,że go bardzo kocham,dobra?
I wtedy sobie przypomniałam...przecież ja jeszcze nie widziałam reszty!
-Ja...jasne,dobra,lecę już teraz!-wyłączyłam się,założyłam na ręce jakiś sweter,po drodze złapałam do ręki portfel i zleciałam przed hotel zatrzymując taksówkę.Tylko tak w ogóle...to gdzie ja mam ich szukać? Lekko zdenerwowana przeprosiłam taksówkarza prosząc żeby poczekał na mnie pięć minut i biegiem wróciłam do apartamentu przeszukując każdy kąt w celu znalezienia telefonu.
-Czegoś szukasz?-dobiegł mnie głos Georga
-Telefonu...pilnie go potrzebuję...
-To może by tak zadzwonić?-rzucił i wybrał mój numer.Po chwili usłyszeliśmy dzwonek,który o dziwo dobiegał z kuchni,a dokładniej z górnej szafki nad zlewem.
-Kto normalny go tam schował?-zdziwiłam się,ale przypominając sobie o taksówce pożegnałam się z ochroniarzem i nie odpowiadając na jego wołania zbiegłam na dół i wgramoliłam się do samochodu.
-Niech pan jedzie...zaraz powiem dokładniej gdzie.-Znalazłam w kontaktach numer Liama i tylko modliłam się żeby odebrał.Jeden sygnał...drugi...trze...-Liam! Gdzie mogę was znaleźć? No tak,w jakim hotelu jesteście zakwaterowani...Czekaj,powtórz jeszcze raz.Dobra,dzięki!
Już całkiem spokojniejsza podałam kierowcy ulicę na jaką miał mnie zawieźć i zmęczona wyłożyłam się na tylnych siedzeniach.Nigdy więcej biegania...Po 15 minutach,z racji,że były korki byliśmy na miejscu.

Miałem wyrzuty sumienia,muszę to przyznać.No bo czym zawinili za to wszystko chłopaki,czemu się od niech odwróciłem? Tego nie mogłem pojąć! 'Dlatego teraz idziesz tam idioto i ich przepraszasz,błagając o przebaczenie!'-pomyślałem i zdeterminowany wkroczyłem do salonu.Wszyscy siedzieli w salonie zawzięcie o czymś dyskutując więc pierwsze postanowiłem zaczekać w kuchni.Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi,już miałem iść otworzyć kiedy uprzedził mnie Harry.Oparłem się o framugę i czekałem.Czyżby jakaś fanka dowiedziała się w którym pokoju jesteśmy? Ale tego co zobaczyłem,nigdy bym się w tym momencie nie spodziewał.
-Ja...ty...MARY!-zawołał zdziwiony loczek
-HARRY!-zziajana brunetka rzuciła się na niego i to dosłownie,bo obydwoje wylądowali na ziemi ściskając się szczęśliwie.Zaraz do nich podleciał Lou,który przyłączył się do grupowego uścisku.
-Jak ja się za wami stęskniłam! Niall,gdzie jesteś? Chodź tu blondasku,obiecałam Cię mocno uściskać od Meggie i przekazać,że baardzo Cię kocha,z resztą ja też!-złapała Irlandczyka w swoje szpony i już po momencie wszyscy tulili się płacząc ze szczęścia.-Nadal jest mi tak okropnie głupio,że się wtedy z wami nie pożegnałam...Ten miesiąc po waszym wyjeździe był najgorszy w moim życiu! Gorszy nawet od tych wakacji spędzonych z Jayą! I przepraszam,że ciągle gadam,ale ja nie mogę...
Chłopcy rozbawieni przytulili ją do siebie mocno,a ja poczułem jak coś nieprzyjemnego gniecie mi się w żołądku.Znowu ją widziałem...była tuż obok,tak samo jak wczoraj,a ja tego nie wykorzystałem...
-Wiecie,że nawet byłam w szpitalu?-spytała ocierając łzy-Nie chciałam jeść i raz znowu zemdlałam,Meg i Katy się przeraziły i wezwały lekarza,bo sama nie chciałam wyjść.Nie musiałam mu mówić,że nie brałam tabletek na anemię,sam się dowiedział i wtedy mnie tam zabrał...to było straszne,cały czas mnie kłuli...
I wtedy coś się we mnie przewróciło.A więc ona...ona też cierpiała.I to jeszcze bardziej ode mnie,a ja...ja potrafiłem ją znienawidzić.Wydawało mi się,że była twarda,nie przejmowała się tym a tymczasem spostrzegłem jaka ona jest...delikatna i bezbronna.
-Dlaczego przerwałaś branie tabletek?-odezwałem się cicho,a ich wzrok skierował się na mnie.-Obiecałaś...obiecałaś,że będziesz je brać.
Gdy zobaczyłem jej posklejane od łez oczy skierowane na mnie miałem ochotę podejść do niej i przytulić ją mocno,tak mocno jak jeszcze nigdy tego nie robiłem.Jednak wszystko zepsuł mój męski honor.Minęło kilka minut zanim się odezwała.
-Myślę,że nie powinieneś się tym przejmować.W końcu na moim miejscu jest teraz ktoś inny...-spuściła wzrok a ja poczułem jak serce przestaje mi bić.
-A więc widziałaś...
-Trudno nie widzieć zdjęć,które roznoszą się po internecie jak świeże bułeczki..-powiedziała lekko zdenerwowana-Najlepiej leć do niej.Leć teraz,o dziewczyny trzeba dbać! A takie ładne blondynki są szczególnie wymagające...
Nie wiedziałem co mam powiedzieć.Byłem rozdarty,ale coś w środku podpowiadało mi,że nie mogę sobie pozwolić na takie ośmieszanie i kpienie ze mnie.Tylko co ma niby z tego wyniknąć? Cholera...
-Blondynki czy blondyni? Ty chyba też masz w tym jakieś doświadczenie,z tego co widziałem ostatnio na Time Square.
-A no tak,może mam.-skrzyżowała ręce na piersi.W jej czekoladowych oczach widziałem złość,taką samą jaka rodziła się i w moich.-Ale to chyba nie twój interes,lepiej zajmij się swoją dziewczyną.
-Dobrze!-ominąłem ją i wściekły skierowałem się do drzwi-A ty swoim chłopakiem!
-Dobrze!-odkrzyknęła
-ŚWIETNIE!
-No ŚWIETNIE!
Szarpnąłem drzwiami i trzasnąłem nimi tak mocno,że obrazek wiszący na ścianie spadł na ziemie z hukiem roztrzaskując szkłem na wszystkie strony.
 Tak jak chcieliście,Zayn i Mary spotykają się na trzeźwo i całkiem świadomi! :D
Do Julli: Mój numer gg jak coś macie u góry w zakładce kontakt - 19114264 ;)
Do Mrs.Horan: Jeszcze nigdy nie byłam czyimś bogiem! o.O haha,dzięki ;*
Do All: To ja mam ochotę całować monitor kiedy widzę te komentarze od was! To,że dodaję
rozdziały i mam wenę to wszystko wasza zasługa! <allahy> xDD I z tego co się dowiedziałam...
<no wiesz,wujek google> to chyba przez Ż.;)
KOCHAM WAS WSZYSTKIE,norrrmalnie teraz to się śpieszę do szkoły ale bym się tu tak
rozpisała że wyszłybyście stąd po zobaczeniu takiej ilości tekstu ^^ Papa! ;**


sobota, 2 czerwca 2012

41 Rozdział


And ever since you've been gone
I've been torn apart
I know that you can't hear me but
I'm still hurt
And I wish you were here

I odkąd Cie nie ma,
Jestem rozdarty na wskroś.
Wiem, że nie możesz mnie usłyszeć, ale
Ja ciągle cierpię
I chciałbym żebyś tu była.

Ostatecznie podsumowując: gala wypadła znakomicie,byłam z siebie zadowolona.I to nie tylko dlatego,że ponownie ujrzałam przyjaciół,że po telewizyjnej emisji tak naprawdę nie pożegnaliśmy się tylko udaliśmy się na imprezę do wynajętego klubu,oraz że tak cudownie było ujrzeć tych wszystkich fanów...Nie wiedzieć czemu ja sama czułam się szczęśliwa i kiedy w nocy wróciłam do apartamentu,w którym zastałam Georga i Zoey,nie potrafiłam podać im choćby jednego argumentu dlaczego tak właśnie się czuję.I to właśnie było dziwne.
Następnego dnia pewnie nie jeden człowiek odsypiałby tą noc do południa,jednak ja całkowicie wypoczęta wstałam jak zazwyczaj,o dziewiątej.Na stole w kuchni czekało mnie już śniadanie zrobione przez menadżerkę.(strój Zoey)
Po zjedzeniu posiłku i wypiciu porannej kawy z mlekiem przebrałam się i tak jak to wcześniej zaplanowałyśmy,wybrałyśmy się na spacer po mieście.
-Ładna kiecka.-kobieta zilustrowała mnie wzrokiem a ja zachichotałam na wspomnienie,że to właśnie ona mi ją podarowała.
-A,dziękuję.Dostałam ją od takiej jednej...ach,nawet już jej nie pamiętam!-machnęłam ręką a ona zrobiła urażoną minę.
-Jestem pewna,że osoba,która Ci ją dała też już jakoś specjalnie Cię nie pamięta...
-Och,tak uważasz? W takim razie może skoczmy do apteki po tabletki na sklerozę?
-Możemy,ale przydadzą się dwa opakowania!-pokazała mi język i roześmiane weszłyśmy do Starbucks.
-Ja dzisiaj stawiam.-powiedziałam-Co wybierasz?
-To co zwykle.
-W takim razie poprosimy...dla mnie może Caramel,a dla koleżanki Vanilla Frappuccino.
Po zapłaceniu i odebraniu napojów wolnym krokiem ruszyłyśmy w kierunku Time Square.
-Niesamowite...niesamowite...-wzdychałam
-Co jest takie niesamowite?-usłyszałam nad swoim uchem męski głos jednak na początku wcale mnie to nie zdziwiło i dalej się rozglądałam.
-To miejsce...niesamowite,że jest tu tak magicznie...
-No tak,to prawda.-owy męski głos zachichotał.Skądś go znałam...odwróciłam się powoli i ujrzałam za sobą Toma Fletchera.
-Co ty tu roobisz?!-wybałuszyłam oczy
-Stoję i podziwiam twoje magiczne miejsce.-uśmiechnął się promiennie-Nie przywitasz starego,dobrego kumpla?-wyciągnął do mnie ręce a ja kręcąc głową rzuciłam mu się na szyję.
-Czy my musimy iść tak szybko,stary? Już nie wyrabiam...-spytałem bruneta próbując nadrobić jego kroku.
-Trzeba było ze mną nie iść.-dostałem w odpowiedzi
-Nie mam pojęcia co się z tobą ostatnio dzie...-nie dokończyłem,bo w momencie gdy się zatrzymał,ja odbiłem się od jego pleców i upadłem na ziemię.-Kuźde Zayn! Mógłbyś mnie wcześniej łaskawie informować przed zamiarem gwałtownego hamowania? Już nam robią zdjęcia...Potem tylko będzie: Niall Horan,fajtłapa z Mullingar nie umie chodzić.-mruknąłem i stanąłem obok niego.-Na co się tak gapisz?
Chłopak nie odpowiedział,więc podążyłem za jego wzrokiem.Na początku nie wiedziałem,co jest takiego niezwykłego w dziesiątkach przemieszczających się przechodni,jednak po kilkunastu sekundach spostrzegłem wśród nich brązowowłosą dziewczynę uwiązaną do szyi jakiegoś blondyna,a tuż obok nich uśmiechając się stała ciemnoskóra kobieta,tak na oko miała może coś koło trzydziestki.
Niepewnie zerknąłem na przyjaciela.Zauważyłem,że mruży oczy,zaciska szczęki i rusza w kierunku skąd przyszliśmy.
-Zayn,zaczekaj! Przecież to tylko Tom,nasz kumpel,zapomniałeś?!-zatrzymałem go
-I co z tego.Widocznie to on pocieszył jej 'bolejące' serce.-prychnął
-Bo ją przytulił,tak? Ona przynajmniej nie odtrąca swoich przyjaciół,czego nie można powiedzieć o tobie.-oznajmiłem chłodno-Ciekawy jestem ile panien już wyrwałeś żeby się jakoś pocieszyć?
-To nie ja chciałem zakończyć nasz związek.
-A ona zrobiła to dlatego,bo wiedziała że nie zniesie tęsknoty za tobą! Ty jednak chyba się tym zbytnio nie przejmujesz,w końcu pocieszenie już znalazłeś.Kto wie,może Mary właśnie tego się po tobie spodziewała?-byłem tak wściekły,że słowa wylatywały z moich ust jedno po drugim.I choć wiedziałem,że nie powinienem był tego mówić,to miałem nadzieję,że w jakimś stopniu na niego zadziałają.Brunet nie patrząc już na mnie ruszył do przodu,a ja stałem tak przez chwilę nie wiedząc czy pójść za nim,czy podejść do przyjaciółki za którą tak bardzo się stęskniłem...Kiedy odwróciłem głowę,aby zobaczyć czy nadal tam stoi,posmutniałem.Już jej tam nie było.

Chowanie się przed światem nie jest sposobem na życie.Więc będę przekonywał się,że będzie dobrze.
Będzie dobrze,ale odkąd Cię straciłem,ledwie się trzymam...
-Te słowa zapisałem w swoim pamiętniku do którego zaglądałem gdy nie wiedziałem co mam myśleć.Jeszcze raz je przeczytałem po czym wzdychając rzuciłem zeszyt na biurko a sam położyłem się na łóżku.
-Jestem kompletnym idiotom.-powiedziałem sam do siebie.Liam miał rację,Niall miał rację,ale nie przyznam im tego na razie,bo jak mówiłem,jestem kompletnym idiotom.Co z tego,że wróciłem do imprezowania? Czułem się wspaniale tylko przez chwilę,a to nie jest dobry sposób na życie.Tylko co w takim razie mam teraz zrobić...Jestem wściekły,okropnie wściekły na Mary,tak wściekły że mam ochotę coś rozwalić,choć dobrze wiem,że to i tak nic nie zmieni.No właśnie...skoro i tak nic...Poderwałem się,wsadziłem do kieszeni papierosy,sprawdziłem czy mam telefon i zakładając na siebie koszulkę opuściłem hotel mijając przy wyjściu Harry'ego i Lou.
-A tego gdzie znowu poniosło?-usłyszałem zdziwiony głos Hazzy,ale nie zatrzymałem się żeby z nimi pogawędzić tylko ruszyłem dalej.Wciskając się do wolnej taksówki powiedziałem kierowcy cel mej podróży i już po chwili byłem pod klubem.
-Skoro i tak nic się nie zmieni...-mruknąłem i przybiłem piątkę ochroniarzowi,z którym zdążyłem się już dobrze zapoznać.Jak zwykle skierowałem się do baru i od razu dostałem to co zawsze,barmani także mnie tu znali.Zabierając kilka drinków na raz,włożyłem papierosa do ust i zasiadłem na jednej z kanap obok jakichś trzech dziewczyn,którym puściłem oczko a te zarumienione zachichotały.Lubiłem to uczucie,kiedy płeć żeńska się za mną oglądała,z resztą który facet nie lubi? Po godzinie byłem już tak zalany,że nie wiedziałem co wokół mnie się dzieje.Raz za czas przychodziły do mnie jakieś dziewczyny,więc nie zdziwiłem się kiedy pewnego momentu podeszła zgrabna brunetka,której twarz skądś znałem...Ale w tej chwili nie potrafiłem tego ocenić bo ledwo co widziałem.
-Alkohol i papierosy to chyba niezbyt zdrowe połączenie,nie sądzisz?-usiadła obok mnie,wydawało mi się jakby była zdenerwowana,ale przemawiała do mnie ze stoickim spokojem.Rozpoznałem to po głosie,bo oczy zdążyłem już zamknąć.
-Zdrowe może i nie...ale je uwielbiam.-odpowiedziałem zachrypniętym głosem-Chcesz spróbować?-spytałem po kilku minutach ciszy i nagle ujrzałem ostry błysk światła.Czyżby ktoś robił zdjęcie?
-Nie..ja chciałam tylko coś sprawdzić.-najprawdopodobniej wstała i odeszła bo usłyszałem tupot obcasów,chyba nie była sama.
-Sprawdzić...a co ja to,królik doświadczalny?-mruknąłem sam do siebie-Cody,zapodaj jeszcze kolejeczkę!-zawołałem w kierunku przechodzącego kelnera.
-Sie robi,Zayn.
-I po co Ci to było? Po co chciałaś go sprawdzać?
Nie odpowiedziałam na to pytanie zadane przez Zoey.Całkowicie nie spodziewałam się,wychodząc z domu,że akurat w tym klubie spotkam Zayna,którego niegdyś mogłam nazwać MOIM ukochanym...
Bałam się,okropnie bałam się spotkania z nim,jednak teraz i tak to nie ma sensu,bo on nawet mnie nie poznał.Co się z nim stało? Czy to właśnie o tym wspominał Niall,wtedy na plaży?
-Nie wiem,sama nie wiem...-westchnęłam
-Chcesz stąd iść? Możemy znaleźć inny klub,albo wrócić do hotelu.
-Niee,jak już tu przyszłyśmy to tu zostańmy,mój były i tak ma teraz inne pocieszenie,więc nas nie zauważy...-spojrzałam w kierunku bruneta,który właśnie obejmował jakąś blondynkę.Poczułam bolesny skurcz w żołądku jednak nie dałam po sobie tego poznać.Malik jeszcze o tym nie wie,ale wypowiedział mi wojnę,a ja nie zamierzam stać bezczynnie.-Napijmy się.
-No dobra...-powiedziała powoli-Ja coś zamówię,ty zajmij jakiś stolik.
I tak też się stało,zasiadłyśmy na skórzanych kanapach i resztę wieczoru spędziłyśmy starając się uciec od wszelkich zmartwień i trosk,z niewielką pomocą alkoholu.
Następnego ranka nie pamiętałam jakim sposobem dotarłyśmy z powrotem do apartamentu,ale obudziłam się w swoim łóżku,tuż obok śpiącej Zoey.Całe szczęście,że nie bolała mnie głowa.-pomyślałam i weszłam do łazienki,w której wzięłam szybki prysznic,ubrałam się w świeże ubrania i pomalowałam.W kuchni zastałam Georga i Nathana,natomiast Zoey zajęła toaletę po mnie.
-No proszę,któż to wstał.Może się trochę napijesz?
-Daruj sobie ten sarkazm,George.-ominęłam ich i wyciągnęłam z lodówki mleko,które wypiłam prosto z kartonu.Puste opakowanie wyrzuciłam do kosza i zabrałam się za przygotowywanie śniadania dla mnie i menadżerki,w ramach rewanżu.
-W jaki sposób wróciłyśmy tu wczoraj?-spytałam kiedy siedzieliśmy już wszyscy zajadając naleśniki,ta dwójka też się do nas przyłączyła.
-No a jak myślisz? Zoe zadzwoniła do nas około drugiej,bo ty zapomniałaś telefonu.-odezwał się Nathan.
-Faktycznie...Ach,ale świetnie się czuję,właśnie tego mi było trzeba.
-Alkoholu?-parsknął-Następnym razem jak będziecie się chciały upić to może byście tak nas zaprosiły,co? Nam też się trochę od życia należy.
-Będziemy o tym pamiętać.A teraz muszę uciekać,robota czeka.-Zoey podniosła się,zabrała torebkę i pomachała nam,ale po chwili się wróciła.-Młoda,jakby co to dzwoń,dla Ciebie wszystko zostawię.
-Jesteś kochana!-zawołałam za nią i usłyszeliśmy mocny trzask drzwiami.
-No ja rozumiem,że ona się śpieszy,ale jak drzwi wylecą z zawiasów to dostanie się nam,nie jej...-westchnął George a ja się zaśmiałam i zabrałam za mycie naczyń.

Plecy,nogi,dupa...wszystko mnie bolało,czego nie można było powiedzieć o głowie,która wprost rozrywała mi czaszkę.Rozchyliłem pomału powieki i dostrzegłem ostre,białe światło.Na początku nie wiedziałem gdzie się znajduję,ale po chwili przypomniałem sobie wczorajszy wieczór.Prawdopodobnie byłem na zapleczu baru,wczoraj jeden z pracowników pozwolał mi się tam przespać...z ową blondynką,która smacznie spała tuż obok.Wziąłem głęboki oddech.
-Cholera...-przekląłem.Oprócz tego nic nie pamiętałem,nie wiedziałem nawet od której byłem w klubie i co zdarzyło się wcześniej.Ubrałem się pośpiesznie,zanim dziewczyna zdążyła się obudzić,sprawdziłem czy mam wszystko i opuściłem pośpiesznie budynek dziękując po drodze barmanowi,który samotnie sprzątał salę.
Jak tylko wyszedłem na świeże powietrze,zapaliłem papierosa i złapałem taksówkę,która odwiozła mnie pod sam hotel.Zapłaciłem dwa razy więcej niż zwykle i wgramoliłem się do środka.Tak bardzo chciałem tego uniknąć,ale stało się...reszta zespołu była już na nogach.
Siemanko! Przepraszam,że dodaję dzisiaj,ale jutro mam festyn w szkole i raczej nie wbiję na neta :D
Mam nadzieję,że się nie gniewacie,bo dopiero co dawałam 40.Matko,jak tego już dużo!
No i co sądzicie o tym co się porobiło? Jestem ciekawa,więc piszcie! ^^

Do Belli: Jasne,że możemy popisać xDD
Do KiSs Me: Haha,nie wiem,ale to bardzo miłe ;p xx
Do Julla: Ja też Cię kocham ^^
Oraz wszystkim innym MASSIVE THANK YOU za kochane słowa,jesteście THE BEST! ;p xxx

http://inflamara.odpowie.pl